Odpowiedz w tym wątku
Strona 1 z 7 123 ... OstatniOstatni
Pokaż wyniki od 1 do 10 z 68
Like Tree 1 Przydatne posty

Wątek: jak sobie poradzić z długami przerastajacymi nasze dochody i czy wogóle mozna?

  1. #1
    Virus-48
    Virus-48 jest nieaktywny
    Zarejestrowani użytkownicy
    Dołączył
    06-09-2009
    Posty
    98
    Pomógł
    4 razy

    jak sobie poradzić z długami przerastajacymi nasze dochody i czy wogóle mozna?

    Po ostatnim zamieszczeniu postu na temat długów których miesieczna obsługa przekracza nasze dochody otrzymalem wiele listów z porosbą o porade ,wskazówki ,pomoc.Moze sie to komus wydawc dziwne lub zgoła nieprawdopodobne ze majac 4700 dochody netto spłacalo sie raty miesieczne wysokosci 6000 tys zł.Nie mniej tak było .Było do czasu aż przestało być.Co to znaczy wiedza ci co do mnie napisali i ci co na codzien maja do czynienia z wyndykacja bankową nie wspominajac o zajeciach komorniczych.Nikt nie musi mi tłumaczyc jak wyglada gechenna dnia codziennego kiedy terminy spłat zadłuzenia mijaja a my nie mamy grosza aby zaspokoic rzadania banków.Znam stresujacy okres kiedy to liczba telefonów ,SMS-ów listów z banków nie dawały spokoju. Mało tego kazy list to kilkadziesiat zł dodatkowego zadłuzenia a kazdy telefon to nasze koszty które musimy pokryć.Znam bezradość, stress,a nie raz panike gdy ktos z banku raczył nas nastraszyć, albo nagabywał w sposób który nie akceptowalismy. Brak nam było samozaparcia by temu sie przeciwstawić.Poza tym nawis zadłuzenia który perspektywicznie był nie do spłacenia w naszej sytuacji dobijał nas bardziej niz cała armia bankowej windykacji.Okres prawie 6 miesiecy w których taki stan wystepował doprowadzał do skrajnego wyczerpania fizycznego i psychicznego. Nie funkcjonowalismy zarówno w pracy jak i w domu. Można miec raka, HIFA, katar..a nawet trąd...by ktos nami sie zajął, zaczła leczyc czy wspólczuć.Bycie bankrutem zadłuzonym po uszy powoduje ze tracimy nie tylko przyjaciół..o ile tak ich miozna było nazywac jak i członków rodziny.Pieniadze to cos co przyciaga do nas innych a ich brak powoduje ze stajemy sie odpychanymi z grona bliskich.NAJGORSZYM JEST JEDNAK NASZE POCZUCIE WINY ZE POPEŁNIAJAC BŁAD WYRZADZILISMY KRZYWDE NIE TYLKO SOBIE ALE I RODZINIE. Wnaszej sytuacji nie ma wyjscia. Nie mozemy liczyc na wszelakiej masci doradców,biura posrednictwa kredytowego etc. Przekonujemy sie ze zaczynaja zerowac na nas kretacze ,z*******e i wszelakiej masci naciagacze.Bezradnosc wyłazi z kazdego konta z kazdeko kawalka naszego ciała...internet staje sie mały i wydaje nam sie ze jak by skapił nam informacji na nurtujace nas pytania.Piszemy na forach ,czytami co pisza inni i zadnej furtki by wyjsc z patu.Nie otwieramy listów z banków nie odbieramy telefonów z informacja na ekranie " Zastrzezony"...chcemy sie ukruc zniknac rozpłynac sie w powietrzu.Ale tego nie da sie zrobic ot tak....sa dzieci rodzina za która ponosimy odpowiedzialnosc a której to odpowiedzialnosci nam zabrakło gdysmy sie koncertowo zadłużali.Krew nas zalewa gdy widzimy jakie kwoty płacimy za raty i ile bysmy mogli za to zrobic rzeczy dla siebie i rodziny.Ja dostałem napadu szału gdy bedac w jednym salonie samochodowym uswiadomiłem sobie ze za moje długi mógłbym wyprowadzic z niego trzy sredniej klasy samochody i to prosto z pod igły !!!. Potem takich konkluzji było i jest coraz wiecej...chocby mały domek ot na starosc wsam raz a tu kicha!. Do szału doprowadza mnie aktorzyna promujacy bank w TV!..omijam szerokim kołem banki i ulice na których sa usytuowane.Klne na doradców ,wszelakie biura oddłuzeniowe i temu podobne.Postanowiłem podzielic sie swoim dosiadczeniem z tymi co sa w podobnej sytuacji co ja. To nie będzie jakis złoty srodek z dziedziny "zrób to a doznasz spokoju"... To bedzie dzieleniem sie doswiadczeniem a przy okazji checia przekazania tegoz tym którzy sa bezradni i z nikad juz nie oczekuja pomocy.Moze kilka moich doswiadczen przyda im sie w zyciu . Nie jestem doradca kredytowym ale mysle ze mam te wiedze której ci nigdy miec nie bedą...bo gdyby mieli ja nie musialbym pracowac nad tym by rozliznic sobie petli na szyji.ZATEM WSZYSCY CO CHCĄ DOWIEDZIEC SIE NA TEMAT TEGO CO PISZE NIECH POSIWCA TEMU CHWILKE CZASU....TAKIEJ WIEDZY NIE PRZEKARZE ZADEN ZAŁATWIACZ KREDYTÓW.
    Autor tego postu otrzymał podziękowania od: jaga555.

  2. #1.5
    Zarejestrowani użytkownicy
    Dołączył
    15-10-2011
    Lokalizacja
    Polska
    Wiek
    24
    Posty
    359
    Pomógł
    4 razy

    jak sobie poradzić z długami przerastajacymi nasze dochody i czy wogóle mozna?


  3. #2
    adamwitold
    adamwitold jest nieaktywny
    Zarejestrowani użytkownicy
    Dołączył
    06-10-2010
    Posty
    1
    Pomógł
    0 razy

    to chętnie pogadam ;)

    można jakoś nawiązać kontak mailowy?
    pzdr

  4. #3
    Virus-48
    Virus-48 jest nieaktywny
    Zarejestrowani użytkownicy
    Dołączył
    06-09-2009
    Posty
    98
    Pomógł
    4 razy

    Gdy banki pukaja do drzwi..cd 2

    Pisząc a raczej kontynując temat z negatywną satysfakcją moge stwierdzic ze jestem tu liderem ..Moze nie pod wzgledem wyskokosci zadłuzenia ale napewno jezeli chodzi o ilosc kredytów ,pozyczek i zobowiazań.Dla zobrazowania pozwole sobie wyliczyc swoich wierzycieli bez ujawniania wysokosci zadłuzenia w posczczególnych bankach. I tak :

    LUKAS BANK = dwa kredyty gotówkowe plus karta
    AIG BANK = dwa kredyty gotówkowe plus karta
    ŻAGIEL/KREDYT BANK = dwa kredyty gotówkowe plus karta
    FORTIS BANK = dwa kredyty gotówkowe
    CITY HANDLOWY = kredyt gotówkowy plus karta
    EURO BANK =kredyt gotówkowy plus karta
    DB/KREDYT = kredyt gotówkowy
    BPH = kredyt gotówkowy plus karta
    Pożyczki prywatne = cztery osoby z grona przyjaciół

    Razem to 240 000 tys zadłużenia z tego 6050 zł suma rat odprowadzanych do banku co miesiac.
    Do póki banki były liberalne wobec kredytobiorców do póty mogłem pokrywac kredyt kredytem i miec czysta karte ..Z czasem kryzys swiatowych finansów i mi dobrał sie do tyłka poprzez banki które to nagle zaczeły wnikliwie analizowac moja sytuacje a przez co opusciły szlaban .Zaczeły topniec moje oszczednosci a w krótce zacząłem pdgryzać własny ogon.W miedzy czasie straciłem 1/3 etatu dodatkowego i "jechałem" na samej pensji.Moze i bym sie wylizał albo jakos tam egzystował na pograniczu bankrytctwa gdyby nie choroba . Pobyt w szpitalu ,potem zwolnienie i rechabilitacja spowodowały ze w okresie maj / czerwiec nie placilem rat..Konsekwencje tego nastepowały lawinowo...Brak srodków wyrównywanie zaległosci przy jednoczesnym nie placeniu rat bierzacych zrobiło swoje.Raty nie tylko wpływały nie terminowo ale i były placone z opóznieniem siegajacym 30 dni!. Wszystko na czym skupiałem uwage to to by nie przekroczyc magicznego terminu 30 dni choc przyznam ze w trakcie trwania zatoru co niektóre kredyty juz trafiały do tzw. windykacji miekkiej.Czyli zaczeły sie notoryczne telefony .sms-.listy,ponaglenia,monity .W krytycznym okresie odbierałem kilkanascie telefonów ,sms-ów,a ze skrzynki listowej wysypywały sie sterty kopert z rachunkami,wyciągami i monitami do zapłaty.Telefony doprowadzały mnie do szału, rachunki do furii, a monity do białej goraczki.Jednoczesnie uswiadomiłem sobie poraz pierwszy w jak krytycznej i beznadziejniej sytuacji sie znajduje i jakie pieniadze jestem winny bankom gdy zabrako mi złotówki na autobus a samochód rdzewiał pod domem z braku benzyny.O całej tej sytuacji nie miała pojecia najblizsza rodzina przed która ukrywałem cała sytuacje złudnie myslac ze sobie poradze.Tym wiekszy był szok gdy sie o tym wszyscy dowiedzieli. Oszczedze sobie i czytajacym , nie pokusze sie o opis i zaoszczedze szczegułów.Co dalej napisze juz wkrótce.Pozdrawiam wszystkich w "niedoli".

  5. #4
    goguś
    goguś jest nieaktywny
    Doradcy
    Dołączył
    05-03-2009
    Lokalizacja
    Warszawa/Mazowieckie/Polska
    Posty
    2,393
    Pomógł
    266 razy
    uchyl jeszcze rąbka tajemnicy na co wydałeś te 240 tyś (jeśli to nie problem ) bo jest to kupę kasy której zwykły szarak nie zobaczy nigdy w życiu na oczy :twisted: i już będzie chyba wszystko

  6. #5
    pytaniekredytowe
    pytaniekredytowe jest nieaktywny
    Zarejestrowani użytkownicy
    Dołączył
    30-07-2010
    Posty
    68
    Pomógł
    1 razy
    wbrew pozorom wydanie takiej kasy nie jest jakimś wielkim problemem :evil: i wcale nie żyje się wtedy ponad stan...

  7. #6
    Virus-48
    Virus-48 jest nieaktywny
    Zarejestrowani użytkownicy
    Dołączył
    06-09-2009
    Posty
    98
    Pomógł
    4 razy

    Krótka geneza zadłużenia i co dalej?.

    "uchyl jeszcze rąbka tajemnicy na co wydałeś te 240 tyś (jeśli to nie problem ) bo jest to kupę kasy której zwykły szarak nie zobaczy nigdy w życiu na oczy :twisted: i już będzie chyba wszystko"

    Miałem przejść powoli do konkretów ale ta uwaga którą cytuje powoduje ze nie mogę się ograniczać do skrutów.

    "uchylam zatem rąbka tajemnicy"...... Na taki dług trzeba sobie zasłużyć ciężką i mozolną pracą a trwa to latami .Jeżeli wydajemy te pieniądze bo mamy taką potrzebę to w tym najgorszym zawsze mamy satysfakcje ze dobrze je zagospodarowaliśmy.Natomiast jeżeli poszły one na rozkurz tylko by zaspokoić nasze doraźnie zachcianki to istotnie mamy powody być podwójnie nie szczęśliwym.
    U mnie zaczęło się od jednej karty kredytowej ,saldo minimalne 2 tys. Był to okres gdzie jeszcze nie wszystkie sklepy miały możliwości realizowania płatności poprzez plastykowy kartonik.Z czasem 2 tys zamieniło się w 3 tys potem 4,5 tys aż w końcu osiągnęła sumę 8 tys!.Potem do tego dołączyły zakupy na raty sprzętu AGD aż w końcu rozpoczął się bumm kredytowy kiedy to kredyty a poprzez nie każda suma "leżała na ulicy".Do domu przychodziły listy z ofertami banku..niskie prowizje jeszcze mniejsze oprocentowanie .kredyt na dowód....wystarczyło być żywym by kredyt dostać ......wiec czemu by i nie?.Do kredytu zawsze bank dołączał kartę kredytową. Były kredyty na wakacje , na nowy rok szkolny, na święta nawet na urodziny.... o kredycie pogrzebowym tylko nie słyszałem.Był to okres kiedy jedna osoba z dochodem 500zł lub nawet bez dochodu za to posiadająca dowód osobisty mogła w ciągu godziny na jednej ulicy zaciągnąć kredyt który do końca życia by nie spłaciła , no i nie spłaca.....Moje zadłużenie rosło stopniowo i jak już na wstępie pisałem że sobie na nie zasłużyłem konsekwencją w bezmyślności i niepoczytalności której nie ukrywam. Stałem się kredytomanem i jak każdy AA należy się do tego przyznać.Zresztą takie zachowanie to jednostka chorobowa znana psychologom i psychiatrom z tym ze nie jest to żadnym usprawiedliwieniem wobec banku któremu jesteśmy dłużni pieniądze.GDYBY BYŁA TAKA MOŻLIWOŚĆ CHĘTNIE UDAŁBYM SIĘ NA DŁUŻSZĄ KURACJE DO DOMU BEZ KLAMEK BYLE MI UMORZONO DŁUGI.Trzeba było jednak zmierzyć się z sytuacją w której długi wymagały spłat a środków by zaspokoić spłaty brakowało.Twarde realia nie tylko postawiły mnie na ziemi ale i tez powaliły na glebę...Trzeba było natychmiast podjąć środki które mogły by zapobiec windykacji twardej,sprzedaży moich zobowiązań jakiemuś biuru windykacyjnemu lub wprost zapobiec zajęciom komorniczym.Kierował mną jeszcze optymizm bo istniały biura pośrednictwa kredytowego,tabuny doradców kredytowych no i wiara w ich możliwości.Wkrótce napisze o tym z czym wielu z nas się spotkało a co uzmysłowiło nam ze to początek którego koniec trudno sobie wyobrazić.

  8. #7
    sylka27
    sylka27 jest nieaktywny
    Zarejestrowani użytkownicy
    Dołączył
    10-06-2009
    Lokalizacja
    bydgoszcz
    Posty
    72
    Pomógł
    7 razy
    no ale dalej jesteś tajemniczy....jak wychodziłeś z tego bagna bo wydaje mi sie ze w takim przypadku komornik byl nieunikniony....placiles jedno zalegałes z drugim i kolo sie zamyka

  9. #8
    astor
    astor jest nieaktywny
    Zarejestrowani użytkownicy
    Dołączył
    21-09-2009
    Posty
    169
    Pomógł
    3 razy
    Też jestem ciekawa jak skończy się Twoja opowieść. Fabuła podobna do mojej Nie wiem tylko czy w moim przypadku to było swego rodzaju uzależnienie.

    Miałam na początku tylko jeden smaochodowy. Potem mąż stracił prace i rok próżni. Jednej pensji było mało i ratowałam się kredytami, które jak pisałeś rozdawali niemalże na ulicy.
    Jednak krótkie i płytkie było moje rozumowanie, bo nie zdawałam sobie sprawy z tego , że z każdą kolejną ratą będzie gorzej. I dopóki dawali było w miarę, a teraz........

    Teraz pracuje na 3 etatach, a zaległości jest i tak tyle że wszystko oddaję. I wolę o tym nie myśleć żeby całkiem nie zwariować.......

    Dwa lata szukam rozwiązania i tylko jestem bliżej dna i nic więcej

    Jestem u kresu wytrzymałości w szukaniu rozwiąnia dla siebie.

    Z ciekawością i niecierpliwością czekam na dalszy ciąg Twojej historii...

  10. #9
    lukaszb
    lukaszb jest nieaktywny
    Doradcy
    Dołączył
    23-08-2008
    Lokalizacja
    Warszawa, Łódź
    Posty
    1,204
    Pomógł
    139 razy
    Virus-48 może książkę napiszesz, albo zgłosisz się do jakiegoś reality show? Ktoś być może będzie mocno zainteresowany twoimi przeżyciami duchowymi, jednak zapewne 99% zgromadzonych tu ludzi szuka odpowiedzi na zasadnicze i postawione przez Ciebie pytanie - jak sobie poradzić z długami przerastającymi nasze dochody i czy w ogóle można?

    Na forum występowałeś już pod różnymi loginami i przyznam szczerze, że jeśli to mają być "takie o" kolejne twoje "wypociny" to daj sobie chłopie na wstrzymanie, bo robisz tylko ludziom nadzieję i doprowadzasz do frustracji. A dlaczego wypociny? Bo wystarczy poprzeglądać jak merytoryczne są twoje popisy na forum. Wybacz zatem ton i bezpośredni charakter tego postu, ale zachowujesz się conajmniej niestosownie, przytaczając przeżycia, które 99% z porządnie zadłużonych zna dokładnie tak jak Ty.

    Z mojego doświadczenia - z długami można sobie poradzić. Nawet jeśli miesięcznie przewyższają wysokość dochodów. Ja miałem zadłużenia blisko 200 000 zł. Dziś nie mam nic. Kosztowało to dużo dodatkowej pracy, także po godzinach i mobilizację finansową całej rodziny. Dodatkowo dwóch prawników i osobiste negocjacje z bankami. Sprawa z 2008 roku, ale dziś jestem czysty.

  11. #10
    Virus-48
    Virus-48 jest nieaktywny
    Zarejestrowani użytkownicy
    Dołączył
    06-09-2009
    Posty
    98
    Pomógł
    4 razy
    Cytat Zamieszczone przez lukaszb
    Virus-48 może książkę napiszesz, albo zgłosisz się do jakiegoś reality show? Ktoś być może będzie mocno zainteresowany twoimi przeżyciami duchowymi, jednak zapewne 99% zgromadzonych tu ludzi szuka odpowiedzi na zasadnicze i postawione przez Ciebie pytanie - jak sobie poradzić z długami przerastającymi nasze dochody i czy w ogóle można?

    Na forum występowałeś już pod różnymi loginami i przyznam szczerze, że jeśli to mają być "takie o" kolejne twoje "wypociny" to daj sobie chłopie na wstrzymanie, bo robisz tylko ludziom nadzieję i doprowadzasz do frustracji. A dlaczego wypociny? Bo wystarczy poprzeglądać jak merytoryczne są twoje popisy na forum. Wybacz zatem ton i bezpośredni charakter tego postu, ale zachowujesz się conajmniej niestosownie, przytaczając przeżycia, które 99% z porządnie zadłużonych zna dokładnie tak jak Ty.

    Z mojego doświadczenia - z długami można sobie poradzić. Nawet jeśli miesięcznie przewyższają wysokość dochodów. Ja miałem zadłużenia blisko 200 000 zł. Dziś nie mam nic. Kosztowało to dużo dodatkowej pracy, także po godzinach i mobilizację finansową całej rodziny. Dodatkowo dwóch prawników i osobiste negocjacje z bankami. Sprawa z 2008 roku, ale dziś jestem czysty.

    Zatem |przyjacielu czemóz to nie podzieliles sie własnymi umiejetnosciami w radzeniu sobie z inymi?. Piszesz ze to co zamieszczam tutaj to "wypociny"..Ty masz takie doswiadczenia ja natomiast inne..bys moze kazde doprowadziłonas do jakis tam osiagnieć.Ja nie zatrudniałem prawników nie zlecalem sparawy firmom finansowym działaałem sam. Piszesz ze wystepuje pod róznymi nickami..moze masz racje a nawet napewno ..z tym ze nawet to miało swój cel .Pisze bo tego chca ludziektórzy zwracaja sie do mnie prywatnie a ze nie mam czasu by poswiecac kazdemu nalezna mu uwage postanowiłem pisac tu na forum.Jezeli chodzi o ksiaze to i taka napisze posiadajac juz konspekt a wiec mało co sie mylisz.Udowodnie ci ze i bez prawników mozna było sobie dac rade z bankami...Bo jezeli ktos nie ma z czego zapłacic raty to niby skad ma miec na zaplacenie komus kto poprowadzi nasza sprawe?.....Pisze do ciebie prywatnie bo jezeli mam uwagi to raczej nigdy ich nie wywlekam na forum traktujzac to jako rzecz prywatna w przeciwienstwie do ciebie......I KTO TU CHCE ZABŁYSZCZEĆ/?...mimo wszystko gratuluje sukcesu nigdy byjm sie o takowym nie dowiedział gdyby nie twoja złosliwosc...NO ALE TO JUZ SPRAWA TAKTU I WYCHOWANIA.
    i JESZCZE JEDNO.....A CO JAK KTOS NIE MA RODZINY KTÓRA MOGŁABY SIE ZMOBILIZOWAĆ/? ALBO NIE CHCE?....Mysle ze jestes tyle warty co to oczym do mnie piszesz. No ale skoro ci juz tak dobrze to po cholere sie tu szwedasz??.

Odpowiedz w tym wątku
Strona 1 z 7 123 ... OstatniOstatni

Podobne wątki

  1. Nie mogę sobie poradzić z długami
    Autor sabciaa / Forum Dla zadłużonych
    Odpowiedzi: 966
    Ostatni post / autor: 27-04-2012, 06:56
  2. Nie mogę poradzić sobie z długami-pętla kredytowa..
    Autor elma5 / Forum Dla zadłużonych
    Odpowiedzi: 26
    Ostatni post / autor: 15-03-2012, 10:25
  3. nie mogę poradzić sobie z długami
    Autor sabinab / Forum Dla zadłużonych
    Odpowiedzi: 1
    Ostatni post / autor: 27-11-2011, 09:23
  4. nie możemy sobie poradzić z długami
    Autor wiesiek7368 / Forum Dla zadłużonych
    Odpowiedzi: 8
    Ostatni post / autor: 20-08-2011, 02:05
  5. nie mogę sobie poradzic z długami
    Autor ema / Forum Dla zadłużonych
    Odpowiedzi: 4
    Ostatni post / autor: 11-12-2010, 15:38