Potrzebuje kopa, budżet miesięczny przez chęć życia na luzie znowu się nie spina.
Przecież tak naprawdę kogo to obchodzi że zycie jest drogie a gaz znowu ma pójść w górę.
Przez sytuację rodzinną nie mogę (raczej nie jest wskazane pójście do drugiej pracy), wychowuje sam syna z orzeczeniem i jest w takim wieku (nastolatek), że muszę go dopilnować spędzać dużo czasu bo wpadnie w komputer i będzie źle.
Z drugiej strony, ponieważ mam śmieszne alimenty bo sprzed ponad 10 lat parę stów to luka cenowa się powiększa.
Dla świętego spokoju wolę jednak nie ruszać tego, czego muszę ponieść konsekwencje.
Wiem że matematyka jest jedna, nie wiem dlaczego nie potrafię wziąć nożą i ciachnąć te wydatki po prostu.
Nie piszę już o tym aby zacząć oszczędzać, bo to nierealne ale chociaż aby wychodzić na zero.
Potrzebuje chyba liścia ogarniacza - trudno póki nie pójdzie syn do roboty czeka nas biedne życie bez niczego a jak skończy 18 to moje możliwości przez zabranie 800+ i nawet tych resztek się skończy. Excel ma to gdzieś i ja zresztą też, nie jestem cudotwórcą.