Dzień dobry,
piszę ponieważ dzisiaj jest jeden z tych niewielu dni kiedy mam jeszcze ochotę zebrać się do kupy i powalczyć.
Mam 38 lat, na wiosnę zostałam sama z synem, psem i 2 kotami, w wynajmowanym mieszkaniu i długami w banku PKO w wysokości około 150 000 zł (kilka pożyczek gotówkowych, 2 limity odnawialne, karta kredytowa). Na konto wpływa 4500 zł, do tego około 1700 zł premii w gotówce. W tym miesiącu mam dostać nową umowę na 5700 netto.
Tylko co z tego jak i tak nie jestem już w stanie utrzymać się i spłacać pożyczek.
Raty coraz bardziej przygniatają, około 3000 zł miesięcznie, do tego takie gówna do spłaty jak allegro, paypo, twisto.
Robiłam co mogłam, żeby nie dopuścić do powstania zaległości, ale w tym miesiącu wiem, że nie ma szansy. Nie mam od kogo już pożyczać. W desperacji złożyłam kilkanaście zapytań o kolejną pożyczkę, również konsolidacyjną. Jak domyślacie się, wszystkie negatywne. Dzisiaj sprawdziłam BIK - 51 punktów.
Kolejnym krokiem desperacji będzie wzięcie jakiejś chwilówki, byle tylko przetrwać kolejny miesiąc.
Nie wiem co mam zrobić, boję się tego co mnie czeka. Czuję się przegrana i zjada mnie to od środka, zabiera całą radość z życia.
Być może mój post zginie w gąszczu innym podobnych, będę wdzięczna gdyby ktoś poświęcił odrobinę czasu, żeby mi doradzić jak się za to zabrać. Czy jest jakaś szansa dla mnie jeszcze?