Moja historia jest jak wiele innych na tym forum. Jednak przyczyny moich kłopotów są trochę inne.
Jeszcze w 2009 roku nie miałem żadnych problemów finansowych. Żyłem sobie spokojnie wraz z małżonką
z emerytury wynoszącej ok.1900 zł netto i dochodów żony w wys . ok 1500 zł.
Spłacałem wtedy dwa kredyty:
1. kredyt hipoteczny (franki) - rata ok. 400 zł
2. kredyt konsumpcyjny - rata 294 zł
Posiadałem również karty kredytowe na kwoty 2100 i 5000 zł z minimalnym wykorzystaniem limitów.
I właśnie w tym 2009 roku stało się nieszczęście. Ciężka choroba mojej żony i moje starania o przywrócenie jej ze stanu wegetatywnego do stanu funkcjonalnego pochłonęły wszystkie moje zasoby finansowe.
Skończyły się oszczędności i limity na kartach.
Już wtedy ledwo dawałem sobie radę ze spłatą zobowiązań. Otrzymałem wówczas propozycję linii kredytowej na moim koncie co uznałem jako niespodziewany dar. Był to limit 7000 zł. Pozwoliło mi to na bardziej intensywną rehabilitację żony. Niestety pieniądze te skończyły się pod koniec 2010 roku i zmuszony byłem wziąć kredyt w wysokości 5000 zł kontynuując dalsze zadłużanie w 2011roku:
1. luty - chwilówka 320 zł
2. lipiec - Provident 1000 zł
3. wrzesień - chwilówka 300 zł
4. listopad - chwilówka 400 zł
Na dzień dzisiejszy moje zobowiązania miesięczne wynoszą ok 1700 zł przy dochodzie netto 2100 zł.
Żona nie posiada renty ani emerytury.
Banki (Getin Bank, PKO S.A, Citi Bank), w których byłem pytać o konsolidację wykazywały mi brak zdolności kredytowej (chwilówek nie wykazywałem).
Zaczęły się opóźnienia w spłacie rat kredytów do 20 dni już przez dwa miesiące.
Co mam dalej robić?
Uratowała by mnie konsolidacja tych zobowiązań:
1. kredyt 8200 zł
2. kredyt 4500 zł
3. linia kredytowa 7000 zł
4. karta kredytowa 2100 zł
5. karta kredytowa 5000 zł
6. chwilówki 2300 zł
Czy jest jeszcze jakaś szansa wyjście z tej tragicznej dla mnie sytuacji?
Czy jakaś instytucja jest w stanie mi pomóc?
Błagam o poradę, jakąś iskierkę nadziei, bo psychicznie już się "wypalam"!!!






