Jump to content
SzumMorza

Udało mi się całkowicie wyjść z długów... Mój wielki sukces.

Recommended Posts

Spo2n3a

Witam

 

chce złożyć wniosek o upadłość gdzie moge poszukać do wydruku taki wniosek który wyslę do Sądu?

 

Czy musze wypisać wszystkich wierzycieli? problem polega na tym nie mam wszystkich umów...

Linki
grabien
Witam

 

chce złożyć wniosek o upadłość gdzie moge poszukać do wydruku taki wniosek który wyslę do Sądu?

 

Czy musze wypisać wszystkich wierzycieli? problem polega na tym nie mam wszystkich umów...

 

Poradzisz sobie sam - wątpię? Jakiej użyjesz argumentacji, bo mnie długi przerosły - bardzo słaby powód.

Skoro chcesz ogłosić upadłość to musisz znać wszystkich wierzycieli, bo inaczej to nie ma sensu.

Po lewej stronie na górze ekranu masz lupę i tam wyszukaj upadłość konsumencka.

fast123

Ja chciałem pogratulować autorowi postu SzumMorza, większość z nas wie co można zrobić by wyjść z długów ale wielu z nas jest w stanie zapłacić taką cenę jak SzumMorza, a przynajmniej ja. Wiem co mógłbym zrobić by wyjść szybciej z długów, ale wolę być swojej strefie komfortu (o ile można to tak nazwać) i wyjść z tego bagna powoli, bez informowania bliskich, bez pracy na dwa etaty itp. Szanuję i zazdroszczę tym co są w stanie tak postępować i są w tym konsekwentni, natomiast liczę że spotkamy się na wspólnym szczycie mimo że idziemy inną drogą.

moneron

Długi są jak choroba i tak jak z każdą chorobą, trzeba leczyć, im wcześniej jest diagnoza, tym łatwiej wyleczyć. Nawet jak jest późno to i tak da się wyleczyć, ta choroba nie zabija, tylko powikłania, ale to zależy od was. Nie jestem mądralą, pocieszycielem, sam choruję przewlekle i nie do końca jestem wyleczony. Współczuję tym, którzy są na początku drogi, ale chciałem powiedzieć, że cokolwiek się zdarzy, dacie radę i tego wam życzę, czytajcie do końca. Przyjaciele, rodzina? Teraz dowiecie się kto jest kto? Ja miałem to szczęście, że choć żona chciała mnie ukrzyżować za to gdzie nas doprowadziłem, to wspierała mnie, a rodzice i rodzeństwo gry dowiedzieli się co jest grane (list na stary adres poszedł) z marszu pomogli. To była co prawda może 1/5 potrzeb, bo tyle się dowiedzieli, ale pomogli. To wszystko pomogło mi chyba przetrwać dwa lata strachu, wstydu i dziwnych pomysłów. Te dwa lata to czas od pierwszych zaległości do nieuchronnego czyli egzekucji komorniczej. Tyle udało mi się przetrzymać z pomocą rodziny, pożyczając w innym banku, od providenta. Z tym że to pożyczanie było już z instynktem samozachowawczym, prace dorywcze, potem stała, wiedziałem, że spłacę jak brałem. W końcu sprawa trafiła do EPU, potem komornik. O dziwo, komornik to jedyna pozytywna postać w tej historii, pierwsza i jedyna osoba, która rozmawia o realnych kwotach, doszliśmy do porozumienia. Świadomy kosztów, odsetek itp. kupiłem sobie święty spokój na ponad 4 lata. Rok temu sytuacja nieco się zmieniła, dlatego sprawa nie ma jeszcze szczęśliwego finału, ale innego nie zakładam. Pieniądze jakieś jeszcze polecą, spora sumka już czeka, teraz jest gra o zwroty i uszczuplanie kwoty, żeby coś zostało. Tak jak w Himalajach czy Karakorum są "okna pogodowe", tak w temacie długów są cesje do funduszy. Więcej nie powiem, bo sprawa zawiła i wiele scenariuszy działania mam, aktualnie czekam na ruch funduszu w kierunku sądu. Na wszystkie dwa możliwe mam już przygotowaną ciętą ripostę. Do tego pozew przeciwko bankowi czeka na swój czas.

 

Podsumuję. 5-6 lat temu był strach, wstyd, myśli samobójcze i pomysły typu "polisa na życie i jakoś zginąć". Teraz? Za parę tygodni lecę z rodziną na Kanary, bo znajomi zapytali czy wpadniemy. Omineło by mnie jak wiele innych rzeczy gdybym się targnął, to był strasznie głupi pomysł, odradzam, potem nie ma nawet jak żałować, bo nic już nie ma. Nie chwalę się i nie chcę nikomu ruszyć nerwa tymi Kanarami. Chcę wam powiedzieć, nie poddawajcie się, za parę lat będziecie zupełnie gdzie indziej, spokojni, bardziej świadomi, wszystko może się nawet odwrócić o 180 stopni jak u mnie. Dziś pusta lodówka, za kilka lat podróże bez planowania, zbierania kasy czy (o zgrozo) pożyczania. Kilka lat temu miałem ok. 100k długów, lodówkę napełniałem czasem "z providenta", nawet wizję bezdomności miałem przed oczami. Dzisiaj lecę na wycieczkę za (ironia losu) zwrot kosztów egzekucji + zwrot podatku. Bez zwrotów też bym mógł, ale trzymam na "ostateczną rozgrywkę". Resztkę długu rozgrywam już na moich zasadach (ja zapłaciłem za swoje błędy, czas na bank i fundusz) i jeszcze zwroty kosztów wyrywam (od komornika już mam, od banku w swoim czasie).

Lady Liberty
18 godzin temu, moneron napisał:

Długi są jak choroba i tak jak z każdą chorobą, trzeba leczyć, im wcześniej jest diagnoza, tym łatwiej wyleczyć. Nawet jak jest późno to i tak da się wyleczyć, ta choroba nie zabija, tylko powikłania, ale to zależy od was. Nie jestem mądralą, pocieszycielem, sam choruję przewlekle i nie do końca jestem wyleczony. Współczuję tym, którzy są na początku drogi, ale chciałem powiedzieć, że cokolwiek się zdarzy, dacie radę i tego wam życzę, czytajcie do końca. Przyjaciele, rodzina? Teraz dowiecie się kto jest kto? Ja miałem to szczęście, że choć żona chciała mnie ukrzyżować za to gdzie nas doprowadziłem, to wspierała mnie, a rodzice i rodzeństwo gry dowiedzieli się co jest grane (list na stary adres poszedł) z marszu pomogli. To była co prawda może 1/5 potrzeb, bo tyle się dowiedzieli, ale pomogli. To wszystko pomogło mi chyba przetrwać dwa lata strachu, wstydu i dziwnych pomysłów. Te dwa lata to czas od pierwszych zaległości do nieuchronnego czyli egzekucji komorniczej. Tyle udało mi się przetrzymać z pomocą rodziny, pożyczając w innym banku, od providenta. Z tym że to pożyczanie było już z instynktem samozachowawczym, prace dorywcze, potem stała, wiedziałem, że spłacę jak brałem. W końcu sprawa trafiła do EPU, potem komornik. O dziwo, komornik to jedyna pozytywna postać w tej historii, pierwsza i jedyna osoba, która rozmawia o realnych kwotach, doszliśmy do porozumienia. Świadomy kosztów, odsetek itp. kupiłem sobie święty spokój na ponad 4 lata. Rok temu sytuacja nieco się zmieniła, dlatego sprawa nie ma jeszcze szczęśliwego finału, ale innego nie zakładam. Pieniądze jakieś jeszcze polecą, spora sumka już czeka, teraz jest gra o zwroty i uszczuplanie kwoty, żeby coś zostało. Tak jak w Himalajach czy Karakorum są "okna pogodowe", tak w temacie długów są cesje do funduszy. Więcej nie powiem, bo sprawa zawiła i wiele scenariuszy działania mam, aktualnie czekam na ruch funduszu w kierunku sądu. Na wszystkie dwa możliwe mam już przygotowaną ciętą ripostę. Do tego pozew przeciwko bankowi czeka na swój czas.

 

Podsumuję. 5-6 lat temu był strach, wstyd, myśli samobójcze i pomysły typu "polisa na życie i jakoś zginąć". Teraz? Za parę tygodni lecę z rodziną na Kanary, bo znajomi zapytali czy wpadniemy. Omineło by mnie jak wiele innych rzeczy gdybym się targnął, to był strasznie głupi pomysł, odradzam, potem nie ma nawet jak żałować, bo nic już nie ma. Nie chwalę się i nie chcę nikomu ruszyć nerwa tymi Kanarami. Chcę wam powiedzieć, nie poddawajcie się, za parę lat będziecie zupełnie gdzie indziej, spokojni, bardziej świadomi, wszystko może się nawet odwrócić o 180 stopni jak u mnie. Dziś pusta lodówka, za kilka lat podróże bez planowania, zbierania kasy czy (o zgrozo) pożyczania. Kilka lat temu miałem ok. 100k długów, lodówkę napełniałem czasem "z providenta", nawet wizję bezdomności miałem przed oczami. Dzisiaj lecę na wycieczkę za (ironia losu) zwrot kosztów egzekucji + zwrot podatku. Bez zwrotów też bym mógł, ale trzymam na "ostateczną rozgrywkę". Resztkę długu rozgrywam już na moich zasadach (ja zapłaciłem za swoje błędy, czas na bank i fundusz) i jeszcze zwroty kosztów wyrywam (od komornika już mam, od banku w swoim czasie).

Cuuuuudownie z tymi Kanarami !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Ja na Lanzarote ładuję baterie,zdecydowanie to jest moje miejsce na ziemi.

Swoje przeszłam i dziś pracuję z mecenasem TYLKO z twardymi kręgosłupami moralnymi,uświadamiamy i edukujemy ludzi bo wiedza jest ZEROWA  !

Co do tego co Ciebie cieszy nie musisz się NIKOMU tłumaczyć,ŻYJ JAK CHCESZ.Pomyśl o studiowaniu prawa,będziesz rewelacyjny !

Ja już 2 banki pozwałam,w 1 sprawie doszło do ugody ale to zespół ludzi pracował ponad 6 miesięcy...wszystkie rozmowy nagrywane a w drugiej sprawie bank UZNAŁ ROSZCZENIE chce tylko kosztów nie płacić...NIC Z TEGO,zapłaci a później idziemy o odszkodowanie i zadośćuczynienie bo tego ...wyjątkowo nie lubię.

Bardzo się cieszę Twoim SZCZĘŚCIEM !    

moneron

Hehe, myślałem o studiowaniu prawa, ale ta droga wymaga czasu. Nie jestem już najmłodszy, pomysłów na życie mam tyle, że musiałbym żyć ze 200-300 lat żeby je zrealizować. Studia prawnicze są na "liście", ale obawiam się, że nie zdążę. Na razie zawodowo robię to co lubię i dobrze mi za to płacą, co cieszy i martwi za razem, bo trudno jest to rzucić i zacząć coś nowego jeśli tu mi tak dobrze. Myślę, że to jednak kwestia czasu, bo potrzeba czegoś nowego już mocno spuchła.

Podoba mi się twoje podejście "docisnąć ile się da". Ja wyrobiłem sobie podobne jak uczciwie usiadłem do mojej sprawy nieco ponad rok temu. Banki, fundusze, chwilówki, tam nie ma przebacz tylko dociskanie do granic możliwości (chyba że prawnik do d...y) i tak trzeba się też do nich nastawić, albo grasz równo lub lepiej, albo będziesz ich ofiarą.

@fast123: Strefa komfortu jest według mnie arcyważna, dwa etaty i widok szybciej malejącej kwoty do spłaty też może być taką "strefą", bo szybciej się skończy. Jeśli chodzi o mnie to wolę jednak szeroką "strefę", czas ucieka, co przeżyję to moje, a że zapłaciłem za to odsetkami, nie ma nic za darmo. Ważne żeby celować w swój "złoty środek" i żeby nie był on oderwany od rzeczywistości, tak aby "leczenie długu" postępowało ale z minimum efektów ubocznych. Tego wam wszystkim zadłużonym życzę. Sobie też, bo widzę koniec drogi, ale jednak jeszcze mnie tam nie ma.

smutna86
9 godzin temu, Lady Liberty napisał:

Cuuuuudownie z tymi Kanarami !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Ja na Lanzarote ładuję baterie,zdecydowanie to jest moje miejsce na ziemi.

Swoje przeszłam i dziś pracuję z mecenasem TYLKO z twardymi kręgosłupami moralnymi,uświadamiamy i edukujemy ludzi bo wiedza jest ZEROWA  !

Co do tego co Ciebie cieszy nie musisz się NIKOMU tłumaczyć,ŻYJ JAK CHCESZ.Pomyśl o studiowaniu prawa,będziesz rewelacyjny !

Ja już 2 banki pozwałam,w 1 sprawie doszło do ugody ale to zespół ludzi pracował ponad 6 miesięcy...wszystkie rozmowy nagrywane a w drugiej sprawie bank UZNAŁ ROSZCZENIE chce tylko kosztów nie płacić...NIC Z TEGO,zapłaci a później idziemy o odszkodowanie i zadośćuczynienie bo tego ...wyjątkowo nie lubię.

Bardzo się cieszę Twoim SZCZĘŚCIEM !    

Zazdroszczę, że masz takie osoby:(

Lady Liberty
7 godzin temu, moneron napisał:

Hehe, myślałem o studiowaniu prawa, ale ta droga wymaga czasu. Nie jestem już najmłodszy, pomysłów na życie mam tyle, że musiałbym żyć ze 200-300 lat żeby je zrealizować. Studia prawnicze są na "liście", ale obawiam się, że nie zdążę. Na razie zawodowo robię to co lubię i dobrze mi za to płacą, co cieszy i martwi za razem, bo trudno jest to rzucić i zacząć coś nowego jeśli tu mi tak dobrze. Myślę, że to jednak kwestia czasu, bo potrzeba czegoś nowego już mocno spuchła.

Podoba mi się twoje podejście "docisnąć ile się da". Ja wyrobiłem sobie podobne jak uczciwie usiadłem do mojej sprawy nieco ponad rok temu. Banki, fundusze, chwilówki, tam nie ma przebacz tylko dociskanie do granic możliwości (chyba że prawnik do d...y) i tak trzeba się też do nich nastawić, albo grasz równo lub lepiej, albo będziesz ich ofiarą.

@fast123: Strefa komfortu jest według mnie arcyważna, dwa etaty i widok szybciej malejącej kwoty do spłaty też może być taką "strefą", bo szybciej się skończy. Jeśli chodzi o mnie to wolę jednak szeroką "strefę", czas ucieka, co przeżyję to moje, a że zapłaciłem za to odsetkami, nie ma nic za darmo. Ważne żeby celować w swój "złoty środek" i żeby nie był on oderwany od rzeczywistości, tak aby "leczenie długu" postępowało ale z minimum efektów ubocznych. Tego wam wszystkim zadłużonym życzę. Sobie też, bo widzę koniec drogi, ale jednak jeszcze mnie tam nie ma.

Obrazując siebie kiedyś powiem Tobie że jak kupiliśmy z Mężem dom w lesie i do czasu sprzedaży jego nie zmieniłam ani zamków mając klucze te same co poprzedni właściciel i kod do alarmu został ten sam ! Jak poroniłam czy złamałam nogę nie brałam zwolnień bo...NIE CHCIAŁAM MIEĆ OKRESÓW BEZSKŁADKOWYCH W ZUS...mój kolega lekarz dziś mówi że zawsze wiedział że ma przyjemność z psychiczną !

Dziś to mowa jak o innej osobie...rewolucję zrobiłam na każdym polu nawet Rodzinnym,k...KONIEC DYM...

Zostaliśmy źle na te czasy wychowani,mój Tata miał 50 lat jak się urodziłam nigdy nie widziałam w tym problemów bo był wysportowany,były żołnierz AK a Dziadkowie tajnie nauczali w czasie wojny bo prowadzili bardzo dobre gimnazjum w Warszawie przed i po wojnie...to jaka mogłam być ? PIERDOŁA,energiczna ale pierdoła ! Na początku nie podobałam się sobie ale moje zachowanie po zmianie ale działało więc trochę walczyłam sama ze sobą ale już tamtą pożegnałam i dobrze mi dziś.

Jednak jak ktoś zaczyna podstępnym głosikiem pier... to 5 sekund i kurtyna.Nie mam na to czasu.

Jeśli masz mgr to samo prawo zrobisz w 2 lata a będziesz rewelacyjny a aplikacja to dziś nie problem jak 15 lat temu  i w pampersie na pozwy można odpowiadać aby tylko głowa pozwoliła...

Bardzo dużo wspaniałych ludzi spotkałam na swojej drodze walki,czasami mam wrażenie że to prawdziwe Anioły w ludzkiej skórze.

Byłam na takim spotkaniu omawiającym jakie są skutki społeczne oszukania nas,było to spotkanie z czołowymi prawnikami zajmującymi się np.frankowiczami i jasne jest twierdzenie że jesteśmy niewygodni bo BARDZO świadomi,wyedukowani i to się stało i trwa i tego NIKT nam nie odbierze a świadomy obywatel to niewygodny obywatel.Dziś ani mnie,ani moich dzieci i męża nikt nie przestraszy...Przedsądowym wezwaniem do zapłaty,czy innym g...Wiem że osoby co po dupie dostały zakładają firmy/spółki na dzieci po 18 rż. i wszystko aż furczy a zabezpieczeni są po zęby a dobry mecenas to teraz Przyjaciel Rodziny i ma być na stałe a nie jak w bajce wilk.

Realizuj marzenia,miej cele,dobrze jedz,podróżuj i śmiej się że brzuch Ciebie będzie bolał bo jutra może nie być.        

barbara70

Nie wiem jak można tak nienawidzić ludzi, którzy szczerze mówią o swoich problemach. Szum Morza napisał coś co wielu na pewno pozwoli przetrwać kolejny dzień. Wiem bo swego czasu brakowało mi takiego odniesienia, że w takich problemach nie jest się wyjątkiem na tym świecie. I nie trzeba się poddawać. Tak mnie zainspirował, że po zastanowieniu zrozumiałam, że i ja mogę się czymś podzielić z innymi. Mam nadzieję, że Was nie zanudzę ale, że jak człowieka zostawią samemu sobie to traci nadzieje.

Zwłaszcza jak nie jest kimś przebojowym, kto potrafi się postawić całej tej machinie. Moja historia wychodzenia z długów. Bo wyszłam z nich, choć 2 lata temu wydawało mi się to kompletnie nierealne. Wiem, że niektórzy mają więcej - u mnie to kredyt bankowy ponad 40.000 zł i jakieś 90.000 zł w parabankach. Dziś mogę powiedzieć, że żyłam w pętli długów (i swojej głupoty) bez cienia nadziei na ratunek. Czekając na nieuchronne: komornika, licytację, wstyd i dożywotnie tkwienie w długach.

Oczywiście w chwilach krótkiego zastrzyku energii szukałam jakiegoś rozwiązania i pomocy w internecie. Ale czytałam najczęściej o tym, że firmy pomagające zadłużonym naciągają, a nie pomagają. Więc ja takiego ratunku nie widziałam…

Moje kłopoty zaczęły od tego, że wzięłam duży kredyt. Jak się okazało za duży by sobie z nim poradzić gdy pojawiły się kłopoty. Choroba w rodzinie pociągnęła również problemy zawodowe i ani się obejrzałam gdy nie mogłam go terminowo spłacać. Próbowałam jakoś to łatać i ratować się pożyczkami pozabankowymi. Resztę każdy zna zapewne. Spłacanie jednej drugą, trzeciej czwartą aż do pętli. A kredyt i tak położyłam.

Przyszedł więc moment, gdy zawisł nade mną miecz komornika. Co oznaczał dla mnie komornik – utratę 1800 zł wynagrodzenia i prawdopodobieństwo zwolnienia (firma krzywo patrzy na zadłużonych)

I niestety – stało się. Pewnego pięknego dnia dostałam pismo, że bank wszedł mi na wynagrodzenie. Teraz już nie miałam wyjścia, musiałam działać. I szukać ratunku dla siebie.

Traf (teraz myślę, że zrządzenie losu) że w czasie komorniczego ataku na moją pensję Aasa, której nie spłacałam, sprzedała mój dług do firmy Ultimo.

Zaczęłam sprawdzać, co to takiego to Ultimo i czy zaraz nie będę miała kolejnego zajęcia. Szukając informacji natknęłam się na firmę, która obiecywała, że pomaga zadłużonym w Ultimo. Oczywiście chciała z góry kasy, choć ponoć zwrotnej w przypadku niepowodzenia. Kasa duża nie była i postanowiłam zaryzykować. W tym momencie i tak nie miałam nic do stracenia. A zaryzykowałam tylko dlatego, że firma obiecująca mi gruszki na wierzbie istniała na rynku 8 lat. To wzbudziło nie tyle moje zaufanie, co było impulsem do zapłacenia z góry. Oczywiście po tym co się naczytałam ciągle miałam takie mieszane uczucia, z jednej strony nadzieja, z drugiej poczucie, że daję się przerobić i powinnam spisać pieniądze na straty. Jakież było moje zdziwienie, gdy po ok. 3 dniach dostałam na maila do podpisania ugodę z Ultimo. Było to w sumie 9500 rozbite na raty po 100 zł i zatrzymane wszystkie odsetki. Ten moment pamiętam do dziś, gdyż był to moment przełomowy. Zaczęłam wierzyć, że skoro nie zostałam oszukana i odniosłam sukces, to znaczy, że mam szansę na wyjście z długów.

Taka mała, patrząc z perspektywy długów, drobna ugoda dała mi takiej wiary w siebie, że po raz pierwszy od wielu miesięcy poczułam chwilę ulgi. Czasami mały sukces dodaje skrzydeł. Ja uwierzyłam, że w kilka dni wszystko mogę wyprowadzić na prostą.

Poszłam za ciosem i stwierdziłam, że skoro firma oddłużeniowa nie oszukuje, to może coś poradzą z moim bankiem i komornikiem, bo to był dla mnie gwóźdź do trumny. Tu mnie trochę sprowadzili na ziemię, że nie wszystko da się ułożyć w takim tempie, bo nie każdy wierzyciel się spieszy. Ale stwierdzili, że i bankiem się zajmą ale wymaga negocjacji w Warszawie. Czyli w centrali banku. Kasa za to została zawołana konkretna, więc gdyby nie epizod z Ultimo, wyśmiałabym ich od szukających frajerów. Wyśmiała i pewnie została z komornikiem. W tym przypadku postanowiłam zaryzykować po raz drugi. Ponad tysiąc złotych. Jak czytałam niektórzy płacili po takich firmach i ponad 3 tys, więc i tak tutaj było taniej. Kurczowo trzymałam się też tego, że jak raz mi pomogli, to trzeba się ich trzymać. Oczywiście miałam obawy, czy Ultimo nie było podpuchą po to, aby firma zarobiła na mojej ufności.

Tym razem czekałam prawie tydzień. Na decyzję o tym, że bank zapalił po interwencji w centrali pana z firmy oddłużeniowej zielone światło i zgodził się przyjąć mój wniosek o restrukturyzację. Prowadzący sprawę wypełnił go za mnie, bo okazało się, że mnie to przerasta. Trzeba mieć sporą wiedzę, aby napisać takie coś jak należy. Po tygodniu od złożenia dostałam zgodę od banku na zawieszenie egzekucji i raty po 600 zł.

Przez tydzień nie wierzyłam w to. No bo jak, na mój prosty babski rozum, bank mógł zrezygnować z 1800 zł zajęcia komorniczego na rzecz 600 zł niepewnych dobrowolnych wpłat. Do dziś nie wiem, jakim cudem zostało to załatwione, chociaż pan od negocjowania starał mi się to jakoś prosto wytłumaczyć.  Ale to nie istotne. Dla mnie liczy się tylko to, że zostałam uratowana - zostały tylko nieszczęsne parabanki.

Teraz, po prawie 2 latach, śmieję się z tego, ale wówczas byłam przerażona. Przecież te wszystkie maile, smsy , one były przerażające. Ciągle tylko czytałam, że już do mnie idą windykatorzy i jak mnie nie zastaną to pójdą do sąsiadów. A potem do pracy.

W sumie przecież to była tylko metoda, żeby mnie pognębić i żebym się bała. Jak się nie ma elementarnej wiedzy to się wierzy w te wszystkie głupoty. Ja również się bałam, ale na szczęście miałam już sprawdzone źródło pomocy. Zaproponowano mi usługę, która miała pomóc mi z parabankami od a do z. Praktycznie bez mojego udziału bo sprawę miał przejąć adwokat. I oczywiście kasa z góry na stół. A jakże, to już mnie nie zdziwiło.

Powiem tylko tyle, ze była to jedna z lepszych inwestycji w moim życiu. Panowie wytłumaczyli mi, że ten mój strach to kwestia wyobraźni oraz tego, do czego zmierzali windykatorzy. Dostałam dokładne i obrazowe wyjaśnienia, tłumaczone to miałam na przykładach z życia wziętych. Trochę na siłę zmienili tym moje myślenie. Dlatego też uważam, ze możliwość spotkania kilkugodzinnego z takim „psychologiem” od dłużników (jak to nazwałam) jest warte każdych pieniędzy. Szczególnie, że od tego momentu było już tanio. Mogłam skorzystać z abonamentu na pomoc adwokata za uważam niewielkie pieniądze. I ta pomoc sprawiła tak naprawdę, że wyszłam z długów. Pan mecenas, którego nie miałam okazji poznać osobiście, prowadził „moje” parabanki ponad rok. Prowadził, czyli torpedował ich zapędy do przemielenia mnie w sądzie. To, co wyprawiały z nimi sądy, to zasługuje na osobną opowieść. Generalnie mogę określić to tylko jednym zdaniem – mój wcześniejszy strach przed sądem był największym życiowym błędem. Ja się na prawie nie znam, ale wiem dzisiaj, że ktoś kto prawo zna na tyle by sobie sam poradzić albo odżałuje na prawnika może wiele wygrać. To, co sądy robią z parabankami, to po prostu miazga. Już czasami miałam wrażenie, że to chyba jakaś złośliwość sędziów w stosunku do parabanków.

Wiem, że łatwo jest pisać z pozycji osoby mającej to już w zasadzie za sobą. Ale wierzcie mi – nad naszą psychiką pracują windykatorzy, których zadaniem jest nam zakodować strach przed sądem. Żeby człowiek bał się go panicznie i za wszelką cenę go unikał. Najchętniej chcieliby, żebym wzięła następną pożyczkę i spłaciła inne by uniknąć sądu. A lichwiarze tylko ręce zacierają.

Dlatego jeszcze raz apeluję – nie bójcie się sądów, gdyż przy wsparciu dobrego adwokata zrobicie tam porządek ze swoimi wierzycielami. Nie trzeba też bać się firm windykacyjnych i kupujących długi. W takim Ultimo czy Kruku też można wiele zdziałać.

Jestem aktualnie na etapie układania się z nimi na raty. Nie robię tego samodzielnie, gdyż samodzielnie mogę co najwyżej porozmawiać z doradcą telefonicznym. A chodzi o to, aby moje układy oddłużeniowe były maksymalnie korzystne. Czyli abym mogła korzystać z niskich rat albo wysokich umorzeń.

Także nie traćcie nadziei. Powiem wam coś, co wiem teraz, a bardzo chciałabym wiedzieć kiedyś. Że największym moim wrogiem była niewiedza. Niewiele wiedziałam i robili ze mną co chcieli. Jak będziecie korzystać z pomocy jakiejś firmy to patrzcie czy dokładnie tłumaczą co i dlaczego robią, tak żeby nikt już z Was nie robił głupka. Dlatego ja dobrze wspominam spotkanie z panem, którego nazwałam wcześniej „psychologiem” dłużników. Bo mi wszystko poukładał i zabrał większość obaw.

Mam już za sobą ostatnią ugodę (z KRUK-iem). Jako podsumowanie moich prawie dwuletnich zmagań z długami. Wciąż je mam, ale są już znacząco mniejsze i pod kontrolą. Czyli mam wszystkie ugody na papierze, nie naliczają mi się żadne odsetki i koszty, płacę niskie raty więc wychodzę na prostą.

Dlaczego chcę skończyć pisząc o KRUK-u? Kiedyś, gdy byłam bez wsparcia i wiedzy, myślałam szablonowo: KRUK– wróg. Zło wcielone. Uosobienie wszystkiego co najgorsze. Jak patrzę na te ugody to się dziwię jak można się tak mylić. Kupili moje długi, zarobią na tym. Ale ja również skorzystam. Bo teraz płacę niskie raty bez odsetek. Wiem też, że gdy uzbieram większą gotówkę, mogę się starać o jednorazową spłatę z dużym rabatem. Czy tak zachowuje się wróg? Nie. Dlaczego zatem wcześniej uważałam KRUK-a za coś najgorszego? Bo opierałam się na usłyszanych i przeczytanych bzdurach powielanych przez tych, którzy uwielbiają szablonowe myślenie. Ja na własnej skórze przekonałam się, że nawet KRUK-a można oswoić. Mam nadzieję, że wam też się uda wygrać z długami

 

Pozdrawiam

Barbara

Rysik1

Dobry tekst Szacunek! 

smutnyy
5 godzin temu, barbara70 napisał:

Bo wyszłam z nich, choć 2 lata temu wydawało mi się to kompletnie nierealne. Wiem, że niektórzy mają więcej - u mnie to kredyt bankowy ponad 40.000 zł i jakieś 90.000 zł w parabankach.

Bajki i tekst namawiający do ugody z Krukiem i Ultimo.

Monika00

To jakaś reklama Kruka? Bardzo sztuczny post, mimo, że ktoś się nad nim napracowal. 

Rysik1
W dniu 6.04.2019 o 23:15, Monika00 napisał:

To jakaś reklama Kruka? Bardzo sztuczny post, mimo, że ktoś się nad nim napracowal. 

Ha ha ha dobre :)

EwaGabryjela
W dniu 6.04.2019 o 22:55, smutnyy napisał:

Bajki i tekst namawiający do ugody z Krukiem i Ultimo.

Nie do końca bajki Z tego co zdążyłam wyczytać i sprawdzic na sobie Kruk i Ultimo najbardziej po ludzku podchodza do dłużnika 

wietrzyk
5 minut temu, EwaGabryjela napisał:

Nie do końca bajki Z tego co zdążyłam wyczytać i sprawdzic na sobie Kruk i Ultimo najbardziej po ludzku podchodza do dłużnika 

O Oni wszyscy tacy ludzcy ,bardzo ,Kruk jak ich rat nie płacisz to oddaje do sądu,a tam zależy jaki kruk z jednym idzie wygrać z innym niekoniecznie.A Ultimo ? Ludzie piszą ,że kłamie jak najęty (ja jeszcze go nie mam ale pewnie niedługo się pojawi i u mnie).,ale robi tez błędy itd i przy pomocy kancelarii 90% idzie wygrać w sądzie.Jak żle piszę to poprawcie mnie.

smutnyy

Inni nie podchodzą ludzko do dłużnika, są gorsi w czym ?.

 

23 minuty temu, EwaGabryjela napisał:

Kruk i Ultimo najbardziej po ludzku podchodza do dłużnika 

Jak i niektórzy użytkownicy forum. Wiadomo nie od dziś, że użytkownikami forum nie są tylko dłużnicy a co jakiś czas pojawiają się i znikają inni użytkownicy, wiadomo...

 

Stolaz
3 godziny temu, wietrzyk napisał:

O Oni wszyscy tacy ludzcy ,bardzo ,Kruk jak ich rat nie płacisz to oddaje do sądu,a tam zależy jaki kruk z jednym idzie wygrać z innym niekoniecznie.A Ultimo ? Ludzie piszą ,że kłamie jak najęty (ja jeszcze go nie mam ale pewnie niedługo się pojawi i u mnie).,ale robi tez błędy itd i przy pomocy kancelarii 90% idzie wygrać w sądzie.Jak żle piszę to poprawcie mnie.

Może nie tyle, że źle piszesz, ale przypomnę, że świętym prawem windykacji jest windykować. Nie chcę wchodzić w szczegóły, bo też nie ma mojej zgody na rozmowę windykatorów z dłużnikami jak ze śmieciami, wydzwanianie po pracach, oblepianie drzwi w mieszkaniu czy stosowanie standardów urągających godności, aczkolwiek każdy kij ma dwa końce pod warunkiem, że nie jest procą. Pamiętajmy o dłużnikach pełnych roszczeniowości o wszystko, którzy są wręcz oburzeni, że ktoś ich śmie ponaglić do regularnych spłat, czy takich którzy najzwyczajniej w świecie mają to w d... i chowają głowę w piasek. O chorych kosztach się nie wypowiadam, bo wiadomo że pewne naliczenia jak w każdym biznesie uwzględniają marżę, ale od tego są sądy (realnie), a przede wszystkim uczciwy i sprawiedliwy system prawno-finansowy w naszym kraju (w sferze marzeń).

Gustav
12 minut temu, Stolaz napisał:

Może nie tyle, że źle piszesz, ale przypomnę, że świętym prawem windykacji jest windykować. Nie chcę wchodzić w szczegóły, bo też nie ma mojej zgody na rozmowę windykatorów z dłużnikami jak ze śmieciami, wydzwanianie po pracach, oblepianie drzwi w mieszkaniu czy stosowanie standardów urągających godności, aczkolwiek każdy kij ma dwa końce pod warunkiem, że nie jest procą. Pamiętajmy o dłużnikach pełnych roszczeniowości o wszystko, którzy są wręcz oburzeni, że ktoś ich śmie ponaglić do regularnych spłat, czy takich którzy najzwyczajniej w świecie mają to w d... i chowają głowę w piasek. O chorych kosztach się nie wypowiadam, bo wiadomo że pewne naliczenia jak w każdym biznesie uwzględniają marżę, ale od tego są sądy (realnie), a przede wszystkim uczciwy i sprawiedliwy system prawno-finansowy w naszym kraju (w sferze marzeń).

Nigdy windykacja nie poinformuje że w sądzie można wygrać a wręcz starszy i przedstawia fikcję grając na emocjach osoby nieświadomej.

wietrzyk
2 godziny temu, Stolaz napisał:

Może nie tyle, że źle piszesz, ale przypomnę, że świętym prawem windykacji jest windykować. Nie chcę wchodzić w szczegóły, bo też nie ma mojej zgody na rozmowę windykatorów z dłużnikami jak ze śmieciami, wydzwanianie po pracach, oblepianie drzwi w mieszkaniu czy stosowanie standardów urągających godności, aczkolwiek każdy kij ma dwa końce pod warunkiem, że nie jest procą. Pamiętajmy o dłużnikach pełnych roszczeniowości o wszystko, którzy są wręcz oburzeni, że ktoś ich śmie ponaglić do regularnych spłat, czy takich którzy najzwyczajniej w świecie mają to w d... i chowają głowę w piasek. O chorych kosztach się nie wypowiadam, bo wiadomo że pewne naliczenia jak w każdym biznesie uwzględniają marżę, ale od tego są sądy (realnie), a przede wszystkim uczciwy i sprawiedliwy system prawno-finansowy w naszym kraju (w sferze marzeń).

Uwierz ,całe życie byłam uczciwa ,nadal uważam ,że taka jestem .Przez ponad rok ,gdyby nie te chore prowizje o refinansowaniach nie wspomnę,to pewnie bym spłaciła.Ale np pożyczyłam 5 tys chcieli po miesiącu 6700 , itd bałam się ,byłam przelotem na tym forum ,nie doczytałam i nie pomyślałam ,że można by sam kapitał  ,swoim tempem itd.Dużo by mówić.A pomyśl czy windykacja ma prawo ustalać z ludżmi spłatę na raty a za chwilę pozywać?.A w sądzie kłamać ,że wpłat nie było?.Wiesz na co wzięłam 1 tzw darmową chwilówkę ? Na prezent dla dziecka..


------------------------------- dodano 1 minutę później -------------------------------

 

 

Na święta .


------------------------------- dodano 14 minut później -------------------------------

 

 

 

 

 

2 godziny temu, Stolaz napisał:

czy takich którzy najzwyczajniej w świecie mają to w d... i chowają głowę w piasek.

Może i tacy są ,ale gdybyś pochylił głowę i poczytał w innych działach (przepraszam ,jeśli faktycznie czytasz) to większość osób po prostu psychicznie nie daje rady.Windykacje,długi,sądy,przegrane,komornicy mogą doprowadzić ludzi do najgorszych rzeczy ,obłędu ,śmierci ,żyć się nie chce.:classic_sad:.Myślisz,że ja nie mam takich dni?.To ,ze nieraz tak myślę daję troszkę otuchy i humoru innym nie znaczy ,ze do końca sama sobie z tym radzę.:classic_rolleyes:.


------------------------------- dodano 26 minut później -------------------------------

 

 

Pozwolę sobie na koniec przytoczyć Pana Łukasza .:

 

Znam wiele przypadków i były też opisywane na forum, że ktoś myślał, że "zawarł" ugodę telefoniczną, a sprawa poszła do komornika. Chodziło tylko o to, żeby pozwany nie wniósł sprzeciwu. Inaczej mówiąc jeżeli jest ugoda to zawsze ma być na piśmie, a nie na słowo honoru! Jeżeli ugody nie ma na piśmie to bezwzględnie należy wnosić sprzeciw od nakazu zapłaty i zawsze się procesować, a ew. ugody zawierać (także na piśmie) po wyroku.

EwaGabryjela
4 godziny temu, smutnyy napisał:

Inni nie podchodzą ludzko do dłużnika, są gorsi w czym ?.

 

Jak i niektórzy użytkownicy forum. Wiadomo nie od dziś, że użytkownikami forum nie są tylko dłużnicy a co jakiś czas pojawiają się i znikają inni użytkownicy, wiadomo...

 

Duzo by pisac Ja mam zadluzenie w 21 chwilowkach Przeterminowane sa po 65 dni najwiecej Najmniej 40 dni Mam juz jakis czas do czynienia z windykacja wiec wiem co mowie Takie jest moje doswiadczenie To pewnie zalezy od tego jak czesto i ile splacasz czy odbierasz telefony Czy trafisz na mniej lub bardziej zaangazowanego windykatora Ci bardziej zaangazowani nawet najbardziej wytrzymalym zrobia wode z mozgu i pozbawia jakiegokolwiek poczucia wlasnej wartosci Ci mniej mowia w kolko to samo trzepia regułki Ja podalam swoj przyklad Moze inni maja gorzej Nie wiem Ale wszystkim zycze windykacji umiarkowanej i na poziomie Taka tez sie zdarza 

KiwiNielot
7 godzin temu, wietrzyk napisał:

Kruk jak ich rat nie płacisz to oddaje do sądu

To po co umawiać się na raty, skoro nie jest się w stanie ich finalizować? ( Ponownie zresztą, bo Kruki i inne Ultima to w końcu wierzyciele wtórni?)

 

3 godziny temu, wietrzyk napisał:

A pomyśl czy windykacja ma prawo ustalać z ludżmi spłatę na raty a za chwilę pozywać?

To jest wkurzające, ale z drugiej strony to tak naprawdę wolna amerykanka. Od pewnego momentu przy pętlach zadłużeń my jako dłużnicy robimy wszystko, żeby nie spłacić, albo spłacić mniej- tym samym kwestionując umowę z własnym podpisem, ( przecież ja wiedziałam, co podpisuję, kiedy brałam chwilówkę z takim a nie innym procentem.. A jednak będę szła do sądu, żeby nie płacić jej w całości..)  a oni robią wszystko, żeby od nas pieniądze wyciągnąć- nawet po trupach..

 

Żadna ze stron nie jest w tym co robi do końca ok, aczkolwiek twierdziłam i nadal twierdzę, że gdyby windykacje umiały rozmawiać, a nie straszyć, to wszystko wyglądałoby inaczej. ( Czasem po rozmowie z jednym czy drugim tak po prostu "na złość" nie mam ochoty niczego spłacać, bo mnie wkurzają durne i chamskie teksty)

3 godziny temu, wietrzyk napisał:

Na prezent dla dziecka..

Każdy wziął kiedyś swoją pierwszą chwilówkę- i przecież nie musiał następnej.. Są tacy, co brali na leczenie dzieci, na nałogi, na domy czy po prostu łatali dziury w domowym budżecie po utracie pracy...Brało się jedną , drugą, bo to szybko i łatwo załatwiane, takie proste- klik i jest- później brakowało po spłacie na raty bankowe, więc parabanki, i znowu chwilówki na raty. Klasyczna pętla..Jedni wyjdą z niej przy pomocy kancelarii, inni zacisną pasa i wezmą kolejne etaty, jeszcze inni, choć to smutne, po prostu się zabiją..

 

A najsmutniejsze jest to, że nadal pomimo tak ogromnego problemu społecznego - pisałaś o tym @wietrzyk- nikt z tym nic nie robi..Więc póki będą chwilówki dawane na "piękne oczy", będą i windykacje- działające tak, a nie inaczej..

smutnyy
21 godzin temu, KiwiNielot napisał:

A najsmutniejsze jest to, że nadal pomimo tak ogromnego problemu społecznego - pisałaś o tym @wietrzyk- nikt z tym nic nie robi.

Coś tam próbują robić. Nowelizacja o upadłości, ograniczone prowizje, procenty za pożyczki, coś o windykacji.

FeliksPomoc
Posted (edited)

Halo ! Czy jako osoba chcąca pomóc finansowo wybranym osobom/rodzinom mogę uzyskać więcej informacji o najbardziej potrzebujących wg Waszej opinii. Dzięki za odpowiedź. Moim planem jest pozyskiwanie środków od ludzi dobrej woli (mniej ale częściej bardziej majętnych) i spłacanie długów osób będących w spiralach finansowych. To co Wy robicie jest cudne - chciałbym Wam pomóc i żebyście również Wy mi pomogli na płaszczyźnie selekcji osób którym warto pomóc w pierwszej kolejności - potem kolejnym i kolejnym. Na pewno musi się to wiązać poznaniem tych ludzi i oceną ich faktycznego zadłużenia oraz ich możliwości do nie zadłużania się nadal w przypadku kiedy ktoś pomoże im to pospłacać. Jednym słowem „Dług za dług” czyli ktoś pomaga ale ten potrzebujący spłaca dług pomocodawcy w postaci nie wchodzenia ponownego w to samo bagno. Czyli zazwyczaj wiąże się to z podjęciem terapii psychologicznej czy duchowej, albo obu jednocześnie (w sytuacjach osób uzależnionych) ; zmiany systemu wydatków na życie codzienne i chyba najważniejsze :) UŚMIECH PERMANENTNY PRZYKLEJONY DO TWARZY jak rzęsy mojej córki 😂 Jeśli pomyślicie ze mną - a macie przebogate doświadczenia i ogromne serducha to z Waszą pomocą i Waszym naprowadzeniem na odpowiednie osoby/rodziny możemy zdziałać wiele dobra. Moim ideałem jest działalność brytyjskiej fundacji : CAP. Szczytny i bardzo udany projekt funkcjonujący z ogromnym sukcesem od 1996 roku za sprawą Johna Kirkby’ego. 

Wszystkich serdecznie ściskam a za wszystkich potrzebujących trzymam kciuki i być może do usłyszenia a nawet zobaczenia z niektórymi z Was. 

Stefan Feliks

Edited by FeliksPomoc
wietrzyk
6 minut temu, FeliksPomoc napisał:

Halo ! Czy jako osoba chcąca pomóc finansowo wybranym osobom/rodzinom mogę uzyskać więcej informacji o najbardziej potrzebujących wg Waszej opinii. Dzięki za odpowiedź. Moim planem jest pozyskiwanie środków od ludzi dobrej woli (mniej ale częściej bardziej majętnych) i spłacanie długów osób będących w spiralach finansowych. To co Wy robicie jest cudne - chciałbym Wam pomóc i żebyście również Wy mi pomogli na płaszczyźnie selekcji osób którym warto pomóc w pierwszej kolejności - potem kolejnym i kolejnym. Na pewno musi się to wiązać poznaniem tych ludzi i oceną ich faktycznego zadłużenia oraz ich możliwości do nie zadłużania się nadal w przypadku kiedy ktoś pomoże im to pospłacać. Jednym słowem „Dług za dług” czyli ktoś pomaga ale ten potrzebujący spłaca dług pomocodawcy w postaci nie wchodzenia ponownego w to samo bagno. Czyli zazwyczaj wiąże się to z podjęciem terapii psychologicznej czy duchowej, albo obu jednocześnie (w sytuacjach osób uzależnionych) ; zmiany systemu wydatków na życie codzienne i chyba najważniejsze :) UŚMIECH PERMANENTNY PRZYKLEJONY DO TWARZY jak rzęsy mojej córki 😂 Jeśli pomyślicie ze mną - a macie przebogate doświadczenia i ogromne serducha to z Waszą pomocą i Waszym naprowadzeniem na odpowiednie osoby/rodziny możemy zdziałać wiele dobra. Moim ideałem jest działalność brytyjskiej fundacji : CAP. Szczytny i bardzo udany projekt funkcjonujący z ogromnym sukcesem od 1996 roku za sprawą Johna Kirkby’ego. 

Wszystkich serdecznie ściskam a za wszystkich potrzebujących trzymam kciuki i być może do usłyszenia a nawet zobaczenia z niektórymi z Was. 

Stefan Feliks

Niesamowite :classic_biggrin:.Myślałam ,że wszyscy filantropi wymarli a tu popatrz jeden się zachował:classic_wink:.


------------------------------- dodano 4 minuty później -------------------------------

Tutaj Tobie odpowiem nie na pw.:classic_wink:.Uważam ,ze jeśli naprawdę masz chęci i środki to udaj sie do jakiegoś Hospicjum i tam ich obdaruj.My sobie i z pomocą Pana Łukasza poradzimy a tam Twoja pomoc na pewno bardziej się przyda.


------------------------------- dodano 7 minut później -------------------------------

I jeszcze dużo by wymieniać jak chcesz pomóc matkom z dziećmi idż do domów samotnych matek .Tam kobiety uciekają z dziećmi przed oprawcami często w tym co mają na sobie............

FeliksPomoc

Właśnie nie do końca chcę się angażować w hospicja i najbiedniejszych - ale może Ty masz rację, to się okaże. Niech będzie tak jak ma być - to tylko po części albo prawie w ogóle nie zależne ode mnie. Widzisz, wszyscy pomagają najbiedniejszym - bezdomnym - narkomanom - alkoholikom - małym bezbronnym dzieciom. Prawda ? Choćby właśnie wspomniane przez Ciebie MOPS’y czy Chleb Życia Małgorzaty Chmielewskiej (gdzie jest obecnie około 1100 osób pod opieką) a zaczynała bez grosza przy duszy. 

Zapomniani są jednak ludzie z klasy średniej - rodziny z dziećmi w kredytach. Ojcowie, którzy uważają się za nic nie wartych ponieważ nie mogą zapewnić swojej rodzinie godziwego przetrwania z dnia na dzień. Szczególnie interesują mnie rodziny czy ludzie z branży artystycznej : rzeźbiarze, malarze, muzycy, literaci - ale nie tylko. 

Tak więc jak widzisz nie do końca MOPS do dobry kierunek dla mnie. Ale być może się mylę. 

Rozmawiałem z fundacją Chleb Życia. U nich największe długi na osobę to podobno 1000 zł. Nie chce mi się wierzyć ale nie mają tzw „rubryki” dla takich gości jak ja z zupełnie nowych pomysłem i pragnieniem takiego działania. 

Pozdrowienia. SF

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Similar Topics

    • Jak się skończyły Wasze sprawy?

      Przegladam forum i widze ze zazwyczaj na pytaniach posty sie koncza... Piszecie ze jakas chwilowka jest w sadzie i tyle.. Opiszcie prosze swoja walke z chwilowkami... jak sie sprawy w sadzie potoczyły, udalo Wam sie wygrac ? Sama mam zadłużenie w chwilowkach , poki co ugode udalo mivsie zawrzeć z filarum,alfakredyt i visset.

      in Chwilówki

    • Dostałem sms lub email i muszę się nim podzielić.

      To straszak czy cos oznacza? //www.forum-kredytowe.pl/applications/core/interface/js/spacer.png

      in Chwilówki

    • Pętla chwilówek - odechciewa mi się żyć.

      Cześć, mam na imię Angelika - jestem tu "nowa". Mam 26 lat i jak większość z Was tutaj mam problem ze spłatą chwilówek oraz pożyczek na raty. Zacznę od tego, że się trochę wyżalę ( na pewno w jakiś sposób mi ulży, dzięki temu). Od sierpnia 2018 roku prowadzę działalność gospodarczą jednoosobową (usługi kosmetyczne). Strasznie uparłam się na tą działalność i dzięki pomocy mojej mamie i mojego chłopaka udało się w końcu ją otworzyć. Pierwsze miesiące były tragiczne... Nie zarabiałam kompletnie nic

      in Dla zadłużonych

    • Zadłużyłam się w chwilówkach. Co robić?

      wita. zadłużyłam się trochę w "chwilówkach"... najpierw straciłam prace, teraz juz mam nowa ale w pewnym momencie kiedy nie miałam pracy potrzebowałam gotówki na opłaty. brałam jedną chwilówkę, było za mało .... potem następną i następną....uzbierało sie tego na ok 12 tys... chciałabym spłacić je wszystkie i płacić jedną ratę. czy ktoś jest w stanie pomóc?? w bankach nie mam zdolności

      in Dla zadłużonych

    • Jestem dłużnikiem. Najpierw muszę sięgnąć dna, aby się z niego wydostać.

      Cześć, mam na imię Tomek. Jestem dłużnikiem…   (teraz Wy) Cześć Tomek…   Tak, dziś jestem świadomym dłużnikiem. Co oznacza „świadomym”?   Po prostu zdaję sobie sprawę z błędów jakie popełniłem na przestrzeni ostatnich 2-3 lat… Błędów oczywiście dotyczących finansów.   Ale dlaczego o tym zdecydowałem się napisać?   Chyba dla Was, użytkowników tego portalu… Pewnie trafiliście tutaj tak jak ja – z potrzeby, szukając ostatnich desek ratunku w internecie. Otóż w wielkim skrócie powie

      in Dla zadłużonych

×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.