znalazlam taki oto artykul, nie twierdze, ze wszyscy sa tacy,ale na pewno czesc tak...a skoro o nich pisza to musi w tym cos byc.
oto lektura:
[color=#008040]Doradztwo finansowe
Czyli o tym jak wejść komuś w dupę bez masła i jeszcze trzy razy się obrócić.
Ogłoszenie o pracę. Elastyczne godziny pracy. 20 złotych za godzinę. Żyć nie umierać. Dzwonisz i umawiają cię na spotkanie. Sugerują coś garnituropodobnego. Wchodzisz do biura. Widzisz mnóstwo nażelowanych chłopaczków, którzy wygladają jakby przyszli na spotkanie z nieoddanym stolcem. Wszyscy w garniturach, żuchwy do białości ogolone. Wyszli ze wsi, ale wieś nie wyszła z nich. Jak to babcia mówiła: z gówna bata nie ukręcisz. Potwierdzenie znajdujesz wychodząc na fajkę.
- K***, z tego co skminiłem, to w ch** kasy można tu zarobić.
- No, i do tego chodzisz w garniaku - laski w ch** takich gości lubią.
Tłuszcza nie zdaje sobie jeszcze sprawy, że będzie jedynie maleńkim trybikiem w wielkiej machinie. Parobkiem w finansowym folwarku.
Cała grupa wchodzi na spotkanie z szefem oddziału. On wyjaśni nam o co w tym wszystkim biega. No właśnie. BIEGA. - Bo musicie zapie**, żeby coś osiągnąć - krzyczy na sam początek. Jak on zaczynał współtworzyć firmę, to nic nie było. Wszyscy niedowierzali. Ale on był kozak. Miał ich w dupie. Wiedział, nawet mu się śniło, że będzie bogaty.
- A Wy? Chcecie być bogaci?
- Taaaak! - odpowiada tłuszcza.
- No to musicie k*** zapie***, zapie*** i jeszcze raz zapie***.
On już nie musi. Za miesiąc będzie rzekomo szefem wszystkich szefów. Będzie miał 250 koła na miesiąc. I miał w ch** wszystko. Bo to TY będziesz na niego pracował. Przepraszam: zapie***.
Tłuszcza omamiona wizją szybkiego awansu na kolejne, bardziej płatne szczeble, jest pełna entuzjazmu. Wszyscy za pięć lat będą jeździć Porsche, a jak się rozbiją to se kupią nowe. Jak ich szef. Nie będą chodzić na solówe w krzaki, bo będą mieć tyle kasy, że każda dupa będzie ich.
To jest właśnie cecha charakterystyczna firm zajmujących się doradztwem finansowym. Najpierw roztaczają wizje sukcesu i urlopów w fikuśnej bieliźnie, a dopiero później mówią na czym praca [/color]będzie polegać. Wtedy już każdemu obojętne co ma robić. W głowie sukces, kasa, dziwki, koks i motorówka.
A czym mają się zajmować? Mają doradzać. Uświadamiać (czytaj: wmawiać) ludziom, że źle gospodarują swoją kasą. Że ich firma jak żadna inna wie, gdzie ulokować pieniądze, by za kilkanaście lat dzieci miały godny start. Podstawowa dewiza doradcy: klient zawsze gówno wie. Doradcy więdza lepiej. Namawiają, mataczą. Używają pojęć, o których większość ludzi nie ma pojęcia. To ma zwiększyć ich profesjonalizm. Do niczego nie namawiają. Jakby co zadzwonią za dwa tygodnie. A jak trza będzię to i za cztery. Bo dbają o klienta. Nie puszczą tak szybko z pastwiska krowy, którą mogą doić przez całe jej życie.
Firmy zastrzegają, że nie uprawiają akwizytorstwa. Niech im będzie. To nie akwizytorstwo. To zwykłe dziadostwo.






