Po ostatnim zamieszczeniu postu na temat długów których miesieczna obsługa przekracza nasze dochody otrzymalem wiele listów z porosbą o porade ,wskazówki ,pomoc.Moze sie to komus wydawc dziwne lub zgoła nieprawdopodobne ze majac 4700 dochody netto spłacalo sie raty miesieczne wysokosci 6000 tys zł.Nie mniej tak było .Było do czasu aż przestało być.Co to znaczy wiedza ci co do mnie napisali i ci co na codzien maja do czynienia z wyndykacja bankową nie wspominajac o zajeciach komorniczych.Nikt nie musi mi tłumaczyc jak wyglada gechenna dnia codziennego kiedy terminy spłat zadłuzenia mijaja a my nie mamy grosza aby zaspokoic rzadania banków.Znam stresujacy okres kiedy to liczba telefonów ,SMS-ów listów z banków nie dawały spokoju. Mało tego kazy list to kilkadziesiat zł dodatkowego zadłuzenia a kazdy telefon to nasze koszty które musimy pokryć.Znam bezradość, stress,a nie raz panike gdy ktos z banku raczył nas nastraszyć, albo nagabywał w sposób który nie akceptowalismy. Brak nam było samozaparcia by temu sie przeciwstawić.Poza tym nawis zadłuzenia który perspektywicznie był nie do spłacenia w naszej sytuacji dobijał nas bardziej niz cała armia bankowej windykacji.Okres prawie 6 miesiecy w których taki stan wystepował doprowadzał do skrajnego wyczerpania fizycznego i psychicznego. Nie funkcjonowalismy zarówno w pracy jak i w domu. Można miec raka, HIFA, katar..a nawet trąd...by ktos nami sie zajął, zaczła leczyc czy wspólczuć.Bycie bankrutem zadłuzonym po uszy powoduje ze tracimy nie tylko przyjaciół..o ile tak ich miozna było nazywac jak i członków rodziny.Pieniadze to cos co przyciaga do nas innych a ich brak powoduje ze stajemy sie odpychanymi z grona bliskich.NAJGORSZYM JEST JEDNAK NASZE POCZUCIE WINY ZE POPEŁNIAJAC BŁAD WYRZADZILISMY KRZYWDE NIE TYLKO SOBIE ALE I RODZINIE. Wnaszej sytuacji nie ma wyjscia. Nie mozemy liczyc na wszelakiej masci doradców,biura posrednictwa kredytowego etc. Przekonujemy sie ze zaczynaja zerowac na nas kretacze ,z*******e i wszelakiej masci naciagacze.Bezradnosc wyłazi z kazdego konta z kazdeko kawalka naszego ciała...internet staje sie mały i wydaje nam sie ze jak by skapił nam informacji na nurtujace nas pytania.Piszemy na forach ,czytami co pisza inni i zadnej furtki by wyjsc z patu.Nie otwieramy listów z banków nie odbieramy telefonów z informacja na ekranie " Zastrzezony"...chcemy sie ukruc zniknac rozpłynac sie w powietrzu.Ale tego nie da sie zrobic ot tak....sa dzieci rodzina za która ponosimy odpowiedzialnosc a której to odpowiedzialnosci nam zabrakło gdysmy sie koncertowo zadłużali.Krew nas zalewa gdy widzimy jakie kwoty płacimy za raty i ile bysmy mogli za to zrobic rzeczy dla siebie i rodziny.Ja dostałem napadu szału gdy bedac w jednym salonie samochodowym uswiadomiłem sobie ze za moje długi mógłbym wyprowadzic z niego trzy sredniej klasy samochody i to prosto z pod igły !!!. Potem takich konkluzji było i jest coraz wiecej...chocby mały domek ot na starosc wsam raz a tu kicha!. Do szału doprowadza mnie aktorzyna promujacy bank w TV!..omijam szerokim kołem banki i ulice na których sa usytuowane.Klne na doradców ,wszelakie biura oddłuzeniowe i temu podobne.Postanowiłem podzielic sie swoim dosiadczeniem z tymi co sa w podobnej sytuacji co ja. To nie będzie jakis złoty srodek z dziedziny "zrób to a doznasz spokoju"... To bedzie dzieleniem sie doswiadczeniem a przy okazji checia przekazania tegoz tym którzy sa bezradni i z nikad juz nie oczekuja pomocy.Moze kilka moich doswiadczen przyda im sie w zyciu . Nie jestem doradca kredytowym ale mysle ze mam te wiedze której ci nigdy miec nie bedą...bo gdyby mieli ja nie musialbym pracowac nad tym by rozliznic sobie petli na szyji.ZATEM WSZYSCY CO CHCĄ DOWIEDZIEC SIE NA TEMAT TEGO CO PISZE NIECH POSIWCA TEMU CHWILKE CZASU....TAKIEJ WIEDZY NIE PRZEKARZE ZADEN ZAŁATWIACZ KREDYTÓW.



1 Przydatne posty



Nie wiem tylko czy w moim przypadku to było swego rodzaju uzależnienie.