Skocz do zawartości

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano
29 minut temu, lukaszb napisał(a):

Masz tu masę przychylnych i dobrych ludzi, którzy są albo niedawno byli tu gdzie Ty jesteś. Wykorzystaj to!

To właśnie robię, jest to dobre miejsce na podbudowę, cieszę się, że tu trafiłam :)


------------------------------- dodano 2 minuty później -------------------------------

11 minut temu, Ewka00 napisał(a):

To jest właśnie odpowiedni moment, jeśli w ogóle można to tak nazwać, na strat do walki o życie wolne od długów. Walki ciężkiej, żmudnej, nie zawsze równej, bo po drodze może się coś wydarzyć i trzeba będzie modyfikować plan, ale walki, która daje nadzieję ? ? 

Najważniejszy jest chyba właśnie ten plan, podstawa, trzeba być gotowym na wszystko, ale bez wyznaczonej ścieżki nie da rady ruszyć… :)

Opublikowano
31 minut temu, cisza napisał(a):

To właśnie robię, jest to dobre miejsce na podbudowę, cieszę się, że tu trafiłam :)


------------------------------- dodano 2 minuty później -------------------------------

 

 

Najważniejszy jest chyba właśnie ten plan, podstawa, trzeba być gotowym na wszystko, ale bez wyznaczonej ścieżki nie da rady ruszyć… :)

 

 

Dokładnie tak ? To jest takim fundamentem oddłużania. Zawsze możesz pytać, jeśli coś jest dla Ciebie niejasne. Po to jest to forum właśnie, żeby osoby, które miały /mają styczność z takim problemem, mogły podzielić się swoim doświadczeniem, czy nawet wesprzeć psychicznie, bo jest to również ważny element w wychodzeniu z tej finansowej przepaści. Głowa do góry, czas na zmiany ??✊

Opublikowano

Z tego co poczytałem u Ciebie, to myślę że najważniejszą radą, o czym też ktoś wspomniał, to schowanie w kieszeń dumy i rozmowa z najbliższymi. Przez wiele lat podchodziłem w życiu z takimi ambicjami o jakich wspomniałaś, że dam sobie radę sam... Finalnie wszystkie upychane problemy do szafy jaką była moja głowa wysypały się w końcu i do niczego dobrego to nie zaprowadziło. To forum jest wyjątkowym miejscem, bo zawsze można spotkać się tu ze zrozumieniem i pomocnym słowem, ale kiedy człowiek patrzy na kartkę z rozpisanymi zobowiązaniami i czuje jak ta kartka go przygniata, to rozmowa z bliską czy życzliwą osobą, usłyszenie kilku słów z innego punktu widzenia niż ma się samemu w głowie albo zwykły przytulas są nieocenione. Wsparcie zawsze dodaje sił, a tych potrzeba sporo żeby uporać się z trudnościami. 

Opublikowano
28 minut temu, Lukasz8539 napisał(a):

Z tego co poczytałem u Ciebie, to myślę że najważniejszą radą, o czym też ktoś wspomniał, to schowanie w kieszeń dumy i rozmowa z najbliższymi. Przez wiele lat podchodziłem w życiu z takimi ambicjami o jakich wspomniałaś, że dam sobie radę sam... Finalnie wszystkie upychane problemy do szafy jaką była moja głowa wysypały się w końcu i do niczego dobrego to nie zaprowadziło. To forum jest wyjątkowym miejscem, bo zawsze można spotkać się tu ze zrozumieniem i pomocnym słowem, ale kiedy człowiek patrzy na kartkę z rozpisanymi zobowiązaniami i czuje jak ta kartka go przygniata, to rozmowa z bliską czy życzliwą osobą, usłyszenie kilku słów z innego punktu widzenia niż ma się samemu w głowie albo zwykły przytulas są nieocenione. Wsparcie zawsze dodaje sił, a tych potrzeba sporo żeby uporać się z trudnościami. 

Masz rację, ale dodać trzeba, że nie zawsze taka rozmowa dobrze się kończy o czym niejednokrotnie wspominałam. Nie zawsze mamy to wsparcie, zrozumienie czy jak to ładnie określiłeś przytulenie, tak po ludzku. Tego trzeba mieć świadomość również przed podjęciem decyzji o takiej rozmowie. Co nie znaczy, że jestem przeciwna przyznaniu się do poważnego problemu jakim są długi. Tutaj właśnie jest ten czas, gdzie stajemy twarzą w twarz z rzeczywistością. 

Czy ta druga strona chociaż spróbuje nas zrozumieć, czy będziemy uznani za tych, dzięki którym dzieje się zło całego świata. 

 

Opublikowano
42 minuty temu, Lukasz8539 napisał(a):

Z tego co poczytałem u Ciebie, to myślę że najważniejszą radą, o czym też ktoś wspomniał, to schowanie w kieszeń dumy i rozmowa z najbliższymi. Przez wiele lat podchodziłem w życiu z takimi ambicjami o jakich wspomniałaś, że dam sobie radę sam... Finalnie wszystkie upychane problemy do szafy jaką była moja głowa wysypały się w końcu i do niczego dobrego to nie zaprowadziło. To forum jest wyjątkowym miejscem, bo zawsze można spotkać się tu ze zrozumieniem i pomocnym słowem, ale kiedy człowiek patrzy na kartkę z rozpisanymi zobowiązaniami i czuje jak ta kartka go przygniata, to rozmowa z bliską czy życzliwą osobą, usłyszenie kilku słów z innego punktu widzenia niż ma się samemu w głowie albo zwykły przytulas są nieocenione. Wsparcie zawsze dodaje sił, a tych potrzeba sporo żeby uporać się z trudnościami. 

Może jeszcze do tego nie dojrzałam, albo naprawdę muszę mieć przysłowiowy nóż na gardle, aby poprosić kogokolwiek o pomoc. Boję się oceniania, siedzi to we mnie. Wolę radzić sobie sama, od zawsze, ze wszystkim. Chyba się tego nie pozbędę, a na pewno nie tak łatwo. Wiem, że najbliżsi mnie kochają, zapewne po początkowej fazie szoku zrobiliby wszystko, dosłownie wszystko, żeby mi pomóc. Z tym, że nie mam ochoty na ich wkurzenie, wyrzuty, na ten właśnie szok, może nawet łzy… Ja z powodu swojej sytuacji płakać nie będę, użalać się też nie, mogę jedynie ponarzekać jaka jestem naiwna (głupia?), a na pewno muszę po sobie posprzątać i tyle :)


------------------------------- dodano 3 minuty później -------------------------------

14 minut temu, Ewka00 napisał(a):

Masz rację, ale dodać trzeba, że nie zawsze taka rozmowa dobrze się kończy o czym niejednokrotnie wspominałam. Nie zawsze mamy to wsparcie, zrozumienie czy jak to ładnie określiłeś przytulenie, tak po ludzku. Tego trzeba mieć świadomość również przed podjęciem decyzji o takiej rozmowie. Co nie znaczy, że jestem przeciwna przyznaniu się do poważnego problemu jakim są długi. Tutaj właśnie jest ten czas, gdzie stajemy twarzą w twarz z rzeczywistością. 

Czy ta druga strona chociaż spróbuje nas zrozumieć, czy będziemy uznani za tych, dzięki którym dzieje się zło całego świata. 

 

No właśnie obawiam się tego, że mi już więcej nie zaufają, że będą patrzyć na ręce czy kontrolować, co spowoduje jakieś niepotrzebne spięcia w rodzinie czy osłabienie więzi. Ciężko to opisać, zazdroszczę ludziom umiejętności przyznawania się do takich życiowych błędów przed innymi i otwierania się z takimi tematami. Ja nie umiem.

Opublikowano
7 minut temu, cisza napisał(a):

Może jeszcze do tego nie dojrzałam, albo naprawdę muszę mieć przysłowiowy nóż na gardle, aby poprosić kogokolwiek o pomoc. Boję się oceniania, siedzi to we mnie. Wolę radzić sobie sama, od zawsze, ze wszystkim. Chyba się tego nie pozbędę, a na pewno nie tak łatwo. Wiem, że najbliżsi mnie kochają, zapewne po początkowej fazie szoku zrobiliby wszystko, dosłownie wszystko, żeby mi pomóc. Z tym, że nie mam ochoty na ich wkurzenie, wyrzuty, na ten właśnie szok, może nawet łzy… Ja z powodu swojej sytuacji płakać nie będę, użalać się też nie, mogę jedynie ponarzekać jaka jestem naiwna (głupia?), a na pewno muszę po sobie posprzątać i tyle :)


------------------------------- dodano 3 minuty później -------------------------------

 

 

No właśnie obawiam się tego, że mi już więcej nie zaufają, że będą patrzyć na ręce czy kontrolować, co spowoduje jakieś niepotrzebne spięcia w rodzinie czy osłabienie więzi. Ciężko to opisać, zazdroszczę ludziom umiejętności przyznawania się do takich życiowych błędów przed innymi i otwierania się z takimi tematami. Ja nie umiem.

 

 

Działaj tak jak czujesz. Tutaj nie ma przymusu, że musisz coś zrobić, rób tak jak uważasz za słuszne i dobre dla Ciebie. Ważne, żebyś podejmowała dobre decyzje w wychodzeniu z tego obłędu długów. 

Trzymaj się planu, nie oglądaj się wstecz, bo biczowanie siebie nic nie wniesie, a wywoła w Tobie jeszcze gorsze emocje. Podjęłaś decyzję, że koniec z długami i rób wszytko, żeby dojść do celu z podniesioną głową. 

To, że mamy dług, narobiliśmy bigosu finansowego to nie znaczy, że nie jesteśmy wartościowymi ludźmi. Ważne - to nie zadłużać się. 

Dla mnie osobiście dużym sukcesem jest to, że od ponad roku oddłużania nie pożyczyłam ani złotówki. I naprawdę można zmienić, przewartościować i poukładać w głowie wszytko tak, żeby żyć normalnie, za to co mamy. Naprawdę nie muszę jeść jagodzianki za 19 zł, bo ją sobie poprostu upiekę sama. ? 

Opublikowano
15 godzin temu, cisza napisał(a):

Cenniejszy jest dla mnie spokój duszy moich bliskich, niż mój. Ja sobie -jakoś- dam z tym radę, ale zawsze byłam „super dzieckiem” i panika spowodowana tym, że ich wszystkich zawiodę, jest silniejsza ode mnie :) Te telefony windykacji, maile do mnie mam gdzieś. Widoczny na Google dług - zabolało, bo Mama już będzie się niepokoić. Mam 25 lat, ale dalej rodzice to dla mnie świętość, bo wiele im zawdzięczam. Oni dali na wkład własny, bo chciałam się poczuć dorosła i wziąć kredyt, a nie, że rodzice mi kupują mieszkanie. No i mam dorosłość :p

Wiem, że zaciągnęłam dług, to muszę go spłacić. Chcę tylko, żeby nikt inny się o mnie nie martwił. Moi rodzice nie są biedni i spłaciliby mi to raz dwa. Oni doszli do wszystkiego sami i może chciałam (dalej chcę) im zaimponować, że sobie super radzę, a tak naprawdę pracowałam za mniej niż najniższa i ledwo wiązałam koniec z końcem, wynajmując samej mieszkanie w dużym mieście, studiując zaocznie, no i tak wpadła pierwsza pożyczka, potem druga… I nie prowadziłam wystawnego życia, po prostu chciałam jakoś żyć.

Może to głupota, może honor, strach, może jeszcze coś innego - sama muszę dać sobie z tym radę. 


------------------------------- dodano 8 minut później -------------------------------

 

 

mBank już będę się starała ogarniać na bieżąco, pojedyncza rata to 1300,00 + ten odnawialny muszę załatwić i to będzie pewnik miesięczny wraz z czynszem. Reszta w takim razie od najmniejszej, do największej, no i ratalne też opłacać co miesiąc. PayPo muszę tylko jeszcze doczytać czy będzie jakaś szansa dogadania się na płatności w częściach i może jakoś to jednak będzie… :) Dzięki serdeczne za odpowiedzi, jest to dla mnie niezwykle cenne.

 

 

To tak nie dziala. Wiekszy szacunek okazesz bliskim jak powiesz im prawdę. Teraz oszukujesz ich i sama siebie. Wiem coś o tym…

 

ciężko jest samemu wyjść z takiego długu bo glowa „nie dziala”

Opublikowano
40 minut temu, Gnoll napisał(a):

To tak nie dziala. Wiekszy szacunek okazesz bliskim jak powiesz im prawdę. Teraz oszukujesz ich i sama siebie. Wiem coś o tym…

 

ciężko jest samemu wyjść z takiego długu bo glowa „nie dziala”

Ich owszem, podejrzewam, że będzie jeszcze sporo sytuacji, że będę musiała im kłamać w żywe oczy. Ale wolę, żeby oni spali spokojniej, niż ja.
Siebie już nie oszukuję, jestem bankrutem. Mam poważne kłopoty, to już nie jedna chwilówka na 500,00, którą „zaraz na pewno spłacę”. Muszę się z tym uporać i już.

Opublikowano
2 godziny temu, cisza napisał(a):

Ich owszem, podejrzewam, że będzie jeszcze sporo sytuacji, że będę musiała im kłamać w żywe oczy. Ale wolę, żeby oni spali spokojniej, niż ja.
Siebie już nie oszukuję, jestem bankrutem. Mam poważne kłopoty, to już nie jedna chwilówka na 500,00, którą „zaraz na pewno spłacę”. Muszę się z tym uporać i już.

Rodzice to jedno, jestem w stanie zrozumieć, że nie chcesz ich "zawieść" albo obciążać swoimi problemami – choć myślę, że kochający i wspierający rodzice zrozumieliby sytuację, nawet jeśli zajęłoby im to chwilę. Ale co z partnerem, z którym w dodatku mieszkasz (jak rozumiem, w należącym do Ciebie mieszkaniu)? On nie dokłada się do opłat? Skąd to zadłużenie w czynszu?

 

A już pomijając kwestię czysto finansowego wsparcia, to chyba lepiej schować dumę do kieszeni i wyjaśnić sytuację, zanim te Twoje nadgodziny i "lekcje angielskiego" zaczną mu podsuwać do głowy jakieś inne dziwne wizje i podejrzenia ?

Opublikowano
2 godziny temu, cisza napisał(a):

Ich owszem, podejrzewam, że będzie jeszcze sporo sytuacji, że będę musiała im kłamać w żywe oczy. Ale wolę, żeby oni spali spokojniej, niż ja.
Siebie już nie oszukuję, jestem bankrutem. Mam poważne kłopoty, to już nie jedna chwilówka na 500,00, którą „zaraz na pewno spłacę”. Muszę się z tym uporać i już.

Ja Ciebie rozumiem.Zrobie wszystko,żeby rodzice nie poznali skali mojego problemu.Co do męża ,partnera -kazdy ma inną sytuację i trzeba ją samemu umieć obiektywnie ocenić.Nie rozumiem nakłaniania do opowiedzenia o długu partnerowi.Z różnych powodów jesteśmy z partnerem nie koniecznie z miłości,czasem trzymają nas dzieci ,a może co gorsze brak innej alternatywy.Ja np chętnie odeszlabym od męża,bo od dawna nie ma partnerstwa ,ale kurcze przez te długi niestac mnie na wynajęcie mieszkania i samodzielne życie.

Opublikowano
3 godziny temu, Gnoll napisał(a):

To tak nie dziala. Wiekszy szacunek okazesz bliskim jak powiesz im prawdę. Teraz oszukujesz ich i sama siebie. Wiem coś o tym…

 

ciężko jest samemu wyjść z takiego długu bo glowa „nie dziala”

Daj znać jak Ci idzie. Niestety po moich doświadczeniach budowanie związku na kłamstwie jest egoistyczne. Gdybym miała powtórzyć to co się działo kilka miesięcy temu byłabym szczera z partnerem. Na pewno teraz nie byłabym z tym wszystkim sama. 

Opublikowano
Godzinę temu, Ig0r napisał(a):

Rodzice to jedno, jestem w stanie zrozumieć, że nie chcesz ich "zawieść" albo obciążać swoimi problemami – choć myślę, że kochający i wspierający rodzice zrozumieliby sytuację, nawet jeśli zajęłoby im to chwilę. Ale co z partnerem, z którym w dodatku mieszkasz (jak rozumiem, w należącym do Ciebie mieszkaniu)? On nie dokłada się do opłat? Skąd to zadłużenie w czynszu?

 

A już pomijając kwestię czysto finansowego wsparcia, to chyba lepiej schować dumę do kieszeni i wyjaśnić sytuację, zanim te Twoje nadgodziny i "lekcje angielskiego" zaczną mu podsuwać do głowy jakieś inne dziwne wizje i podejrzenia ?

To historia na osoby wątek, tutaj to dopiero byłoby Nad Niemnem. Nie będę się wdawać w miłosne szczegóły. Długi mam także przez niego, po prostu. Postanowiłam się wyprowadzić najpierw do wynajmowanego mieszkania, byliśmy już chwilę razem, więc zamieszkaliśmy tam razem. Stracił pracę, jakiś czas nie mógł znaleźć nowej, kilka dobrych miesięcy ja utrzymywałam naszą dwójkę w całości, plus opłacałam swoje studia. Nie jest on dużo starszy ode mnie, naprawdę młodo postanowiliśmy się wyprowadzić z domów rodzinnych tak na stałe i to był chyba błąd, ale mi zbyt odpowiadało mieszkanie w mieście i nie chciałam wracać do rodziców, on też. No i rodzice stwierdzili, że w taki razie nie będę płaciła komuś za wynajem, tylko chcą mi kupić. Ja głupia uniosłam się dumą (wtedy jeszcze jakoś to ogarniałam, miałam oszczędności i stałą pracę, było ok), że w takim razie niech dadzą na wkład i wezmę kredyt, ale taki, żeby rata była do ogarnięcia miesięcznie, wkład był spory, myślę, że tylko dlatego w ogóle ten kredyt dostałam. Już wtedy niechętnie na to patrzyli, bo oni nigdy w życiu nie mieli kredytu ani niczego na raty, zawsze wszystko na bieżąco, ale byłam twarda. No i potem jeszcze chwilę było spoko, on znalazł pracę, dokładał się, ale do tego czasu ja się ogołociłam ze wszystkiego. No i stąd te nieszczęsne chwilówki. Na studia, zakupy, życie. Potem znów stracił pracę, znalazł jakąś na tymczas i jak na razie nie dokłada się do niczego, bo zarabia mało, a wydaje kasę na paliwo na dojazd, też jakieś swoje raty ma, no i czasem coś ugotuje za swoje dla naszej dwójki. Może jakby wiedział, że jest u mnie jak jest, to by pomógł… a może by wyśmiał i jeszcze „gnębił” z tego powodu, już trochę go znam. Jemu nie powiem, bo mu po prostu nie ufam. Tego związku i tak już chyba nie ma, ale jakieś miłosne rozterki mnie teraz najmniej obchodzą, co jakiś czas kupi coś do domu, a o czynsz na razie nie mam siły go prosić, bo powie, że nie ma, nie także tak sobie żyjemy xD


------------------------------- dodano 9 minut później -------------------------------

1 godzinę temu, Millka napisał(a):

Ja Ciebie rozumiem.Zrobie wszystko,żeby rodzice nie poznali skali mojego problemu.Co do męża ,partnera -kazdy ma inną sytuację i trzeba ją samemu umieć obiektywnie ocenić.Nie rozumiem nakłaniania do opowiedzenia o długu partnerowi.Z różnych powodów jesteśmy z partnerem nie koniecznie z miłości,czasem trzymają nas dzieci ,a może co gorsze brak innej alternatywy.Ja np chętnie odeszlabym od męża,bo od dawna nie ma partnerstwa ,ale kurcze przez te długi niestac mnie na wynajęcie mieszkania i samodzielne życie.

I ja Ciebie też rozumiem. Ja jestem z nim tylko z przyzwyczajenia, no i dlatego, że jak jest dobrze, to super chłopak. Ale jak jest źle, to robi mi ogromne przykrości. Prawdziwa sinusoida, może jak będę miała czas na przemyślenia w tym temacie, to tę sprawę także ogarnę. Na razie mam większe problemy na głowie. Tobie też życzę, żebyś to przemyślała, wyszła na prostą i odeszła. Dasz radę, kto jak nie my? Nie z takiego gówna ludzie wychodzili, powoli wszystko będzie się układało, tylko napisz na kartce swój plan. Ja jestem już w trakcie :)

Opublikowano
14 minut temu, cisza napisał(a):

To historia na osoby wątek, tutaj to dopiero byłoby Nad Niemnem. Nie będę się wdawać w miłosne szczegóły. Długi mam także przez niego, po prostu. Postanowiłam się wyprowadzić najpierw do wynajmowanego mieszkania, byliśmy już chwilę razem, więc zamieszkaliśmy tam razem. Stracił pracę, jakiś czas nie mógł znaleźć nowej, kilka dobrych miesięcy ja utrzymywałam naszą dwójkę w całości, plus opłacałam swoje studia. Nie jest on dużo starszy ode mnie, naprawdę młodo postanowiliśmy się wyprowadzić z domów rodzinnych tak na stałe i to był chyba błąd, ale mi zbyt odpowiadało mieszkanie w mieście i nie chciałam wracać do rodziców, on też. No i rodzice stwierdzili, że w taki razie nie będę płaciła komuś za wynajem, tylko chcą mi kupić. Ja głupia uniosłam się dumą (wtedy jeszcze jakoś to ogarniałam, miałam oszczędności i stałą pracę, było ok), że w takim razie niech dadzą na wkład i wezmę kredyt, ale taki, żeby rata była do ogarnięcia miesięcznie, wkład był spory, myślę, że tylko dlatego w ogóle ten kredyt dostałam. Już wtedy niechętnie na to patrzyli, bo oni nigdy w życiu nie mieli kredytu ani niczego na raty, zawsze wszystko na bieżąco, ale byłam twarda. No i potem jeszcze chwilę było spoko, on znalazł pracę, dokładał się, ale do tego czasu ja się ogołociłam ze wszystkiego. No i stąd te nieszczęsne chwilówki. Na studia, zakupy, życie. Potem znów stracił pracę, znalazł jakąś na tymczas i jak na razie nie dokłada się do niczego, bo zarabia mało, a wydaje kasę na paliwo na dojazd, też jakieś swoje raty ma, no i czasem coś ugotuje za swoje dla naszej dwójki. Może jakby wiedział, że jest u mnie jak jest, to by pomógł… a może by wyśmiał i jeszcze „gnębił” z tego powodu, już trochę go znam. Jemu nie powiem, bo mu po prostu nie ufam. Tego związku i tak już chyba nie ma, ale jakieś miłosne rozterki mnie teraz najmniej obchodzą, co jakiś czas kupi coś do domu, a o czynsz na razie nie mam siły go prosić, bo powie, że nie ma, nie także tak sobie żyjemy xD


------------------------------- dodano 9 minut później -------------------------------

 

 

I ja Ciebie też rozumiem. Ja jestem z nim tylko z przyzwyczajenia, no i dlatego, że jak jest dobrze, to super chłopak. Ale jak jest źle, to robi mi ogromne przykrości. Prawdziwa sinusoida, może jak będę miała czas na przemyślenia w tym temacie, to tę sprawę także ogarnę. Na razie mam większe problemy na głowie. Tobie też życzę, żebyś to przemyślała, wyszła na prostą i odeszła. Dasz radę, kto jak nie my? Nie z takiego gówna ludzie wychodzili, powoli wszystko będzie się układało, tylko napisz na kartce swój plan. Ja jestem już w trakcie :)

 

 

To jest dylemat,który towarzyszy mi od jakiegoś czasu:tkwić w związku ,ale spłacać długi,czy rozwód i upadłość ...

Opublikowano
1 godzinę temu, gwiezdnypyl napisał(a):

Daj znać jak Ci idzie. Niestety po moich doświadczeniach budowanie związku na kłamstwie jest egoistyczne. Gdybym miała powtórzyć to co się działo kilka miesięcy temu byłabym szczera z partnerem. Na pewno teraz nie byłabym z tym wszystkim sama. 

Czasem czuję się z tym okropnie, w sensie, że nie poświęcam się rodzinie, znajomym, czy nawet jemu, w 100% jak mamy wspólny czas, tylko bujam w obłokach myśląc jak ogarnąć tę sprawę, tę sprawę czy tę. Kłamstwa też już męczą. Ale robię to po to, żeby oszczędzić im wszystkim jakichś nieprzespanych nocy, myślenia, martwienia się. Tak to próbuję sobie tłumaczyć. Choć jestem pewna, że już nikt nigdy nie będzie miał gorszego zdania o mnie, niż ja sama :)


------------------------------- dodano 10 minut później -------------------------------

3 minuty temu, Millka napisał(a):

To jest dylemat,który towarzyszy mi od jakiegoś czasu:tkwić w związku ,ale spłacać długi,czy rozwód i upadłość ...

Upadłość to już chyba „ostateczna ostateczność” do poważnej konsultacji z prawnikiem albo doświadczonym syndykiem. Ciężko tutaj cokolwiek doradzić, ale jeżeli nie doskwiera Ci to życie u boku niego jakoś bardzo, to chyba wyszłabym na prostą i dopiero odeszła. Ale jeżeli cokolwiek złego Ci robi, czujesz się przy nim źle, psychicznie obciąża Cię ta relacja… Zdrowie masz jedno, pamiętaj, kasę jakoś zdobędziesz, prędzej czy później, zdrowie tracisz bezpowrotnie. Ale musisz się bardzo poważnie zastanowić nad upadłością, jej konsekwencje także potrafią doskwierać. Może uda Ci się w inny sposób? Wynajem pokoju na jakiś czas, zamiast mieszkania, jakieś ośrodki pomocy, zapomogi, zasiłki, mieszkanie socjalne/komunalne na wynajem? Sprawdzałaś takie bardzo awaryjne opcje?

Opublikowano

Przeczytałam temat od deski do deski i aż się zastanawiałam w pewnych momentach, czy to przypadkiem nie ja pisałam. ?

Opublikowano
6 godzin temu, cisza napisał(a):

Ich owszem, podejrzewam, że będzie jeszcze sporo sytuacji, że będę musiała im kłamać w żywe oczy. Ale wolę, żeby oni spali spokojniej, niż ja.
Siebie już nie oszukuję, jestem bankrutem. Mam poważne kłopoty, to już nie jedna chwilówka na 500,00, którą „zaraz na pewno spłacę”. Muszę się z tym uporać i już.

Prędzej lub później ten balon w końcu pęknie.

 

Im bardziej nadmuchany, z tym większym hukiem. Czasami lepiej się wycofać wcześniej i przyznać niż iść do ściany.

 

Opublikowano
9 godzin temu, krystek9994 napisał(a):

Przeczytałam temat od deski do deski i aż się zastanawiałam w pewnych momentach, czy to przypadkiem nie ja pisałam. ?

Jestem z Tobą. Wiem co czujesz i wiem co przechodzisz. Ale w sumie chyba nie będziemy się nad sobą użalać, co nie? Musimy znaleźć siłę na działanie i jazda do przodu. Podobnych historii do naszych jest mnóstwo i kończą się one różnie, tylko od nas zależy czy się weźmiemy w garść, czy jednak odpuścimy i się poddamy. Ja mam jeszcze, prawdopodobnie, sporo lat życia przed sobą. Nie odpuszczę, chcę w końcu zaznać spokoju. Finansowego swoją drogą. Po prostu chciałabym -ciszy- i spokoju w życiu. Tobie też tego życzę, bardzo…


------------------------------- dodano 17 minut później -------------------------------

8 godzin temu, jacolo87 napisał(a):

Prędzej lub później ten balon w końcu pęknie.

 

Im bardziej nadmuchany, z tym większym hukiem. Czasami lepiej się wycofać wcześniej i przyznać niż iść do ściany.

 

Gdybym miała inny charakter, to pewnie już na samym początku dałabym znać komukolwiek, że jest coś nie tak. Ja jednak nie umiem, nie wiem jak to zrobić. Mogę policzyć na palcach jednej ręki sytuacje w ciągu całego życia, kiedy poprosiłam o jakąkolwiek pomoc, wnosiłam już nie raz ciężkie rzeczy do mieszkania (na ogromne szczęście mieszkam na wysokim parterze, więc nie tak wysoko xD), jak czegoś nie umiem zrobić, to się tego uczę, żeby tylko nie musieć prosić o pomoc, albo żeby ktoś nie robił tego przypadkiem za mnie. To brzmi jak jakaś choroba, ale mi jest z tym dobrze, że jestem „samowystarczalna”. W kwestii finansowej poprowadziło mnie to w złą stronę, to prawda, ale to akurat składowa wielu czynników, nie tylko mojej „niezależności”, także naiwności i empatii, może trochę skłonności do ryzyka. A dzięki mojemu doświadczeniu wiem, że z tym problemem także sobie poradzę :) Uprzedzę pytania - partnerowi odpowiada to, że jestem taka samodzielna i nie garnie się do pomocy, stąd nie widzę sensu informowania go o moich sprawach tego typu, nie wiem jak zareaguje, nie chcę niepotrzebnych scysji jeszcze na tym polu. Moja głowa jest już wystarczająco zapchana problemami. Umiesz liczyć - licz na siebie :) 

Opublikowano

Ja wolałem 11 lat temu drzwiami pie.. I więcej się tam nie pojawiać. A że mieszkanie na kredyt a h tam, niech ma na cmentarzu się nie przyda. Wolałem od zera że 70k dlugow u rodziców jak żyć w takim shicie. 

Opublikowano
1 godzinę temu, Mariusz43 napisał(a):

Ja wolałem 11 lat temu drzwiami pie.. I więcej się tam nie pojawiać. A że mieszkanie na kredyt a h tam, niech ma na cmentarzu się nie przyda. Wolałem od zera że 70k dlugow u rodziców jak żyć w takim shicie. 

Mam nadzieję, że teraz jest już dobrze!

Opublikowano

Tak, wiele lat walczyłem bo najpierw z długami zostałem potem długi na mieszkanie by mieć ale warto nie być śmieciem w domu

Opublikowano (edytowane)

Życzę dużo siły i co najważniejsze powiedz bliskim o tym, jaka będzie reakcja? Nie mam pojęcia, bo to zależy od charakteru, relacji itd. U mnie było identycznie. Narzeczona, miesiąc do ślubu, moja choroba , śmierć ojca i wielkie długi.  Pewnego dnia nie wytrzymałem, czulem ze może to się skończyć wszystko tragicznie. Powiedziałem mamie ( mam z nią dobre relacje) była w szoku, ale pomoc mi ani psychicznie, tym bardziej finansowo nie mogla) No i powiedziałem mojej przyszłej żonie z którą byłem 11 lat, często finansowo to ja jej pomagałem i co? Zostałem sam jak palec. Z długami, załamana mamą po śmierci Taty i moja przewlekłą chorobą.  Wszedłem na forum, jak dziecko we mgle. Pomału czytałem pytałem się. Pan Łukasz pomógł mi w paru sprawach sądowych i co? Zacząłem dosłownie zapi%&%ac na 3 etaty, minęło 7 lat. Zero długów,  było tego prawie 300k. Przez te 7 lat dosłownej biedy nauczyłem się mega oszczędzać,  w sumie innego wyjścia nie miałem....teraz kiedy długów nie ma, nie wiem co z pieniędzmi robić,  poważnie, nawyk nadal pozostał, nawyk oszczędzania.  Życzę Ci dużo siły , bo potrzeba jej dużo, nie poddawaj się, ja dałem radę to i Ty dasz. 

 

 

Edytowane przez rag83
Opublikowano
W dniu 19.07.2024 o 09:53, cisza napisał(a):

Jestem z Tobą. Wiem co czujesz i wiem co przechodzisz. Ale w sumie chyba nie będziemy się nad sobą użalać, co nie? Musimy znaleźć siłę na działanie i jazda do przodu. Podobnych historii do naszych jest mnóstwo i kończą się one różnie, tylko od nas zależy czy się weźmiemy w garść, czy jednak odpuścimy i się poddamy. Ja mam jeszcze, prawdopodobnie, sporo lat życia przed sobą. Nie odpuszczę, chcę w końcu zaznać spokoju. Finansowego swoją drogą. Po prostu chciałabym -ciszy- i spokoju w życiu. Tobie też tego życzę, bardzo…


------------------------------- dodano 17 minut później -------------------------------

 

 

Gdybym miała inny charakter, to pewnie już na samym początku dałabym znać komukolwiek, że jest coś nie tak. Ja jednak nie umiem, nie wiem jak to zrobić. Mogę policzyć na palcach jednej ręki sytuacje w ciągu całego życia, kiedy poprosiłam o jakąkolwiek pomoc, wnosiłam już nie raz ciężkie rzeczy do mieszkania (na ogromne szczęście mieszkam na wysokim parterze, więc nie tak wysoko xD), jak czegoś nie umiem zrobić, to się tego uczę, żeby tylko nie musieć prosić o pomoc, albo żeby ktoś nie robił tego przypadkiem za mnie. To brzmi jak jakaś choroba, ale mi jest z tym dobrze, że jestem „samowystarczalna”. W kwestii finansowej poprowadziło mnie to w złą stronę, to prawda, ale to akurat składowa wielu czynników, nie tylko mojej „niezależności”, także naiwności i empatii, może trochę skłonności do ryzyka. A dzięki mojemu doświadczeniu wiem, że z tym problemem także sobie poradzę :) Uprzedzę pytania - partnerowi odpowiada to, że jestem taka samodzielna i nie garnie się do pomocy, stąd nie widzę sensu informowania go o moich sprawach tego typu, nie wiem jak zareaguje, nie chcę niepotrzebnych scysji jeszcze na tym polu. Moja głowa jest już wystarczająco zapchana problemami. Umiesz liczyć - licz na siebie :) 

 

 

Oczywiście każdy ma swoje podejście do tematu i swoją historię... Ja zasadą liczenia tylko na siebie ciągnąłem życie 8 lat... Skończyło się to głęboka depresją i załamaniem nerwowym gdy w końcu pękłem że samemu nie jestem w stanie sobie poradzić... Być może gdybym trafił na to forum wcześniej wszystko potoczyło by się inaczej więc myślę że już tu masz fajną przewagę, że możesz i masz kogo się poradzić albo napisać co w głowie siedzi... Mówienie bliskim to oczywiście nie przymus, a z pewnością jest to bardzo trudne. Mój wcześniejszy wpis miał jedynie na celu zwrócić Ci uwagę na to, że walka z zadłużeniem a dodatkowo ukrywanie tego będą kosztować Cię bardzo dużo sił i zdrowia... Natomiast na ile tych sił masz i jaką ścieżka podążysz to już oczywiście wyłącznie Twoja decyzja. A jaka by ona nie była, życzę powodzenia i wytrwałości ☺️

Opublikowano
5 godzin temu, rag83 napisał(a):

Życzę dużo siły i co najważniejsze powiedz bliskim o tym, jaka będzie reakcja? Nie mam pojęcia, bo to zależy od charakteru, relacji itd. U mnie było identycznie. Narzeczona, miesiąc do ślubu, moja choroba , śmierć ojca i wielkie długi.  Pewnego dnia nie wytrzymałem, czulem ze może to się skończyć wszystko tragicznie. Powiedziałem mamie ( mam z nią dobre relacje) była w szoku, ale pomoc mi ani psychicznie, tym bardziej finansowo nie mogla) No i powiedziałem mojej przyszłej żonie z którą byłem 11 lat, często finansowo to ja jej pomagałem i co? Zostałem sam jak palec. Z długami, załamana mamą po śmierci Taty i moja przewlekłą chorobą.  Wszedłem na forum, jak dziecko we mgle. Pomału czytałem pytałem się. Pan Łukasz pomógł mi w paru sprawach sądowych i co? Zacząłem dosłownie zapi%&%ac na 3 etaty, minęło 7 lat. Zero długów,  było tego prawie 300k. Przez te 7 lat dosłownej biedy nauczyłem się mega oszczędzać,  w sumie innego wyjścia nie miałem....teraz kiedy długów nie ma, nie wiem co z pieniędzmi robić,  poważnie, nawyk nadal pozostał, nawyk oszczędzania.  Życzę Ci dużo siły , bo potrzeba jej dużo, nie poddawaj się, ja dałem radę to i Ty dasz. 

 

 

Współczuję, ja pewnie tylko po części wiem, co czułeś. U mnie chyba nie ma aż takiej tragedii… Ja nawet nie boję się samotności w tym wszystkim i tak od zawsze byłam sama. Rodzice zawsze tylko pracowali, kochają mnie mocno a ja ich, ale nigdy ich nie było. Brat też idzie swoją ścieżką, wspieramy się i kochamy, ale jest młodszy ode mnie, więc nie chcę go obarczać żadnymi problemami. Przyjaciele mają sporo swoich zmartwień, partner jest jaki jest. Jakoś tak od 25 lat jestem sama sobie dla siebie, niby otoczona wiankiem ludzi, mam wszystko, a nie mam nic. Może to też trochę mojej winy, że zamykam się w sobie, ale nie umiem inaczej. Jak liczyłam, muszę spłacić wszystkie pozabankowe krótkoterminowe, czyli 20tys. Reszta, czyli raty i ten odnawialny, jest do ogarnięcia. Te wszystkie słowa tutaj naprawdę dały mi ogrom siły. Wiem, że dam radę :)
Bardzo się cieszę, że Tobie się udało, musisz być z siebie bardzo dumny! Wyjść z takich problemów to jest naprawdę wyczyn, wszystkie fizyczne i psychiczne koszta tego przedsięwzięcia wliczyłabym do życiowego doświadczenia i zaczęła po prostu żyć pełnią życia. Mam nadzieję, że wszystko u Ciebie dobrze. :) 

Opublikowano
4 godziny temu, Lukasz8539 napisał(a):

Oczywiście każdy ma swoje podejście do tematu i swoją historię... Ja zasadą liczenia tylko na siebie ciągnąłem życie 8 lat... Skończyło się to głęboka depresją i załamaniem nerwowym gdy w końcu pękłem że samemu nie jestem w stanie sobie poradzić... Być może gdybym trafił na to forum wcześniej wszystko potoczyło by się inaczej więc myślę że już tu masz fajną przewagę, że możesz i masz kogo się poradzić albo napisać co w głowie siedzi... Mówienie bliskim to oczywiście nie przymus, a z pewnością jest to bardzo trudne. Mój wcześniejszy wpis miał jedynie na celu zwrócić Ci uwagę na to, że walka z zadłużeniem a dodatkowo ukrywanie tego będą kosztować Cię bardzo dużo sił i zdrowia... Natomiast na ile tych sił masz i jaką ścieżka podążysz to już oczywiście wyłącznie Twoja decyzja. A jaka by ona nie była, życzę powodzenia i wytrwałości ☺️

Depresja to straszna choroba, liczę na to, że jesteś pod opieką, minimum psychologiczną. Bardzo dobrze, że zorientowałeś się w porę… I mam nadzieję, że dajesz sobie pomóc.

Zdaję sobie sprawę, że to będzie także dla mnie obciążenie, widzę po sobie, że coraz częściej mam chwile załamania, tak właśnie trafiłam tutaj, najpierw się tylko przyglądałam, aż w końcu stwierdziłam, że muszę się za to wziąć, że to już poszło za daleko. Łatwiej mi jednak korespondować z ludźmi, których nie znam. No i też macie takie same doświadczenia, rozumiecie mnie. Moje otoczenie jest kompletnie z innego świata, nie będą rozumieć moich działań. A jak jeszcze mają dojść jakieś wyrzuty czy kłótnie, to wolę sobie tego oszczędzić. Na razie funkcjonuję normalnie i mam siłę do uporania się z problemami, więc chyba jest ok. Bardzo Ci dziękuję za te słowa, każde biorę sobie do siebie i analizuję, także być może właśnie Twoje przeważy na szali podzielenia się z tym z rodziną. Nie wiem, boję się, nie chcę, ale jeżeli będę już przyciśnięta do ściany, to kto wie, co zrobię.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.

  • Weryfikacja tożsamości gościa
    Potwierdzenie e-mail

    Wyślemy jednorazowy link potwierdzający. Po zatwierdzeniu wróć do tego formularza.

    Potwierdzenie SMS

    Wyślij kod SMS na podany wyżej numer, następnie wpisz go i potwierdź.

    Przed publikacją musisz potwierdzić oba kanały.

Nowe wątki

Pomocne w oddłużaniu

Reklama
Portal Dłużnika. Długi? Pozew? Windykacja? Sprawdź, jak możemy Ci pomóc.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.