Witam,
Od prawie roku wynajmuję mieszkanie od pewnej starszej pani. Babcia kupiła kiedyś to mieszkanie córce, ale ona przeniosła się na stałe do Australii. Więcej dzieci nie ma, więc postanowiła sprzedać to mieszkanko. Do tej pory nie myślałam o zakupie mieszkania, ale ta babcia zaproponowała mi bardzo atrakcyjną cenę. Czasami trochę jej pomagam (mieszka w sąsiednim bloku), dlatego taka niska cena. Normalnie takie mieszkanie ceni się 200-230tys. Ona chce ode mnie 150tys. Powiedziała, że sprzedam mi to mieszkanie trochę taniej i ewentualnie poczeka na część pieniędzy w zamian za to, że czasami coś jej pomogę.
Mi taki układ bardzo pasuje. Problem tylko w tym, że nie wiem czy jakikolwiek bank udzieli mi kredytu.
Mam 20 lat, studiuję i pracuję. Rodzice w tym przypadku nie chcą mi pomóc – panicznie boją się kredytów. W dodatku ja mam wzięty już jeden kredyt studencki – na razie brałam go tylko przez rok i całość odłożyłam. Rodzice wybijają mi z głowy pomysł zakupu mieszkania. Mówią, że jestem za młoda, że będę miała jeszcze na to czas. Ale pewnie taka okazja mi się już nie powtórzy, w dodatku muszę co miesiąc płacić za wynajem.
Do tej pory odłożyłam jakieś 24tys.
Mam umowę na czas nieokreślony na cały etat (studiuje zaocznie), zarabiam 1600 netto. Pracuje od 10 miesięcy w tym samym miejscu i to jest moja pierwsza praca. Od czterech miesięcy mam umowę na czas nieokreślony.
Z tą babcią mogłabym się tak dogadać, że teraz płacę jej 120tys, a 30 oddam jej w ciągu dwóch najbliższych lat. Chciałabym wziąć kredyt w wysokości 100tys na 30 albo nawet 35lat. Zależy mi na jak najmniejszej racie w ciągu dwóch pierwszych lat.
Wymyśliłam sobie, że poszukam współlokatorki i będę miała jakieś 400-500zł co miesiąc z wynajmu. Zawsze to dodatkowe pieniądze.
Teraz mam pytanie, czy przy takich zarobkach, stażu pracy i wieku mam jakąś szanse na 100tys kredytu?
Pozdrawiam
Magda
P.S. mieszkanie jest w Wa-wie





