Mam w mBanku 3 kredyty z długiem na dzień dzisiejszy na 85 tys., kartę kredytową 3000,- i debet 6000,-. Poza tym nie mam żadnych innych kredytów, ale za to 5 kart kredytowych w innych bankach (ok. 21 tys. długu).
Mój regularny dochód to 1900 zł. netto plus półroczne premie. Dotychczas jakoś dawałam radę to wszystko regulować, ale teraz skończył mi się dodatkowy dochód i jestem ugotowana...
Póki co nie mam żadnych zaległości, ale wkrótce to się zmieni, jeśli czegoś nie zrobię. Chciałabym zrestrukturyzować te trzy kredyty, bo ich łączna rata wynosi aż 2500,-. Jeden z nich to kredyt odnawialny, więc im więcej wrzucę, tym mniejsza rata i ja idiotka, miałam go już spłaconego, ale zamiast z niego zrezygnować, to zostawiłam sobie na "wszelki wypadek". No i się rozpłynął...
Mało tego - naiwnie podpisałam otwartą umowę ofertową w mBanku, myśląc - "może kiedyś się przyda..". Kredytoholicy, nigdy w życiu tego nie róbcie!!! Ja "dzięki" temu - "bez biegania, bez szczekania", czyli z błogosławieństwem banku, zadłużyłam się znowu po uszy.
Czytałam na tym forum różne opinie o restrukturyzacji - że trzeba mieć zadłużenie przeterminowane, żeby dostać propozycję restrukturyzacji, albo że nie można mieć. Gdzieś też na forum czytałam, że mBank odmówił komuś restrukturyzacji. Nie chcę dopuścić do zadłużenia przeterminowanego, wiem czym są telefony z windykacji, przeżyłam już kiedyś "sympatyczne" rozmowy z panami z Eurobanku.
Jeszcze jedno... Mój mąż nie wie nic o moich długach. Rozpaczliwie to ukrywam, bo boję się, że przez to rozsypie mi się małżeństwo. A jeśli tak, to niech chociaż jeszcze nie dziś...
Dlatego chciałabym wiedzieć, czy przy takiej restrukturyzacji potrzebny będzie podpis małżonka. Mamy wspólność majątkową. Wszystkie pożyczki mBank dawał mi bez małżonka (dwie w tym roku).
Napisałam już prośbę do mBanku, ale wciąż nie mogę się odważyć, by ją wysłać. Czy to ma sens? Czy nie pogorszę sobie tym tylko opinii? Marzy mi się rata 500 zł., ale to pewnie marzenie "ściętej głowy"...






