Cześć.
Jak pewnie wiecie od jakiegoś czasu mierzę się z długami. Ogolnie mimo choroby o bardzo ciężkim przebiegu RZS jakoś temat ogarniałam.
Jakiś rok temu przestałam spłacać Prometeusza, sprawa przeszła już przez epu, sąd rejonowy i z tego co widzę dokładnie za miesiąc jest posiedzenie niejawne w sądzie apelacyjnym. Mają mocne papiery i pewnie w najlepszym przypadku sąd zgodzi się z rejonowym i będzie częściowe zasądzenie. Kwota okolo 2500 zł plus odsetki i koszty sądowe.
Jestem obecnie na świadczeniu rehabilitacyjnym, co miesiąc ma furę leków, muszę opłacić pokój albo wyląduje na ulicy, także super.
Aktualnie co miesiąc ląduje w szpitalu, bardzo chcę ale nie mam jak dorabiać.
kasy na to nie mam, myślałam że mam więcej czasu. Mój znajomy z pracy w Łodzi ma sprawę w apelacji z vivusa, którego nie spłacił w 2021r. a ja już.
Także to już mój koniec, wiem, że ten wierzyciel na raty nie rozkłada.