Ratatuj36 Posted December 29, 2025 Posted December 29, 2025 Mam na imię Piotrek, mam 36 lat. Prowadzę firmę, mam żonę i sześcioletniego syna. Z zewnątrz wszystko może wyglądać normalnie. A nawet dobrze. W środku od lat trwa jednak walka, którą bardzo często przegrywam. Z hazardem jestem związany od 18. roku życia – z przerwami, z próbami „kontroli”, z obietnicami, że to już ostatni raz. Przez te wszystkie lata przegrałem łącznie około 2 milionów złotych. Ale pieniądze to tylko liczby. Prawdziwe straty są dużo większe: spokój, poczucie bezpieczeństwa, relacje, szacunek do samego siebie. Próbowałem przestać wiele razy. Chodzę na terapię, na mityngi, pracuję nad sobą. Bywały miesiące abstynencji. I zawsze gdzieś pojawiała się myśl: „tym razem będzie inaczej”. Kilka miesięcy temu wygrałem sporą kwotę. To nie było wybawienie – to był zapalnik. W krótkim czasie przegrałem trzykrotność tej wygranej. Od tamtej pory zdarza mi się wracać do gry nawet na jeden dzień. Jeden dzień, który kosztuje kolejne tysiące i zostawia jeszcze większą pustkę. Hazard nie zabiera wszystkiego od razu. Zabiera po kawałku. Najpierw pieniądze, potem czas, potem głowę. Na końcu zostawia człowieka samego z poczuciem winy i wstydu. Piszę to nie po to, żeby się użalać. Piszę, bo jeśli choć jedna osoba, która to przeczyta, zatrzyma się i pomyśli: „nie chcę skończyć tak samo” – to może ta historia będzie miała sens. Jeśli grasz i myślisz, że masz kontrolę – bardzo możliwe, że to tylko złudzenie. Jeśli wygrywasz – to nie szczęście, to najczęściej początek większej straty. A jeśli próbujesz przestać i ciągle wracasz – nie jesteś słaby. Jesteś w chorobie, która kłamie perfekcyjnie. Ja wciąż walczę. Dla siebie. Dla żony. Dla syna. I naprawdę nie życzę nikomu, żeby musiał uczyć się tego wszystkiego na własnych błędach. 0 Quote
Ekspert Posted December 30, 2025 Posted December 30, 2025 Gratuluję odwagi do wpisu i samooceny. Proces leczenia jest wymagający i długotrwały, lecz każdy krok w stronę zdrowia ma ogromne znaczenie. Trzeba pamiętać, że uzależnienie od hazardu to poważna choroba, która wymaga zarówno profesjonalnej pomocy, jak i determinacji osoby uzależnionej. Życzę wszystkim zmagającym się z tym problemem wytrwałości i odwagi na drodze do odzyskania kontroli nad własnym życiem (w tym finansami i rodziną). 0 Quote
Ratatuj36 Posted December 31, 2025 Author Posted December 31, 2025 Druga strona medalu. Nowy Rok. Setki tysięcy długu . W głowie totalny Sajgon. Myśli samobójcze. Strach przed utratą firmy, na którą pracowałem latami. Strach, czy starczy na faktury, na zobowiązania, na jutro. Kiedyś patrzyłem na ludzi, którzy przegrali wszystko – dom, rodzinę, firmy. I zawsze myślałem: jak oni mogli do tego dopuścić? Przecież mnie to nigdy nie spotka. A jednak. Z każdym rokiem jest gorzej. Stawki są coraz większe. Kontrola znika. Jesteś w takim amoku, że nie da się tego opisać komuś, kto tego nie przeżył. To nie jest „brak silnej woli”. To nie jest głupota. To jest mechanizm, który mieli człowieka na kawałki. Konsekwencje są straszne. Finansowe. Psychiczne. Życiowe. Jest Nowy Rok. Życzę wszystkim dobrego Nowego Roku. Ale nie wierzcie w bajkę: „od dziś nie gram”, „przez cały rok”, „do końca życia”. Tak się nie da. Da się jeden dzień. Potem kolejny. Trzeba pilnować siebie codziennie. I po prostu… żyć. Mam nadzieję, że za jakiś czas wejdę tu znowu i napiszę, że potrafię żyć bez grania. Nie wiem, jak będzie. Ale dziś jestem tutaj. I dziś nie gram. Dobrego Nowego Roku wszystkim. 1 Quote
time Posted February 9 Posted February 9 Cześć Piotrek. Niestety też siedzę w tym bałaganie. Każdy dzień to dla mnie walka, walka z samym sobą. Jestem " czysty" od dwóch miesięcy ale niestety moje małżeństwo praktycznie nie istnieje. Bardzo skrzywdziłem swoich najbliższych. Głupio mi z tym. Ciągle wierzę, że żona cofnie się od decyzji o rozwodzie ( jeszcze tego nie zrobiła). Kurde jakie to jest chore, bardzo ją kocham a potrafiłem zrobić jej taką krzywdę ale pewnie jest ona niczym do krzywdy jaką wyrządziłem mojemu synowi z autyzmem. Brzydzę się sobą. Nie potrafię patrzeć na siebie w lustrze. Mam, naprawdę mam napady żeby zagrać, jednak czegoś mi brakuje. Ale... ale walczę, każdego dnia walczę. Kiedy praktycznie już chcę odpalić kasyno w telefonie pojawia mi się jednak przed oczami obraz zdenerwowanej żony, żony którą tak kocham a tak zawiodłem no a przede wszystkim mój najukochańszy syn. Wtedy przechodzi, wtedy daję radę. Jeszcze daję radę.Walczę z tym sam. Nie chodzę na żadne terapię na żadne mityngi dlaczego?. Nie dlatego, że nie chcę, dlatego że po prostu wstydzę się, wstydzę się ludzi po prostu tak. Zawsze taki byłem dziwny. Zawsze unikałem tłumu wokół siebie zawsze gdzieś byłem z boku. Będę walczył dalej bo mam cel. Będę walczył o żonę i spokój syna. Oni tak naprawdę są dla mnie terapią. Walczę wciąż 2 Quote
Aveve Posted February 10 Posted February 10 18 godzin temu, time napisał(a): Cześć Piotrek. Niestety też siedzę w tym bałaganie. Każdy dzień to dla mnie walka, walka z samym sobą. Jestem " czysty" od dwóch miesięcy ale niestety moje małżeństwo praktycznie nie istnieje. Bardzo skrzywdziłem swoich najbliższych. Głupio mi z tym. Ciągle wierzę, że żona cofnie się od decyzji o rozwodzie ( jeszcze tego nie zrobiła). Kurde jakie to jest chore, bardzo ją kocham a potrafiłem zrobić jej taką krzywdę ale pewnie jest ona niczym do krzywdy jaką wyrządziłem mojemu synowi z autyzmem. Brzydzę się sobą. Nie potrafię patrzeć na siebie w lustrze. Mam, naprawdę mam napady żeby zagrać, jednak czegoś mi brakuje. Ale... ale walczę, każdego dnia walczę. Kiedy praktycznie już chcę odpalić kasyno w telefonie pojawia mi się jednak przed oczami obraz zdenerwowanej żony, żony którą tak kocham a tak zawiodłem no a przede wszystkim mój najukochańszy syn. Wtedy przechodzi, wtedy daję radę. Jeszcze daję radę.Walczę z tym sam. Nie chodzę na żadne terapię na żadne mityngi dlaczego?. Nie dlatego, że nie chcę, dlatego że po prostu wstydzę się, wstydzę się ludzi po prostu tak. Zawsze taki byłem dziwny. Zawsze unikałem tłumu wokół siebie zawsze gdzieś byłem z boku. Będę walczył dalej bo mam cel. Będę walczył o żonę i spokój syna. Oni tak naprawdę są dla mnie terapią. Smutne to wszystko, jak w zasadzie wiele historii tu, kazda inne a tak bardzo podobne. Nie mam doświadczenia z hazardem, wiec pewnie są tu mądrzejsi. Mogę Ci jednak napisac, ze cholernie ciezko bedzie Ci walczyć samemu, bez supportu. Moze niech tym wsparciem bedzie lekarz, terapeuta. Uzależnienia behawioralne(np hazard) to takie trochę uzależnienia od dopaminy. Warto pójść do specjalosy. Wstyd? Wiem, psychiatra przeraża, ale to taki sam lekarz jak onkolog, czy laryngolog. Uwierz mi, są leki działające na wyrzuty dopaminy, skutecznie. Razem z terapią dzialaja cuda. Nie bądź w tej drodze sam! Daj sobie pomoc. Mówisz, ze walczysz dla syna, dla rodziny. To pomysl, ze za jakis czas, pewnie kilka lat, już pelnoletniemu dziecku opowiesz o swojej wielkiej walce:) że bylo ciezko i ze dałeś radę. Moze to bedzie ku przestrodze dla niego, gdy wejdzie w dorosłość, moze jako świadectwo. Emocje i psychika potrzebują takiego samego wsparcia jak wątroba czy serce, i też maja swojego lekarza. Trzymam kciuki za Ciebie!! I walcz, bo " jeszcze w zielone gramy" 1 Quote
Ekspert Posted February 10 Posted February 10 24 minuty temu, Aveve napisał(a): Smutne to wszystko, jak w zasadzie wiele historii tu, kazda inne a tak bardzo podobne. Nie mam doświadczenia z hazardem, wiec pewnie są tu mądrzejsi. Mogę Ci jednak napisac, ze cholernie ciezko bedzie Ci walczyć samemu, bez supportu. Moze niech tym wsparciem bedzie lekarz, terapeuta. Uzależnienia behawioralne(np hazard) to takie trochę uzależnienia od dopaminy. Warto pójść do specjalosy. Wstyd? Wiem, psychiatra przeraża, ale to taki sam lekarz jak onkolog, czy laryngolog. Uwierz mi, są leki działające na wyrzuty dopaminy, skutecznie. Razem z terapią dzialaja cuda. Nie bądź w tej drodze sam! Daj sobie pomoc. Mówisz, ze walczysz dla syna, dla rodziny. To pomysl, ze za jakis czas, pewnie kilka lat, już pelnoletniemu dziecku opowiesz o swojej wielkiej walce:) że bylo ciezko i ze dałeś radę. Moze to bedzie ku przestrodze dla niego, gdy wejdzie w dorosłość, moze jako świadectwo. Emocje i psychika potrzebują takiego samego wsparcia jak wątroba czy serce, i też maja swojego lekarza. Trzymam kciuki za Ciebie!! I walcz, bo " jeszcze w zielone gramy" Świetna rada. 0 Quote
PatoRabanne Posted February 11 Posted February 11 W dniu 31.12.2025 o 09:17, Ratatuj36 napisał(a): Druga strona medalu. Nowy Rok. Setki tysięcy długu . W głowie totalny Sajgon. Myśli samobójcze. Strach przed utratą firmy, na którą pracowałem latami. Strach, czy starczy na faktury, na zobowiązania, na jutro. Kiedyś patrzyłem na ludzi, którzy przegrali wszystko – dom, rodzinę, firmy. I zawsze myślałem: jak oni mogli do tego dopuścić? Przecież mnie to nigdy nie spotka. A jednak. Z każdym rokiem jest gorzej. Stawki są coraz większe. Kontrola znika. Jesteś w takim amoku, że nie da się tego opisać komuś, kto tego nie przeżył. To nie jest „brak silnej woli”. To nie jest głupota. To jest mechanizm, który mieli człowieka na kawałki. Konsekwencje są straszne. Finansowe. Psychiczne. Życiowe. Jest Nowy Rok. Życzę wszystkim dobrego Nowego Roku. Ale nie wierzcie w bajkę: „od dziś nie gram”, „przez cały rok”, „do końca życia”. Tak się nie da. Da się jeden dzień. Potem kolejny. Trzeba pilnować siebie codziennie. I po prostu… żyć. Mam nadzieję, że za jakiś czas wejdę tu znowu i napiszę, że potrafię żyć bez grania. Nie wiem, jak będzie. Ale dziś jestem tutaj. I dziś nie gram. Dobrego Nowego Roku wszystkim. Ile tego się nazbierało? 0 Quote
bomba52 Posted February 25 Posted February 25 Mialem 18 lat kiedy pierwszy raz wszedlem do kasyna , mam 50 , jeszcze nie wyszedlem . Pamietam pierwszy moment , hotelowy salon gier Tip Top , i te wszystkie migajace swiatelka . Tak przez chwile jakbym znalazl sie w krainie czarow . Dalej to juz historia i rzeczywistosc .Hazard zabral wszystko ,metalnie : rodzinie , przyjaciol , wszystkich ktorzy byli do okola , materialnie : pare mieszkan , samochody , i nie policzalna kwote pieniedzy , zawodowo: prace , bardzo dobrze platna prace , ktora byla prawdziwym spelnieniem przez kilkadziesiat lat , nie zostalo nic . pojawil sie alkohol , hekto ilosci , i ciagly ciag w jedna strona . Byle do wieczora , by znow usiasc wciskac guziki lub trzymac karty w dloni . Tyle osob chcialo pomoc , tyle osob wspieralo . Doprowadzilem do rozpadu malzenstwa rodzicow . Tata chcial zrozumiec dlaczego , chcial pomoc , Mama nie wytrzymala .Odeszli obydwoje za wczesnie , duzo za wczesnie . Swoja rodzine tez zniszczylem . To wszystko ja i tylko ja . Ta swiadomosc nie pozwala mi nawet myslec ze jestem czlowiekiem . skonczylem sam , zupelnie , w obcym kraju , na zasilku socjalnym , nie mogac pracowac gdyz stan zdrowia zarowno psychiczny jak i fizyczny nie pozwala na to by podjac zatrudnienie . Zabilem siebie za zycia . Dla mnie jest juz za pozno ale Wy walczcie , kazdego dnia , bo kazdy dzien jest zwyciestwem , kazdy jeden . Nie warto poswiecac zycia najblizszych ani swojego dla czegos co jest trucizna ktora drenuje wnetrze i wysysa wszystko , zabiera czlowieczenstwo i czyni z czlowieka potwora , ktory po trupach chce tylko jednego . Zycze Wam byscie nigdy nie musieli patrzec na liste kontaktow w telefonie ktora jest pusta , pusta , bo nie ma juz nikogo kto chcialby chocby uslyszec Wasz glos . Moja jest pusta . Trzymam za Was kciuki , mocno trzymam , walczcie !!!!!! P.S po latach zrozumialem ze w moim przypadku , nigdy nie chodzilo tak naprawde o to by grac , chodzilo tylko o jedno - tam byly pieniadze , latwe pieniadze , na wyciagniecie reki , jakze przeroczyste i falszywe . Choc w zyciu nie brakowalo niczego . Juz za pozno niestety... B 1 Quote
Slonceslonce Posted February 25 Posted February 25 (edited) Nieszczęsny hazard ! Na szczęście w porę się opamiętałam . Dwa lata się bawiłam . Dług został , kilka miesięcy spłaty i nie będzie śladu . ------------------------------- dodano 11 minut później ------------------------------- Za te pieniądze przegrane mogłam kredyt mieszkaniowy w połowie splacic . A tu kredyt w tym samym miejscu , plus 40 tys dodatkowo do spłaty . Edited February 25 by Slonceslonce 0 Quote
korzenny Posted February 25 Posted February 25 Godzinę temu, bomba52 napisał(a): Mialem 18 lat kiedy pierwszy raz wszedlem do kasyna , mam 50 , jeszcze nie wyszedlem . świetny wpis, nie jest za późno, pisz książkę - masz dar. ktoś na Twojej drodze jeszcze stanie - ktoś życzliwy, wreszcie jesteś sobą, wreszcie jeseś prawdziwy, a to ciągnie ludzi. najlepszy wpis jaki tu od dłuższego czasu czytałem. Pozdro Bracie!. Nie patrz w tył, patrz do przodu. Jesteś świadkiem, czym w życiu człowieka jest miłość, przyjaźń, a czym pieniądze. Opowiadaj tą historię. Jest ok, uwierz. 0 Quote
Slonceslonce Posted February 25 Posted February 25 Hazard zniszczył wszystko co miał . Aż żal czytać to . Każdy inny, powinien czerpać inspiracje tego człowieka , żeby zrozumieć czym to jest ! 0 Quote
time Posted February 26 Posted February 26 W dniu 10.02.2026 o 16:26, Aveve napisał(a): Smutne to wszystko, jak w zasadzie wiele historii tu, kazda inne a tak bardzo podobne. Nie mam doświadczenia z hazardem, wiec pewnie są tu mądrzejsi. Mogę Ci jednak napisac, ze cholernie ciezko bedzie Ci walczyć samemu, bez supportu. Moze niech tym wsparciem bedzie lekarz, terapeuta. Uzależnienia behawioralne(np hazard) to takie trochę uzależnienia od dopaminy. Warto pójść do specjalosy. Wstyd? Wiem, psychiatra przeraża, ale to taki sam lekarz jak onkolog, czy laryngolog. Uwierz mi, są leki działające na wyrzuty dopaminy, skutecznie. Razem z terapią dzialaja cuda. Nie bądź w tej drodze sam! Daj sobie pomoc. Mówisz, ze walczysz dla syna, dla rodziny. To pomysl, ze za jakis czas, pewnie kilka lat, już pelnoletniemu dziecku opowiesz o swojej wielkiej walce:) że bylo ciezko i ze dałeś radę. Moze to bedzie ku przestrodze dla niego, gdy wejdzie w dorosłość, moze jako świadectwo. Emocje i psychika potrzebują takiego samego wsparcia jak wątroba czy serce, i też maja swojego lekarza. Trzymam kciuki za Ciebie!! I walcz, bo " jeszcze w zielone gramy" Zacząłem chyba najtrudniejszy etap (walkę?) w swoim życiu. Jestem po pierwszych mitingach mam umówione wizyty u specjalistów. Poznaję ludzi którzy mają podobny a czasami mam wrażenie taki sam problem . Dużo rozmawiam z nimi w tej chwili są dla mnie mentorami. Co ciekawe dopiero teraz poznaję siebie od środka coraz bardziej rozumiem że najpierw muszę naprawić swoje wnętrze by iść dalej. To wszystko to jest proces, który tak naprawdę nie ma swojego końca. Będę z tym do końca swojego życia ale na pewno warto. Przecież dałem radę kłamać, kraść ,kombinować by móc za co zagrać to i z tym sobie poradzę. Pogody ducha życzę. Pozdrawiam 0 Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.