Znajdź zawartość
Wyświetlanie wyników dla tagów 'psychologiafinansow' .
-
Dzień dobry, tak naprawdę chyba nie mam dużego długu, jednak chciałabym potraktować ten post też jako pytanie odnośnie tego czy warto nadpłacać kredyt jako hazardzista czy lepiej mieć takiego „bata” przypominającego co miesiąc kim jestem. Moja historia zaczęła się jakoś dwa lata temu kiedy siedziałam u kolegi i grał przy mnie w kasyno. Dał mi poklikać i nagle wygrałam mu 10 tysięcy złotych. Od tego czasu zaczęło się niewinnie grałam sporadycznie za małe stawki, potem oczywiście zacząły się większe aż przyszedł pierwszy raz dwa miesiące temu kiedy przegrałam swoje wszystkie oszczędności. Aktualnie mam 20 tysięcy kredytu w banku Santander, oraz po wypłacie będę miała jakieś 15 tysięcy na koncie. Lepiej spłacić większą część czy powoli ratalnie i nadpłacać np po 1000 zł miesięcznie. zarabiam różnie jeżeli nie mam premii to 4300 a jak mam to nawet 10 tysięcy. Sa to dwa kredyty gotówkowe z RRSO 17 procent wzięte aż na 5 lat. Nigdy nie grałam na trzeźwo zawsze pod wpływem narkotykow za co jeszcze bardziej mi wstyd jako kobieta. Zdecydowalam sie na terapię jestem umówiona na 22 sierpnia ponieważ wcześniej nie ma wolnych miejsc tam gdzie chce iść. Gram tylko w internetowe kasyna w których już się samowykluczylam. Łącznie przegrałam bez kredytów jakieś ponad 20k, jest mi z tym strasznie źle na dodatek mam narzeczonego który bardzo ciężko pracuje a ja odwalam takie gowno. Wie o moich pociągach i kredycie ale zna połowę kwoty co jeszcze bardziej mnie dobija. czy są tutaj jakieś hazardzistki które być może mogły by podzielić się swoją historią i odpowiedzieć na moje pytania, oczywiście Panów również zapraszam do dyskusji. Chce potraktować ten wątek również jako swój pamiętnik w walce z chorobą. Pozdrawiam wszystkich walczących z uzależnieniami. Magda lat 31
- 14 odpowiedzi
-
- nadplata-kredytu
- hazard-a-kredyt
- (i 8 więcej)
-
Pomimo długów nie potrafię odmówić sobie życia na poziomie.
Pawel789 opublikował(a) temat w Dla zadłużonych
Cześć, jestem nowym użytkownikiem na forum, choć z zamieszczanych tu porad tak de facto korzystałem nie jeden raz. Postanowiłem założyć tutaj wątek, ponieważ potrzebuję Waszych wskazówek. Obecnie mam 30 lat, moją walkę z długami zacząłem już ponad 4 lata temu i niestety dalej się ciągnie. Udało mi się pozbyć już kilku pożyczek (także po rozprawach sądowych, obecnie zostało ok. 30 tys.). Moim największym problemem jest niestety ego. Pomimo długów nie potrafię odmówić sobie życia na pewnym poziomie. Wynajmuję mieszkanie, mam na sobie długoterminowy najem samochodu, dosyć duże koszty życia. Przez to wszystko ugrzęzłem ponownie, choć teraz się nie zapożyczam, to comiesięczny dochód zupełnie nie wystarcza mi na życie + spłaty zadłużenia (zarabiam 7 tys. netto). Mieszkam z dziewczyną, która zarabia niewiele i jakoś tak wyszło, że wziąłem na siebie płacenie za mieszkanie, do tego wszystkiego dochodzi ten nieszczęsny samochód, który mógłbym oddać ale po prostu wstyd byłoby mi pokazać wszystkim, że nie mam nawet tak podstawowego środka transportu. W tym wszystkim najgorsze jest to, że koszty rosły już od kilku miesięcy przez co narobiłem sobie zaległości w urzędzie skarbowym i ZUSie ((jdg), które to w zeszłym miesiącu weszły mi na konto i obecnie nawet nie mam na czynsz i zapłatę za samochód. Kompletnie nie wiem jak sobie z tym wszystkim poradzić. Wiem, że mój problem wydaje się bardzo łatwy do rozwiązania ale jakieś chorobliwe poczucie honoru, wmówione przekonanie, że muszę się dobrze prezentować, nie pozwala mi powiedzieć o swoim problemie bliskim osobom, a także zrezygnować z mieszkania czy samochodu. W efekcie pracuję więcej, po stałej pracy dorabiam, choć żeby zostać w niej docenionym i dostać awans (który jest mi obiecany od pół roku) robię nadgodziny, wracam wykończony, zmęczony psychicznie i dobity ciężarem swojego życia, problemów, głupich decyzji. Kompletnie nie potrafię się przyznać do tego wszystkiego, bo czuję, że stracę w oczach, zarówno dziewczyny, dla której to zawsze byłem tym ogarniętym i ułożonym człowiekiem, rodziców dla których zawsze byłem tym, który jest samodzielny i pnie się do góry. Czuję, że jestem pod murem. Ilekroć pojawiały się tego typu problemy byłem w stanie znaleźć jakieś rozwiązania, teraz nie widzę niestety żadnego. Nie wiem jak porozmawiać z właścicielem mieszkania, jak pogadać z firmą obsługującą najem. W tym wszystkim chciałbym się dowiedzieć czy ktoś z Was miał podobną sytuację? Czy jesteście w stanie podzielić się swoimi doświadczeniami na temat reakcji Waszych bliskich na zadłużenie? Czy też mieliście takie problemy z własnym ego i jak sobie z tym poradziliście? Wiem, że trochę się tutaj użalam sam nad sobą, ale może po tym co napisałem, ktoś z Was widzi coś, co pomogłoby spojrzeć mi na to wszystko inaczej? Może ktoś Was wygrzebał się z podobnych przekonań i długów i chciałby pogadać na ten temat?- 8 odpowiedzi
-
- dlugi
- zadluzenie
- (i 6 więcej)
-
Na zbliżające się Święta życzę Wszystkim zdrowia i spokoju. Niech zaświeci światełko nadziei dzięki któremu zgasną długi. Wejdźmy w ten Nowy Rok biorąc za cel oddłużenia. Tak,żeby już nigdy nie doprowadzić do zadłużenia. Wesołych Świąt!
- 13 odpowiedzi
-
9
-
- oddluzanie
- psychologiafinansow
-
(i 4 więcej)
Oznaczone tagami:
