Witam. Jestem nowa na tym forum. Przeczytałam to co napisaliście i częściowo macie racje a częściowo nie. W 2009 roku mój narzeczony otrzymał dom od rodziców. Niestety dom nadawał się do remontu. Długo zastanawialiśmy się nad kradytem. W końcu zapadła decyzja. Nie było gotówki a w domu trzeba było szybko wymienić okna bo wiatr ruszał firankami, wymienić centralne bo stare rurki były przerdzewiałe, postawić nowe ogrodzenie bo drewniane balaski się przewracały a na podwórko wchodziły dziki itd. Wszystko wydawało się jasne i proste. Obydwoje pracowaliśmy w jednej firmie od 4lat i mieliśmy dobre zarobki. Dojazdy wychodziły taniej bo jeździliśmy razem. Niestety gdy otrzymaliśmy kredyt w firmie powstały zmiany postanowiono zatrudnić rodzinę i wymienić większą część personelu na lepszych stanowiskach. Mój narzeczony musiał odejść a moje dojazdy zaczęły wychodzić zbyd drogo a godziny pracy nie umożliwiały dojazdów busami lub autobusami i praca stała się nieopłacalna w wyniku czego też musiałam odejść. Postanowiliśmy szybko uporać się z remontem i szukać nowej pracy. W tym samym czasie doszło do kryzysu na światowym rynku i trudności ze znalezieniem pracy. Kredyt przyznano na koniec sierpnia pracę straciliśmy na początku października. Mój narzeczony w listopadzie znalazł pracę a ja niestety dopiero w maju 2010r. Do kwietnia 2010r kredyt spłacaliśmy w terminie i bez problemów mimo że pracodawca narzeczonego nie wypłacał pensji w terminie ani kwotach umawianych. Narzeczony postanowił na miesiąc wyjechać do Dani byśmy się odkuli i stanęli na nogach. Został jednak oszukany przez znajomego i wrócił bez pieniędzy. Wrócił więc do poprzedniego pracodawcy. Ponieważ był problem ze spłatą a gdy braliśmy kredyt była mowa o odroczeniu, restrukturycacji lub przedłużeniu okresu spłaty. Zgodnie z tym zadzwonił do Banku z pytaniem co zrobić i jak to załatwić bo zależy nam na spłacie ale nie mamy z czego. Poinformowano Go że ma napisać pismo opisać problem i sprawę da się załatwić. Tak też zrobił. Jak wielkie było nasze zdziwienie gdy otrzymaliśmy pismo z odmową. Przez okres ok. 2mies.nie płaciliśmy bo nie było z czego. Dochody za niskie a płatności za dużo. Potem płaciliśmy po tyle ile mogliśmy ok połowy raty jeździł do Banku próbował rozmawiać niestety odsyłali Go do tej samej Pani która odpisała nam na pismo a Ona twierdziła że nic się nie da zrobić. Mimo że cały czas wpłacaliśmy w marcu 2011r bank wypowiedział umowę. Szukaliśmy pomocy ale firma oddłużeniowa nie pomogła bank dał warunki nie do spełnienia 70tyś i 2tyś miesięcznie. 2tyś. może i by się dało ale skąd 70tyś ponieważ w tym czasie mój narzeczony znalazł nową lepszą pracę. Zmienili drugi warunek 50tyś i 1800 miesięcznie ta sama sytuacja skąd 50tyś. W sierpniu Bank oddał sprawę do sądu. Mamy komornika i chcą zlicytować dom. Najdziwniejsze jest jednak to że cały czas próbujemy z nimi rozmawiać ale ciągle trafiamy na naszą ulubioną Panią i ciągle nic się nie da z wyjątkiem podobnych warunków. Teraz już są nawet ciekawsze 70tyś i 6tyś miesięcznie i domu nie zlicytują. Nie wiemy co robić i nadal nie możemy zrozumieć gdzie popełniliśmy błąd pomijając brak pieniędzy. Staraliśmy się przecież negocjować co zrobiliśmy źle?



1 Przydatne posty



