Grupowe ubezpieczenia czyli "" [color=#408000]Polisy na życie ""[/color] wykupywane do kredytów są kosztowne ale mimo naszej śmierci dług pozostawimy współmałżonkom i dzieciom .
Nie warto się w to bawić lepiej samemu wykupić sobie taką polisę a nie bujać się z bankami i nabijać im i tak wysokie koszty kredytów .
[color=#FF0000]Niech to będzie przestroga dla przyszłych i obecnych kredytobiorców hipotecznych[/color]
Ubezpieczył kredyt, ale odszkodowania nie będzie. Kardiomiopatia, czy kant?
Coraz więcej mam na warsztacie spraw związanych z ubezpieczaniem przez banki spłaty kredytów. Banki wykupują takie polisy w imieniu klientów i przerzucają na tych klientów koszty. Kredytobiorcom się wydaje, że są objęci realną ochroną ubezpieczeniową i kiedy stanie się jakieś nieszczęście, dostaną w ramach polisy, świadczenie. Najczęściej - przejęcie opłacania składek przez firmę ubezpieczeniową.
Prawda niestety jest bardziej złożona. Część z tych polis ma charakter dodatkowej prowizji za przyznanie kredytu, więc z natury rzeczy jest upstrzona takimi obostrzeniami, by firma ubezpieczeniowa nie musiała nigdy nic nikomu wypłacać. Nikomu oprócz banku, któremu odpala się połowę składki (stąd mówię o dodatkowej prowizji za przyznanie kredytu). Są też inne przypadki - niewypłacania odszkodowań w wyniku np. choroby lub śmierci ubezpieczonego w wyniku jakiejś choroby, na którą leczył się już przed zawarciem ubezpieczenia. Przy grupowych ubezpieczeniach kredytów nikt nie wypełnia ankiety medycznej, zaś agent ubezpieczeniowy nie kieruje klienta na badania. Albo klient sam zda sobie sprawę, że jeśli choruje, to ma ograniczone szanse na wypłatę świadczenia, albo budzi się z przysłowiową ręką w nocniku.
Czytaj też: Czy banki naciągają nas przy ubezpieczeniach mieszkań?
Jest i trzecia kategoria przypadków. To sprawy sporne, w których na dwoje babka wróżyła. Klient uważa, że wyłączenie odpowiedzialności ubezpieczyciela go nie obejmuje, bo choruje na coś, czego wcześniej nie miał. Zaś ubezpieczyciel dowodzi, że choroba klienta to efekt... jakiejś innej choroby, na którą ów klient wcześniej, a jakże, chorował. A jeśli tak, to wypłata świadczenia się nie należy. Przyznam, że nie lubię zajmować się takimi sprawami, bo to w zasadzie jest robota dla sądu. Trzeba zinterpretować dokumenty lekarskie, powołać biegłych, zbadać związek przyczynowo-skutkowy między jedną chorobą, a drugą...
Czytaj też: Załamek q, czyli jak wmówić klientowi, że nie miał zawału
A dziś właśnie mam kolejną tego typu sprawę. ?Przeczytałam pański artykuł na blogu pt.?Ubezpieczył kredyt, ale firma odmówiła wypłaty. Don Kichot wchodzi do gry?. Jak by mnie piorun poraził. Dokładnie z taką samą sprawą zwróciła się do mnie pani Krystyna? - napisała do mnie na Facebooku pani Iwona. I przesłała kilkanaście skanów swojej korespondencji z bankiem i firmą ubezpieczeniową, w sprawie przejęcia spłaty rat kredytowych. Posłuchajcie.
?Pani Krysia, wraz z mężem w roku 2007 podpisali umowę kredytową z bankiem Santander Cunsumer. Z treści umowy wynika, ze w wypadku śmierci j kredytobiorców, bank staje się podmiotem uposażonym z tytułu ubezpieczenia na życia, wystawionego przez towarzystwo ubezpieczeniowe Benefia, do wysokości całkowitego zadłużenia z tytułu umowy kredytu. Niestety mąż pani Krysi zmarł. Mam za sobą dwa lata wachlowania się papierami z Rzecznikiem Ubezpieczonych, bankiem, który raz za razem wypowiada umowę kredytu, pomimo tego, że jest w toku postępowanie o stwierdzenie nabycia spadku, i samą Benefią, która odmówiła wypłaty świadczenia.
Bank nie chce wystąpić na drogę postępowania sądowego jako uposażony. Czas biegnie, roszczenie się przedawni za niecały rok (w trzy lata od daty śmierci męża pani Krysi). Owszem, mogłabym napisać pozew do sądu o ustalenia istnienie stosunku prawnego, tak jak pan napisał w blogu, jednakże nie mogę tego zrobić do czasu wydania i uprawomocnienia się postanowienia w przedmiocie stwierdzenia nabycia spadku (bliscy jeden po drugim odrzucają spadek, bo są w nim długi, stąd przewlekłość postępowania). Gra się toczy o jej mieszkanie, pod które został zaciągnięty kredyt hipoteczny.Bardzo proszę o pomoc. Wiem, że Pańskie słowo ma większą moc sprawczą, w tym momencie, niż moje własne. Serdecznie pozdrawiam z Koszalina? - kończy list Pani Iwona.
Zerknąłem w papiery i stwierdzam, że sprawa rzeczywiście nie jest łatwa. Pani Krysia i jej mąż byli solidnie prze-kredytowani. Santander udzielił im kredytu konsolidacyjnego na kwotę, uwaga, 136,8 tysiąca złotych, z ratą miesięczną 1341 zł. Po śmierci męża pani Krysia została z kredytem i dochodami z emerytury w wysokości... 1507 zł miesięcznie. Nie będę nawet smęcił o braku rozsądku klientów Santandera. Jak można wziąć sobie na głowę, będąc w starszym wieku, taki kredyt, kompletnie nie adekwatny do dochodów? Być może mąż pani Krysi miał wysokie świadczenia, ale w takim wypadku powinien mieć wykupioną prywatną polisę na życie, która - w razie kłopotów zdrowotnych lub nieszczęścia - pozwoli nie zostać na lodzie pani Krysi i spłacić kredyty.
Ale to uwaga na boku. Mleko się wylało, pani Krysia jest w dramatycznej sytuacji finansowej, zaś firma ubezpieczeniowa - i trudno jej się dziwić, gdy rzecz idzie o naprawdę wysokie kwoty - ani myśli przejąć spłatę rat. Powód? Oto kilka zdań z jednej z wielu odpowiedzi na pisma kierowane przez panią Krysię: ?Ubezpieczony przystąpił do umowy grupowego ubezpieczenia na życie 29 maja 2009 r. W treści deklaracji zgody na przystąpienie do ubezpieczenia klient potwierdził otrzymanie wyciągu z Umowy Generalnej Ubezpieczenia Grupowego Kredytobiorców Kredytów Hipotecznych. Zgodnie z art. VII, ust. 1 lit. f, wyciągu z Umowy Generalnej Towarzystwo jest zwolnione z odpowiedzialności jeśli śmierć ubezpieczonego nastąpiła w następstwie chorób zdiagnozowanych lub leczonych przez przystąpieniem do ubezpieczenia.
Klient zmarł 6 stycznia 2009 r. Jak wynika z treści karty statystycznej do karty zgonu, przyczyną wyjściową zgonu była kardiomiopatia, przyczyną wtórną zgonu była niewydolność krążeniowo-oddechowa, a dodatkowo w treści karty statystycznej do karty zgonu wskazano podejrzenie wstrząsu septycznego?. Innymi słowy, ubezpieczyciel uznał, że klient zmarł ?w następstwie choroby zdiagnozowanej wcześniej?.
I w tym momencie sprawa zaczyna być śliska. Bowiem, jak wskazała pani Krysia w jednej z reklamacji, ?zgon był następstwem wstrząsu septycznego, a nie, jak pisze firma ubezpieczeniowa, następstwem choroby serca oraz postępującej niewydolności krążenia. W medycynie od dawna wiadomo, że w wyniku wstrząsu septycznego może dojść do kardiomiopatii i niewydolności krążeniowo-oddechowej. Mój mąż w roku 2007 przebywał na oddziale kardiologii przez osiem dni i został wypisany w stanie dobrym, bez zalecenia leczenia w poradnik kardiologicznej?.
Nie jestem prawnikiem, ale ta argumentacja też jest przekonująca. Interpretacja firmy ubezpieczeniowej Benefia, mówiąca, że klient zmarł ?w następstwie? choroby serca, wydaje się być naciągana. Na tej zasadzie można przecież uznać, że jeśli ktoś zostanie potrącony przez samochód i przestanie mu bić serce, to również zmarł ?w następstwie? choroby serca. Na tej zasadzie każda osoba, która kiedykolwiek leczyła się na choroby serca, może zapomnieć o wypłacie odszkodowania od Benefii. Nie podejmuję się ocenić kto tu ma rację. Może ktoś z czytelników czuje się na tyle mocny w tematyce medyczno-ubezpieczeniowej, by mi w tym pomóc. Najgorsze w całej sprawie jest to, że nie można poddać jej nawet osądowi niezawisłego sądu, bo postępowanie spadkowe jest jeszcze w toku, zaś termin przedawnienia roszczeń wkrótce minie. Firmie ubezpieczeniowej, niezależnie od tego, czy ma rację czy nie, opłaca się grać w tym momencie na zwłokę.
Jeśli nie chcecie znaleźć się w przyszłości w takiej sytuacji, pamiętajcie: mając wspólnie z partnerem jakiekolwiek większe zobowiązania, a przy tym nierównomiernie rozłożone dochody, zawsze zadbajcie o wykupienie prywatnej polisy na życie z sumą ubezpieczenia odpowiadającą wysokości np. zaciągniętego kredytu. Chodzi o to, żeby w razie nieszczęścia móc spłacić zobowiązania i nie zostać finansowo na lodzie. Nie wierzcie bezkrytycznie w grupowe ubezpieczenia kredytów, miejsce własne, prywatne. Niech to nie będą żadne skomplikowane polisy, obciążone licznymi warunkami i obostrzeniami. Niech to będzie zwykłe, życiowe autocasco. Umierasz, to - bez względu na przyczynę - Twój partner dostaje tyle pieniędzy, by spłacił Wasz wspólny kredyt.
A do firmy Benefia apeluję, by jeszcze raz oceniła sprawę pani Krysi. Może jest tu jakieś pole do kompromisu? Będę się tej sprawie przyglądał i nie omieszkam poinformować jeśli Benefia lub Santander zrobią coś pozytywnego, by pomóc klientce. Oczywiście o ile będą po temu obiektywne przesłanki, bo nie można wykluczyć - choć tak na logikę taka teza mi się nie klei - że mąż pani Krysi rzeczywiście zmarł na serce, a nie z powodu wstrząsu septycznego
http://samcik.blox.pl/2011/04/Ubezpiecz ... edzie.html






