Witam!
Mam 44 lata i wpadłem w zachwyt nad pieniędzmi. Mieszkam z matką (emerytura-1100 złotych). Ja pracuję i mam rentę (630 złotych-renta) Mój zarobek to 600 złotych.
Mam dług na który namówiłem swoją matulę. Wspólny kredyt: 340 złotych co miesiąc jeszcze przez 8,5 roku. Mama ma kredyt 102 złote co miesiąc jeszcze przez 3,5 roku. Ja dodatkowo mam kredyt w innym banku na 210,48 zł. co miesiąc do 2016 roku. Mam trzy telefony komórkowe na umowę (jeden to abonament który kończy się w kwietniu 2012 roku, na 25 zł. co miesiąc, drugi kończy się we wrześniu 2012 roku na mix po 50 zł. , a trzeci wziąłem też na mix po 30 zł.)
Narobiłem sobie długów bo nie umiem się otaczać pieniędzmi i "modlić" się do nich.
Teraz żałuję bardzo mocno, że tak zrobiłem. Spłacam wszystko bardzo dobrze, ale moja mama podupada coraz bardziej na zdrowiu i boję się, że kiedyś mi zabraknie dla niej na leki. Mimo wszystko przecież powinno nam wystarczać, ale jest tymczasem coraz gorzej.
Poprosiłem swojego szefa o pożyczkę na spłatę długów. Może ktoś z rodziny dalekiej pożyczy???... Mój szef jest też moim kuzynem. Powiedziałem mu że mogę spłacać do 300 złotych miesięcznie. Nie wiem czy ktoś się zgodzi. W bankach też nie ma o czym gadać.
Boję się.
Czy ktoś ma jakąś radę, pomoc. Nawet jak ktoś napisze, że dobrze mi tak!...
Chcę porady, a może pomocy?






