Witam,
Opiszę mój przypadek. Znaleźliśmy sobie mieszkanko u dewelopera. Zaoferował on również swoje pośrednictwo w uzyskaniu kredytu. Zaznaczam, że było to mieszkanie z antresolą (to ważne). Oczywiście sporządzona przez nas umowa kredytowa wróciła z banku Pekao SA (drogą nieoficjalną) w celu jej korekty. Chodziło o tą nieszczęsną antresolę, która nie może się wliczać do powierzchni użytkowej. Sugestia z banku była taka, aby na umowie napisać: mieszkanie o powierzchni 57 m^2 w tym antresola (zwróćmy uwagę, że nie ma słów powierzchni użytkowej). No i wszystko było ok. Bank kontrolował inwestycję, zażądał dokumentów i przyznał kredyt. Oczywiście do momentu ustanowienia hipoteki płaciliśmy raty odsetkowe. W końcu otrzymaliśmy akt notarialny i poszliśmy do banku. W akcie wymieniono powierzchnię mieszkania ok. 39 m oraz oświadczono, że istnieje w nim antresola o powierzchni 18 m. Zaniosłem wszystko do banku i było wszystko ok. W styczniu zapłaciliśmy pierwszą ratę kapitałowo-odsetkową. Ale kilka dni później pojawił się problem. Bankowi nie zgadzała się powierzchnia mieszkania i grozi wypowiedzeniem kredytu. Kilka moich uwag:
- bank nigdy nie pytał się o powierzchnię antresoli - podano im całkowitą powierzchnię mieszkania
- bank rzekomo kontrolował inwestycję
- na jakiej podstawie pobrano ratę kapitałowo-odsetkową nie dokonując konwersji ?
- czy bank nie powinien dokładniej sprawdzić co kredytuje ?
- ponadto dodam, że pracownica dewelopera zapewniała mnie, że powierzchnia antresoli wlicza się do powierzchni użytkowej
Cóż, człowiek jest głupi i popełnił tu błędy. Tego nie musicie pisać. Najgorsze jest to, że pracownik banku widział przedtem umowę sporządzoną w sposób prawidłowy i sam nakazał ją zmienić (naturalnie człowiek nie ma dowodów).
Na dzień dzisiejszy będę po prostu zmuszony sprzedać mieszkanie, bo nie stać mnie na jednorazową spłatę blisko 300 tys. zł. Gdzie będę mieszkać z dwójką dzieci - nie wiem. Może jedynym ratunkiem byłaby zmiana kredytu na normalny oczywiście ze zwrotem otrzymanych dopłat. Nie wiem czy bank się na to zgodzi. Ale generalnie czuję się cholernie oszukany. Wiem gdzie ja ponoszę winę, ale zastanawiam się czy nie pozwać również banku. Non stop byłem wprowadzany w błąd i zapewniano mnie, że wszystko jest ok. To jest chyba możliwe tylko w tym kraju... Człowiek spokojnie planował swoją przyszłość, a drugiego dnia jest bankrutem... Żeby było śmiesznie - problemy zaczęły się w piątek trzynastego...






