Zapomniał o nie używanym koncie z debetem. Teraz zapłaci bankowi 2000 zł
Kolejny mój czytelnik boleśnie przekona się o tym, że posiadanie nie używanych rachunków bankowych to dość niebezpieczne zajęcie. Zwłaszcza, że problem tli się podskórnie przez całe lata i wybucha w najmniej odpowiednim momencie. ”Ostatnio dostałem od Banku Pekao wezwanie do zapłaty na pokaźną kwotę. Jak się okazało mam tam konto osobiste. To znaczy miałem w BPH, ale po fuzji zostało przeniesione do Pekao. Tu leży moja wina, ponieważ konto zostawiłem na pastwę losu i nic z nim nie robiłem przez cztery czy pięć lat. Przez moją młodzieńczą głupotę nie zamknąłem konta” - napisał do mnie pan Michał. Młodzieńcza głupota ma to do siebie, że też kosztuje, choć dzięki niej można zebrać potrzebne doświadczenia i nie czynić dużo kosztowniejszych błędów będąc już starym koniem.
Pan Michał, poza młodzieńczą głupotą i kontem w dawnym BPH posiada również w tym banku linię debetową i to całkiem przyzwoitą - na 2000 zł. ”Konto oraz debet są dziś "wyczyszczone" przez opłaty za prowadzenie konta oraz odsetki od salda debetowego” - skarży się czytelnik. To właśnie ten nieszczęsny debet pogrążył pana Michała, bo bank co roku brał prowizję na jego przedłużenie (a jest to kilka procent od przyznanego limitu, niezależnie od tego, czy jest on wykorzystywany, czy leży odłogiem), no i oczywiście odsetki za wykorzystane saldo debetowe. A to było coraz większe, bo co miesiąc bank pobierał prowizję za prowadzenie konta. Koniec końców pan Michał dostał od Banku Pekao wezwanie do zapłaty na kwotę... 2000 zł. Żubr bowiem stawia się czasem :-)
Chciałem zaznaczyć, że przez ten kilkuletni okres nie otrzymałem ani jednego pisma od banku o braku wpływów, wykorzystaniu debetu lub jakiegokolwiek innego pisma, a konto nie było w ogóle używane. Spora część winy leży po mojej stronie, ale powiem szczerze, że oczekiwałbym jakiegokolwiek znaku od banku, któremu - jak by nie patrzeć - jestem winien pieniądze za coś z czego nie korzystałem. Debet powstawał, a pismo z żądaniem zwrotu pieniędzy otrzymałem dopiero po przekroczeniu przyznanego limitu[/I]” - pisze pan Michał. I tu jest pies pogrzebany. W banku pewnie mają bałagan albo po prostu wyszli z założenia, że nie mogą zajmować się każdym, za przeproszeniem, jeleniem, który ma debet i nie robi żadnych transakcji na koncie. Trudno wymagać od banku, żeby pisał do takich delikwentów z pytaniem: ”Drogi kliencie, czy aby na pewno ten debet jest ci potrzebny?”. Bank nawet nie wiedział o istnieniu pana Michała, dopóki nie wyskoczyło mu w excelu na czerwono, że ów pan Michał ma wierzytelność przeterminowaną. Pech chciał, że stała się przeterminowana dopiero po przekroczeniu tak wysokiej kwoty - 2000 zł.
Chciałbym prosić o poradę: jak mogę to załatwić z bankiem? O jakimkolwiek obniżeniu kwoty do spłaty nie ma mowy, taką przynajmniej informację dostałem w banku. A przyznam szczerze, że nie do końca poczuwam się do winy, aby oddać bankowi 2000 zł za nic[/I]” - kończy list czytelnik. Cóż, radę mam tylko taką, żeby zawnioskował do banku o rozbicie kwoty długu na raty. Domyślam się, że spłata nadwyżki ponad 2000 zł nic tu nie da, bo bank, jak już dowiedział się o istnieniu pana Michała, to ustalił, że konto jest martwe i debet zamknął. Do spłaty jest więc cała kwota 2000 zł i chyba rzeczywiście nie ma co walczyć o jej redukcję, a tylko o rozbicie na raty. Dla wszystkich czytelników tego blogu mam przy okazji prośbę - sprawdźcie, czy nie macie jakichś otwartych kont osobistych, których nie używacie. I czy przypadkiem nie są do nich przypisane potężne debety, które sprawią, że bank odezwie się do Was nie po zjeździe salda na ROR poniżej np. 100 czy 200 zł, ale - tak jak w przypadku pana Michała - dopiero jak zostanie przekroczony limit debetu.
http://samcik.blox.pl/2011/12/Zapomn...html]Zapomniał o nie używanym koncie z debetem. Teraz zapłaci ...




