Witam !
Od października 2008 spłacałem kredyt samochodowy. Były poślizgi. Żona straciła pracę. W grudniu 2009 otrzymałem wypowiedzenie umowy, jeśli nie spłacę 1650 zł w ciągu miesiąca ( z zaległych rat )
Wpłaciłem 1500 zł ale bank (Santander) uparł się i nie poszli na rękę.
Wysłałem propozycję ugody 16 lutego 2010 faxem i mailem. Zaksięgowali moją propozycję w systemie dopiero 1 marca 2010. Listownie jeszcze nie otrzymałem odpowiedzi ale ustnie ją znam z infolini.
Ja po wpłaceniu 1500 zł zaproponowałem i wpłaciłem 500 zł w dniu wysłania prośby o ugodę. W ugodzie zaproponowałem 300 zł do końca lutegi i każdego 10go dnia miesiąca ratę w wysokości 600 zł aż do momentu spłaty całego zadłużenia.
Do tej pory płaciłem 480 zł miesięcznie.
Odpowiedź banku - jeśli chcę ugody to mam wpłacić do końca marca 4800 zł !!! (dopiero wychodzę z dołka - skąd tyle naraz wziąć ??? ) , wysłać do banku kartę pojazdu i zgodę na sprzedaż auta jeśli nie będę dalej spłacał.
To chyba odpowiedź na odczepne. Skąd ktoś kto miał problemy przy spłacie rat i chce wyjść na prostą ma wziąć w ciągu 30 dni 4800 zł ( tyle co 10 rat ) ?
Dodam : kredyt był na 5 lat, rata stała 480 zł. Pozostało do spłaty 17000.
Kasy nie uzbieram, pewnie zabiorą mi auto.
Czy jakiś bank pomoże przejąć taki kredyt z Santandera i umożliwi dalszą spłatę na rozsądnych warunkach ???
Ludzie pomóżcie !!! Co dalej robić ???
Pozdrawiam
privbart@interia.pl




