Nie wiem czy temat zamieszczam w odpowiednim dziale,niemniej jednak jakiś związek z kredytami hipotecznymi ma.
Mimo,że w zasadzie spłaciłem już swój kredyt hipoteczny jestem przerażony wręcz czasami w jakich przyszło nam żyć.Pod względem ceny pieniądza i cen mieszkań cofamy się do najczarniejszych czasów lat 90'.Nie wiem nawet czy obecna sytuacja nie jest właśnie najgorszą w całej historii.
Za chwilę WIBOR 3M po zapewne kolejnej podwyżce stop za miesiąc dojdzie do 8% co będzie oznaczało realne oprocentowanie kredytu na poziomie 10-11%.Zastanawiam się gdzie będą mieszkać teraz ci zwykli a nawet i stosunkowo dobrze zarabiający ludzie skoro rodzina z 2 dzieci i dochodem 10 tys zł,nie będzie w stanie kupić NAWET kawalerki we Wrocławiu.
Młode bezdzietne osoby zostaną całkowicie pozbawione szansy na kredyt w perspektywie kilku,jeżeli nie kilkunastu lat.
Przerażony jestem tym,że z pensją 4500 zł netto nie byłoby mnie za kilka miesięcy już stać na zagrzybione 25 M2 na obrzeżach miasta,a jeszcze bardziej przerażony faktem,że wynajem takiej nory za 2600 zł z rachunkami też byłby poza zasięgiem-bo takie są teraz ceny wynajmu u mnie w mieście.
Nie wiem komu deweloperzy będą teraz sprzedawać mieszkania po 13 tys/M2 (bo takie są ceny u mnie w mieście) jak niemalże nikogo nie będzie na to stać-ani małżeństwa lekarzy rezydentów,ani inżyniera pracującego w zachodniej korporacji,ani policjanta ani małżeństwa farmaceutów.
Zachodni inwestorzy wykupią mieszkania i będą wynajmować? Komu? Kto zapłaci 3500 za wynajem 2 pokojowej klitki?
I najciekawsza dla mnie sprawa-co ze studentami od września? Gdzie oni się podzieją przy tych zaporowych cenach.
Czyżby w końcu nastąpił jakiś krach i mieszkania miały stanieć?
Zwykła Polska rodzina nie wytrzyma kredytu na poziomie 11%.