Skocz do zawartości

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Cześć forum.

 

Mam problem z hazardem. W przeciągu kilku lat narobiłem długu - tak jak w tytule jest to 200 000zl na ten dzień.

Wszystkie kredyty mam w banku. Jakimś cudem nie doszedłem do parabanków i chwilówek. Raty spłacam regularnie, niestety są duże, w chwili obecnej zabierają mi więcej niż połowę moich dochodów. Nigdy nie miałem opóźnień. Na spłaty (w tym są raty + odrobina na nadpłaty) miesięcznie mogę przeznaczyć 8000zl jeśli nie ma jakiś niestandardowych wydatków typu awarie, ubezpieczenie samochodu itp.

Przeczytalem już poradnik po kilka razy. Na forum zaglądam już od jakiegoś czasu. Dobra osoba, która tu kiedyś też znalazła pomoc, poleciła mi tutaj czytać. Ale nie chciała abym się dzielił kto to.

 

Od kilku lat ten hazard to była na początku zabawa, potem oczywiście próba odegrania się. Dołek dość powoli się pogłębiał. Przyszedł moment, że chciałem już się mocno z tego wyrwać, wziąć w garść i przestać. I przez pół roku ponad udawało mi się, ale gdzieś na początku tego roku sytuacja znów zaczęła się mocno wymykać spod kontroli.

Od 3 miesięcy już nie miałem z tym kontaktu. Zablokowałem i wypłaciłem wszystko co miałem i co się dało. Zacząłem chodzić na spotkania z pomocą i cały czas na nie uczęszczam. Dopiero teraz nabrałem odwagi i jakoś w głowie coś mi się porządkuje, że jestem w stanie o tym pisać. Nadal mój stan psychiczny jest fatalny. Spotkania dużo dają i nie ciągnie mnie obecnie do gry, ale przede wszystkim cały czas mam wyrzuty sumienia, czuję się fatalnie z tym a wiem ze przede mną długa droga. Kilka innych wątków już czytałem. Nie mam problemów z chwilówkami, zaległościami, sądem i wyndykacją. To chyba nie jestem, w tak możliwie trudnej sytuacji, ale chyba teraz niewiele mnie to pociesza. Trochę sam nie wiem, czego oczekiwałbym pisząc tutaj. Chyba postaram się monitorować swoją sytuację i postęp w oddłużaniu. Szacowanym tempem będzie to pewnie z dobre 2-3 lata. Trudno mi to sobie w ogóle teraz wyobrazić.

Opublikowano

Cześć,

Jeśli stać Cię normalnie płacić raty w bankach to po prostu je płać i tyle. Nie musisz się zażynać żeby spłacić jak najszybciej. W Twoim przypadku najważniejsze jest zdrowienie bo to przez hazard wpadłeś w obecną sytuację. Chodź na mitingi AH a jeśli będziesz czuł, że to za mało to idź na terapię zamkniętą lub otwartą. Pamiętaj, że hazard jest zwodniczy i nie odpuszczaj sobie ani przez chwilę. Jeśli możesz to porozmawiaj też z rodzicami i rodzeństwem żeby mogli Cię wspierać i też pilnować.

 

Pozdrowienia i powodzenia!

Opublikowano

Dzięki @kaef1987 za wpis. Mitingi obowiązkowo. raz mi się już wydawało, że sam sobie z tym poradzę i niestety mam drogą nauczkę. Najbliżsi już wiedzą i tu na szczęście mam zrozumienie.

 

To co teraz dla mnie najgorsze to ogólnie zły stan psychiczny, który już się dość długo utrzymuje. Nie mam paniki czy depresji, ale po prostu brak jakiegoś sensu i radości w życiu. Niestety te szkody tu mam wrażenie w mojej głowie są bardzo poważne. Ja mocno się emocjonowałem gdy grałem. Bardzo kiepsko potem było gdy przegrywałem i unikalem wszystkiego i wszystkich. Oczywiście haj i euforia jak na szczycie Himalajów gdy wygrywałem. Wtedy super samopoczucie, wydawanie kasy bo to wygrana i tak łatwo przyszło. Ze skrajności w skrajność. Teraz ciężko pracuję nad tym aby psychicznie to jakoś ustabilizować, ale nie jest łatwo.

 

Na tą chwilę staram się skupić na pracy i czekam po prostu na kolejny miesiąc, aby zobaczyć że trochę długu ubyło. Postawiłem sobie za cel powoli, w miarę możliwości nadpłacać, aby widzieć że raty co miesiąc będą powoli coraz mniejsze. Będzie to jakaś miara postępu. Nic lepszego chwilowo nie wymyśliłem. No i bardzo obawiam się, aby znów nie wrócić. Ale ostatnie 3 miesiące chyba dają mi nadzieję, że jest możliwe trzymać się od tego z daleka.

Opublikowano

Dług jest spory, ale możliwości spłaty masz dobre, więc tylko wytrwałość jest Ci potrzebna. Ważne, że masz wsparcie w rodzinie i oby to się nie zmieniło, bo niestety różnie z tym bywa. Co do fatalnego samopoczucia zalecam wizytę u psychiatry, może warto skorzystać ze wspomagania lekami na jakiś czas. Nie jest to zawsze konieczne, ale niech Cię po prostu "obejrzy" fachowiec z tej zakresu. Jeśli będziesz regularnie spłacał raty i nadpłacał, to kiedy mniej więcej będziesz na czysto? 

Opublikowano

Dług jest spory niestety. A to też nie wszystko, bo przegranych pieniędzy jest jeszcze więcej, trwało to trochę i wtedy też to co zarabiałem w sporej części znikało w ten beznadziejny sposób. Tak optymistycznie licząc to wyjście zajmie odrobinę ponad 2 lata, ale realnie to pewnie wyjdzie dłużej. Aż teraz nie chcę myśleć o tym ile to czasu jeszcze przede mną. Liczę, że jak zacznie mi się poprawiać sytuacja, to będzie odrobinę lżej. Po pół roku powinienem jeden z kredytów zamknąć, który ma największą ratę. Za rok powinno być już dużo lżej.

 

Tak, najważniejsze to nie wrócić oraz wytrwałość. W drugiej kolejności właśnie chciałbym znów być czasem szczęśliwy, radosny i wolny od tego. Wydaje mi się, że jest to możliwe, ale na pewno jeszcze potrzebny jest czas. U psychologa byłem kilka razy, nie tylko z tym problemem. Jestem w kontakcie cały czas. Obecnie podobno nic dodatkego z leków nie potrzebuje. Nie mam "bardzo" złych myśli. Nie zdarzyło mi się aby myśleć kiedykolwiek o najgorszym, tak jak czasem czytam u niektórych osób, które doszły do samej ściany. Śpię w nocy i jem. Natomiast mam wrażenie, że cały czas teraz to jest taka bardzo pozioma linia na niskim poziomie jakichkolwiek emocji, motywacji i radości. Jakbym miał ciągłą delikatną apatię. Wstaję codziennie, idę do pracy i robię swoje. Z tym nie mam problemu. Ale np. ciężko aby ktoś mnie namówił na jakieś wspólne wyjście. Nie mam ochoty. Dobre jedzenie - jest mi to obojętne. Napić się - po co? Telewizja, książka - nudy. Prawie dzień w dzień, to wracam z pracy, robię sobie herbatę i czekam na wieczór i noc, aby iść spać i rano znów do pracy.

 

Aby tak na smutno nie kończyć posta - wrzesień będzie się kilka rzeczy u mnie działo w pracy, wiec czy chcę czy nie trochę bardziej będę musiał się zaangażować. Może szybciej przez to zleci.

Opublikowano
10 minut temu, interm napisał(a):

Dług jest spory niestety. A to też nie wszystko, bo przegranych pieniędzy jest jeszcze więcej, trwało to trochę i wtedy też to co zarabiałem w sporej części znikało w ten beznadziejny sposób. Tak optymistycznie licząc to wyjście zajmie odrobinę ponad 2 lata, ale realnie to pewnie wyjdzie dłużej. Aż teraz nie chcę myśleć o tym ile to czasu jeszcze przede mną. Liczę, że jak zacznie mi się poprawiać sytuacja, to będzie odrobinę lżej. Po pół roku powinienem jeden z kredytów zamknąć, który ma największą ratę. Za rok powinno być już dużo lżej.

 

Tak, najważniejsze to nie wrócić oraz wytrwałość. W drugiej kolejności właśnie chciałbym znów być czasem szczęśliwy, radosny i wolny od tego. Wydaje mi się, że jest to możliwe, ale na pewno jeszcze potrzebny jest czas. U psychologa byłem kilka razy, nie tylko z tym problemem. Jestem w kontakcie cały czas. Obecnie podobno nic dodatkego z leków nie potrzebuje. Nie mam "bardzo" złych myśli. Nie zdarzyło mi się aby myśleć kiedykolwiek o najgorszym, tak jak czasem czytam u niektórych osób, które doszły do samej ściany. Śpię w nocy i jem. Natomiast mam wrażenie, że cały czas teraz to jest taka bardzo pozioma linia na niskim poziomie jakichkolwiek emocji, motywacji i radości. Jakbym miał ciągłą delikatną apatię. Wstaję codziennie, idę do pracy i robię swoje. Z tym nie mam problemu. Ale np. ciężko aby ktoś mnie namówił na jakieś wspólne wyjście. Nie mam ochoty. Dobre jedzenie - jest mi to obojętne. Napić się - po co? Telewizja, książka - nudy. Prawie dzień w dzień, to wracam z pracy, robię sobie herbatę i czekam na wieczór i noc, aby iść spać i rano znów do pracy.

 

Aby tak na smutno nie kończyć posta - wrzesień będzie się kilka rzeczy u mnie działo w pracy, wiec czy chcę czy nie trochę bardziej będę musiał się zaangażować. Może szybciej przez to zleci.

Klasycznek hazardzisty, egzystujesz, bez większego sensu egzystencji z wyssaną całą radością z życia , jak Cię to pocieszy to radość się odzyskuje, już raz ta drogę przeszedłem. Jak odzyskasz radość i nastanie spokój to może jednak brakować tych silnych emocji, grunt to się na to nie złapać i znaleźć zdrowy zamiennik;) 

Poniekąd sytuacja nie jest zła , pomimo takiego długu 50÷ pensji na długi bralbym w ciemno ? Ja częściej używam karty z orlenu żeby nabyć jedzenie niż karty płatniczej ? 

Opublikowano
51 minut temu, interm napisał(a):

 Jakbym miał ciągłą delikatną apatię. Wstaję codziennie, idę do pracy i robię swoje. Z tym nie mam problemu. Ale np. ciężko aby ktoś mnie namówił na jakieś wspólne wyjście. Nie mam ochoty. Dobre jedzenie - jest mi to obojętne. Napić się - po co? Telewizja, książka - nudy. Prawie dzień w dzień, to wracam z pracy, robię sobie herbatę i czekam na wieczór i noc, aby iść spać i rano znów do pracy.

 

 

jeśli Twoja praca nie jest szczególnie wymagająca fizycznie, to włącz do planu dnia około godzinny spacer na świeżym powietrzu. Z czasem zamień go w bieg. Przekonasz się, że uwolnione endorfiny znakomicie zastąpią emocje, które daje przegrywanie prawdziwych pieniędzy w hazardzie. 

 

Sport obecnie nie jest czysty. To jest po prostu przekupny biznes.

Poczuj powiew wiatru na twarzy i wdychaj świeże powietrze do płuc. 

To jest znakomity zamiennik. 

 

Warto wiedzieć
Edukacyjne podsumowanie wygenerowane przez AI,
W sytuacji zadłużenia spowodowanego hazardem, kluczowe jest zidentyfikowanie przyczyny problemów finansowych oraz opracowanie realnego planu oddłużania, który uwzględni aktualne możliwości finansowe. Należy ustalić miesięczny budżet, dokładnie określić dochody i wydatki, a także monitorować je na bieżąco, aby odzyskać kontrolę nad finansami i unikać dalszego zadłużania się.

Ważnym elementem planu jest konsekwentne trzymanie się ustalonych limitów wydatków oraz przeznaczanie dostępnych środków na spłatę zobowiązań, w tym nadpłaty kredytów, co może pomóc w zmniejszeniu rat i skróceniu okresu zadłużenia. Warto także rozważyć rozmowy z bankami w celu negocjacji warunków spłaty, takich jak wydłużenie okresu kredytowania czy wakacje kredytowe, co może obniżyć miesięczne obciążenia.

Zrozumienie i nazwanie problemu hazardu jest niezbędne, aby przeciwdziałać jego skutkom i zapobiegać dalszemu pogłębianiu się zadłużenia. Opracowanie i realizacja planu oddłużania wymaga dyscypliny finansowej oraz świadomego zarządzania budżetem, co pozwala na stopniowe wychodzenie z długów i odzyskanie stabilności finansowej.

#hazard #zadłużenie #oddłużanie
Opublikowano

Jest nowy miesiąc. Powiedzmy, że pewien sukces i już 3 miesiąc mija jak nie gram. Jak więcej zacząłem czytać o uzależnieniach i osobach, które mają problem z np. alkoholem, to one często celebrują kolejny dzień, tydzień, miesiąc bez... Nie wiem. Jakoś to do mnie nie trafia. Na pewno cieszę się, że udaje mi się trzymać z daleka od hazardu. Nie chciałbym aby trafił się jakiś nawrot i wszyscy, którzy znają mój problem, mówią mi też jak ważne jest aby się pilnować. Zrobię wszystko co się da! Ale sam fakt, że mija mi 3 miesiąc abstynencji jakoś nie wnosi nic radości.

Nadal czuję się psychicznie kiepsko. Pewnie to trochę czasu potrwa. Nie wiem ile. Będę pisał i przekonamy się. Wrzesień u mnie będzie dość aktywnym miesiącem w pracy. Dużo się dzieje i dużo do zrobienia i może to dobrze, powiniem przez to miesiąc szybciej minąć i mniej będę myślał o innych rzeczach.

 

Dzięki @korzenny za radę w kwestii sportu. Tak. Zadziałałem w tym temacie i z firmy mogę dostać jakąś kartę sportową i od przyszłego miesiąca startuję z siłownią. Tzn. kiedyś już chodziłem, potem przestałem. Sport też w różnych momentach mojega życia pojawiał się rekreacyjnie i lubię, więc może to może być dobry pomysł, aby dołączył na stałe do mojego życia w tym trudnym okresie.

 

Powoli przyglądam się dokładniej moim finansom. Wcześniej jak grałem i przegrywałem, to bałem się patrzeć. Po prostu leciałem w przepaść bez trzymanki i ile było to wpłacałem i grałem jak w amoku. Przez ostatni okres od przywalenia w dno nie miałem ochoty i sił na tą katastrofę patrzeć, ale chyba powoli czas się z tym zmierzyć i zacząć rozsądnie działać. Zastanawiam się co mogę zrobić, aby lepiej się oddłużać. Chyba dla mnie obecnie główna możliwość to nadpłacanie ile się da i zmniejszanie rat. Mam kilka kredytów podobnego kalibru, ale mają różne oprocentowanie, więc chyba po prostu zacznę od nadpłacania tego z największym procentem. Niestety w obecnej sytuacji wysokich rat będzie to trochę trwało i tak jak szacunkowo liczę, to pierwszy z kredytów zamknę gdzieś w okolicy lutego. Rozważam też jakieś próby dodatkowego dochodu lub sprzedanie kilku rzeczy na aukcjach online. Może to dobry pomysł?

Opublikowano

Postaram się co tydzień pisać. Może czasem będzie częsciej, może rzadziej... ale popracuję nad tym aby było regularnie, tak też abym odnotowywał powoli postęp.

 

Niestety pierwszy tydzień września taki sobie, a tak naprawdę na weekend złapałem fatalne samopoczucie. Jeszcze w tygodniu to jakoś szło, w pracy dużo się działo i nawet miałem jakiś wspólny czas z dobrymi znajomymi. Tylko to taki dobry czas trochę bolesny jednak. Gdzieś w środku cały czas czuję kredytowy bagaż, a po powrocie do domu i jak zdałem sobie sprawę, że tak cieszyć się nie potrafię jak oni to chciało mi się płakać. Pewnie oni też mają swoje problemy, o których nie mówią. Każdy ma jakieś. Ale pocieszenie to żadne a ja chciałbym znaleźć sposób, aby trochę lżej się zrobiło. Całą sobotę w zasadzie bezmyślnie i bezdusznie tracę czas. Pewnie jutro niewiele więcej zrobię.

 

Przyjrzałem się nieco moim kredytom. Nie mam ubezpieczeń. Na jednym mogę chyba wziąć przerwę w spłatach raty. Zastanawiam się czy takie drobne manewry mogą mi coś pomóc. Obecnie trochę małe mam zabezpieczenie jeśli chodzi o finanse i bardzo dużą ratę. Więc trochę kombinuję czy nie wydłużyć też na jednym kredytów okresu spłaty, tak aby mieć lżejsze raty. Jak nie będzie potrzeby, to zaoszczędzone pieniądze zawsze mogę użyć do nadpłaty.

Opublikowano

Tydzień minął szybko. Dużo się działo w robocie i to chyba pomogło. Nie miałem nawet chwili myśleć o długach i problemach, dopiero teraz w weekend to trochę mocniej znów gryzie i zabiera ochotę do czegokolwiek. Na szczęście wrzesień do końca mam w biurze wypchany różnymi atrakcjami i chyba tylko pozostaje mi liczyć na to, że szybko zleci i październik coraz bliżej.

 

Do końca roku niestety raty dość spore będę miał i finansowo nie będę w komfortowej sytuacji. Próbując czytać różne dobre rady postanowiłem lepiej określiś swoje wydatki i przygotować coś w rodzaju miesięcznego budżetu. Jeszcze do końca nie wiem jaką to będzie miało formę, czy jakąś tabelkę zrobić na komputerze, czy zeszycik, ale wydaje się to dobry pomysł, ale lepiej trzymać sytuację pod kontrolą. Jak ktoś prowadzi taki budżet miesięczny dość skrupulatnie, komuś to pomogło, lub nie pomogło, to będę wdzięczny za wszelkie rady, sugestie i opinie.

Opublikowano
4 godziny temu, interm napisał(a):

 to będę wdzięczny za wszelkie rady, sugestie i opinie.

pytanie, czego oczekujesz od hazardu? Chcesz grać, czy chcesz wygrać. Jeśli chcesz wygrać, to ile chcesz wygrać? Ile chcesz wygrać, żeby przestać grać? a może nie ma takiej kwoty? może zawsze chcesz grać. Pewnie tak jest. I teraz o tym, czego nie powie Ci żaden specjalista od uzależnień. 

 

Ktoś napisał, żeby być z dala od wyzwalaczy (reklamy, bonusy) .. no nie wiem, takie sztuczne to, to jak chodzić z granatem w kieszeni. Nie zależę od siebie, tylko od zewnętrznych bodźców. 

 

a może objąć to rozumem i samemu wypracować system? Można, tylko trzeba być mega uczciwym sam ze sobą. 

Ja rozebrałem hazard i moje zachowanie na części pierwsze i wypracowałem bezpieczny dla mnie system. 

Co mi on daje? Wiem ile pieniędzy przegram w skali roku i wrzucam tę stratę do budżetu. Czyli zaczynam z możliwie najgorszego momentu (za każdym razem wszystko przegrałem) - i jeśli faktycznnie niczego nie ugram nie ma rozpaczy, bo tę stratę mam już policzoną. 

 

Przykłąd z życia - określam maksymalną stratę miwsięczną w hazardzie na np. 200 zł. Przegrywam przez 12 miesięcy, rocznie stracę 2400 zł. Dostanę zwrot z US i tak jestem na plus. Nie martwię się o "wyzwalacze" Z bonusów od buków świadomie nie korzystam, bo one tylko rozwalają mi filozofię, którą opatentowałem i oswoiłem. 

 

Druga sprawa - sama gra. Gram jeden mecz dziennie (częśto wcale nie gram, bo zapominam o hazardzie). Przeważnie ten jeden dobrze przemyślę i wygram. Jeśli obstawię w tym dniu kolejny, to już wiem, że stracę merytoruczną kontrolę i go przegeam, więć nie gram już drugiego. Stawiam na długodystansowość. Mam z tego fan. 

 

To wszystko polega na tym, żeby być wobec siebie max uczciwym i trzymać się założeń. Przegram te 200 zł np. 10-go dnia miesiąca to KONIEC!! Nie gram, aż do kolejnej wypłaty. 

 

Często żal mi ludzi, którzy dzielą się naprawdę fatalnymi historiami z życia. Też często wraca temat powrotów, z jeszcze większymi długami. Po co wracać? Lepiej mieć to przemyślane, wiedzieć na ile mogę sobie pozwolić. 

 

Jedno wiem na pewno, sport - szczególnie piłka nożna to uczciwa raczej nie jest. 

 

Nie zmienisz mafii, to ustaw się tak, żeby Cię nie okradła. 

 

 

 


------------------------------- dodano 12 minut później -------------------------------

4 godziny temu, interm napisał(a):

 będę wdzięczny za wszelkie rady, sugestie i opinie.

Excel - podstawa wszystkiego! Bardzo polecam. (albo inny arkusz kalkulacyjny) 

 

Jak doszedłem do budżętu idealnego..

 

Rozpisałem jeden miesiąc w szczegółach - absolutnie w szczegółach. 

 

Przykład (przykładowy) 

 

Jedzenie - 1500

Opłata mieszkania 1500

 

Telefon - 100

Internet - 100

TV kablowa - 100

 

Benzyna - 300

 

Inne wtdatki (wypisz wszystkie ważne)

 

karnet na sport - 100

 

. kwiatki na imieniny cioci - 60

 

hazard - max strata w miesiącu - 200 

 

 

U mnie to działa.

 

 

 

 


------------------------------- dodano 19 minut później -------------------------------

a potem po uwzględnieniu wszytkich świąt ruchomych stworzyłem dzieło idealne - budżet roczny !! (i nawet 2 lata do przodu)

 

święta ruchome, o których nie myślisz 4 miesiące przed to np.

 

Dzień kobiet, 

imieniny (urodziny) bliskich osób

przegląd i ubezpieczenie samochodów

komitet rodzicielski w szkole dzieci,

rocznica ślubu

przegląd psa u weterynarza

60-lecie pożycia małżeńskiego dziadków 

 

to wszystko trzezba przymyśleć i uwzględnić w budżecie. 

 

Jeżlei podejdziesz do tematu poważnie, to po 2 latach zapisków budżęt sam się utworzy. 

 

Opublikowano

@korzenny Wielkie dzięki za tak elegancką i szczegółową rozpiskę. Najbliższy tydzień wieczorami odpalam excela i szykuję możliwie szczegółową rozpiskę. A za tydzień dam znać jak poszło.

Opublikowano

pamietam jak pisalem pare lat temu ze nie rozumiem hazardu, to żyćko mi pokazało że zrozumiałem.

Opowiem Wam bo jestem w terapii od długów i hazardu - zaczęło sie neiwinnie od grania na giełdzie GPW, chciałem być po prostu zwiększyć majątek, inwestować.

Pooglądałem trochę YT i myślałem że to prosty sposób, może z pracy zrezygnować? Potem był NasdaQ wieczorami i Sydeny po 2 rano czysta szajba.

Na szczęście trwało to dobre pół roku i straciłem tylko parę tys. ok 4 tys (tez cos pykło). 

Opublikowano

Czas na nowy raport. Z lekkim opóźnieniem, ale dość zajęty był zeszły tydzień i weekend.

 Kilka rzeczy udało mi się załatwić w tym czasie. Wydłużyłem okres spłaty dwóch kredytów gotówkowych i w jednym zawiesiłem raty na 3 miesiące. Trochę poprawi mi to mój miesięczny budżet. Teraz bez problemu powinienem dotrwać do końca roku. Wtedy jeden z branych dawno temu kredytów powinien mi się skończyć i potem będzie już ciut lżej. Postaram się potem kolejno brać następne na celownik i szybciej spłatać, przy dobrym planowaniu powinny udawać się coraz częstsze nadpłaty.

 

Posiedziałem też nad excelem zgodnie z radami. Nie jest źle, tzn. większość miesięcy powinno mi się udać spłacać deklarowane w pierwszym poscie 8000zl. To jest na raty i nieco na nadpłaty. Natomiast za bardzo jeszcze nie wiem jak to zrobić, bo chyba powinienem mieć pewien bufor finansowy na wypadek jakiś nieoczekiwanych wydatków. Obecnie nie mam co budzi mój pewien niepokój. Chciałbym powoli też coś odłożyć każdego miesiąca w tym celu, a nie żyć od wypłaty do wypłaty i się zerując. Jeden plus jest tego, że jakby mi nagle odbiło, to nie mam za co grać, ale powoli powinienem myśleć bardziej długofalowo.

Wracając do excela, zrobiłem pewne szacowanie wszystkich moich standardowych miesięcznych kosztów a do tego teraz każde wydatki zapisuje i odpowiednią kategorię im nadaję: rachunki, jedzenie, samochód, przyjemności... Mam wrażenie, że przez ten czas jak to zacząłem robić, to nawet sprawia mi pewną przyjemność prowadzenie tego i staranie się, aby jakiś głupich wydatków nie robić. Zobaczymy ile to potrwa.

Hazard, tu ubecnie jest cicho i bezpiecznie. Powoli odliczam aby kolejny miesiąc zaliczyć do czystych, i będzie to pierwszy pełny jak tu na forum mam wątek. Przygnębiające myśli cały czas są, pewnie długo jeszcze będę. Ale na tą chwilę wiem, że najwazniejsze aby nie wrócić do grania.

@Mariusz43nie chcę zaglądać nawet w takie inne niebezpieczne rozrywki jak giełda. Mam kilku kolegów z pracy i z poprzedniej pracy co kiedyś mieli z tym skromne doświadczenia, i żaden z nich jakoś dobrze na tym nie wyszedł. W zasadzie podobne relacje słyszałem do tego co napisałeś. Ja myślę, że o tyle jestem na takie pokusy odporniejszy, bo na końcu u mnie w hazardzie to już był zupelny brak cierpliwości, i takie rzeczy jak np. mecze w ogóle mnie nie interesowały. To musiało być obstawienie tego lub tamtego pola, kręcimy i od razu ma być wynik czy wygrałem czy przegrałem. Jak bym musiał teraz ileś czekać to chyba zagotowałbym się. Z jednej strony może to dobrze teraz, bo mnie chroni i takie łagodniejsze rozciągnięte w czasie formy hazardu w ogóle mojej uwagi nie przyciągają, z drugiej to jednak oznaka silnej choroby. Ale leczę się i walczę z tym. Oby powoli małymi krokami do przodu!

Opublikowano

Też myślałem że hazard to nigdy jednak się myliłem, jestem na dziennej terapii bardzo pomaga.

Opublikowano

Kolejny tydzień, tym razem bardzo się dlużyło. Już mam dosyć tego miesiąca, nie mówiąc o długach. To dziwne bo niby życie normalne i tak jakbym chwilowo nie odczuwał tego konsekwencji, ale ciężar tego zadłużenia jest w środku niesamowity. Jak mantrę sobię powtarzam co @Mariusz43napisał w innym wątku, że długi to tylko cyferki, ale mój mózg co jakiś czas traci moc obronną tego zaklęcia i długi wiercą prosto w głąb do serca.

 

Jedyna pozytywna sprawa, zaraz następny miesiąc i zgodnie z planem biorę się za treningi. Mam nadzieję, że i odciągnie to uwagę i postęp w sportowej kwestii poprawi nastrój i fizyczną oraz psychiczną sytuację. Przyda się, bo jesień atakuje bezlitośnie, a mi obecnie niewiele potrzeba, żeby się dołować.

 

Próbowałem przez ostatnie 3 tygodnie coś sprzedać na stronach internetowych. Niestetym mam mało zadowalające wyniki. Sprzedałem ze dwie książki i coś jeszcze ze staroci i wpadły dwie stówki. Niby ok, ale sporo czasu na to poświęciłem i może to nie jest nawet problem, ale powoli tracę pomysły oraz brak przedmiotów, które mógłbym wystawić i coś poprawić budżet. Chyba nie tędy droga. Jak przez dwa lata bym tym tempem coś sprzedawał to nawet o miesiąc nie skrócę swoich długów, więc to chyba nie ma sensu. Zwłaszcza, że nie mam czego aż tyle sprzedawać. Chyba że ktoś z was ma pomysły skąd brać przedmioty, które potem można sprzedać?

 

Możliwe, że inna dodatkowa praca byłaby dla mnie dobra. Ale jak przetrwam z budżetem do końca roku to potem powinno być już lżej. A obecnie moja praca, leczenie i egzystowanie ogólnie tak mi daje w kość, że chyba jeszcze nie jestem gotów coś rozsądnie dodatkowo wziąć. Chyba potrzebuje nadal spokoju, wyciszania się, nic nierobienia i czekania, aż powoli długi zaczną się zmniejszać w nadzieji na lepsze jutro.

Opublikowano

Może to głupie, ale popytaj kobiet w rodzinie, czy nie mają niepotrzebnych ubrań do oddania - weź i sprzedaj. Ja tak robiłem z sukienkami mamy. Tak off topic, to wypisywałeś w ogóle dokładnie swoje zobowiązania finansowe? Możliwości spłaty masz dobre, szacowałeś ile Ci to może zająć?

Opublikowano

@UtraconeLata a jaki serwis polecasz do sprzedaży? Z ubraniami to ten problem, że kompletnie się nie znam. Dostęp też odrobinę ograniczony, w najbliższym otoczeniu zapas raczej szybko się wyczerpie. Chwilowo chyba ten pomysł zawieszę o ile nie znajdę jakiegoś dobrego "dostawcy" albo źródła.

Możliwości spłaty są dobre. Pewnie 2-3 lata. Wszystko mam w mbanku, więc nie rozpisuję tego jakoś dokładnie i na tą chwilę staram się za często nie zaglądać i nie płakać nad tym. Dokonałem kilku wakacji i wydłużeń rat i obecnie całościowo płacę co miesiąc 4800zl. Wcześniej było 6200zl. Zastanawiam się czy tutaj jeszcze nie jestem w stanie jakoś sytuacji poprawić, ale moje wyliczenia są takie, że jak nic nieoczekiwanego się nie wydarzy to do końca roku pierwszy najmniejszy kredyt spłacę i teraz na tym się skupiam. Będzie ciasny budżet i ograniczam niepotrzebne wydatki, ale nawet odkąd tego excela zaczynam trenować to mnie to lekko motywuje. Potem kolejny  kredyt ubiję prawdopodobnie w marcu. Wtedy już będzie dużo lżej i rata może będzie w okolicy 4000zl. Tu już pewna ulga i postęp na pewno będą odczuwalne. Dalej to już myślami na tą chwilę nie wybiegam.

Opublikowano

Ja sprzedawałem na Vinted i Olx, ale było to bardzo uciążliwe - to nie jest w ogóle broszka facetów :D Jeśli spłacasz wszystko terminowo i dobrze zarabiasz, to trzeba Ci tylko życzyć wytrwałości i niepwadnięcia ponownie w hazard, a dług z czasem będzie malał :)

 

Opublikowano

@UtraconeLatatak czuję, że te ubrania nie dla mnie. Na obecną chwilę odpuszczam ten temat. Mam nadzieję, że jakoś uda się dalsza droga bez tego.

 

Raport cotygodniowy znów z lekkim opóźnieniem. Ale za to same dobre wiadomości. Pierwszy raz chyba tak dobry nastrój mam i jakieś światełko gdzieś w tym głębokim tunelu próbuje się do mnie przebić.

Minął pierwszy pełny miesiąc tutaj dla mnie, oraz 4 miesiące od ostatniej gry! Postaram się co miesiąc tego nie celebrować, bo to w pewnym sensie nic wielkiego i tylko trzymanie się planu, ale zawsze czujnym na to muszę być.

Kolejny bardzo ważny punkt - wpadła mała premia. Nie jest to wielka kasa, ale akurat w sam raz aby ostatnie 3 miesiące tego roku bez obaw się przekulać. Z tym dodatkiem, w zasadzie nie muszę się martwić, że zabraknie mi do końca miesiąca/roku. Nawet na jakieś prezenty będzie. Naprawdę, nagle poczułem jakiś rodzaj ulgi, i że chociaż raz coś po myśli się ułożyło. Co za tym idzie, z kilkoma innymi znajomymi wybraliśmy się w weekend na małą celebrację. I to był kolejny istotny punkt mijającego tygodnia. Niestety w przeszłości, nie raz alkohol dodawał odwagi - a tak naprawdę głupoty, i potrafiły być noce, że przez to tylko jeszcze gorzej i boleśniej przegrywałem. Od 4 miesięcy teraz nic nie tknąłem alkoholu. Bardziej chyba po prostu nie miałem ochoty na nic, na to tym bardziej. Wiedziałem, że mi nie pomoże, nie przyniesie ulgi, nie poprawi nastroju. Możliwe, że trochę ryzykownie, ale tak się ucieszyłem z tej premii, że nie potrafiłem odmówić towarzystwu małego wyjścia na miasto. Chyba pierwszy raz z siebie byłem tak zadowoly, że się upiłem a po powrocie bez problemu powstrzymałem jakiekolwiek myśli i tym bardziej działania prowadzące do gry. Wcześniej wiedziałem, że kiedyś będę musiał się z tym zmierzyć i napić tak aby nie wrócić do gry. Tak naprawdę, mentalnie już od jakiegoś czasu próbowałem się do tego przygotować i wcale nie było tak źle. W ogóle nie miałem myśli by to zrobić po powrocie do domu. Grzecznie nalałem sobie jeszcze kubek wody, wypiłem trochę, umyłem, posiedziałem w nocy w fotelu, ochłonołem i poszedłem spać.

 

W tej kwestii na szczęście było dość łatwo dla mnie. Ale jednak alko wyzwolił na różnych etapach tej nocy dużo silnych emocji i stresów. W towarzystwie jeszcze jakoś się trzymałem. Nawet było miło, uśmiechałem się, żartowałem i trochę to tchnęło we mnie życia. Oraz pozytywniejszych emocji. A tych ostatnio bardzo brakowało u mnie. Trochę trudniej było jak już sam w nocy wracałem do siebie do domu i z tym wszystkim zostałem sam w głowie. To nie był łatwy rachunek sumie i monolog wewnętrzny. Przeplatały się momenty załamania i brak wizji, co dalej i kiedy to się skończy, oraz ile przez swoją głupotę straciłem, aby po chwili pojawiły się przypływy wiary, że to dobry początek, że już 4 miesiące za mną i jakoś to powoli do przodu będzie. Z każdym miesiącem coraz lepiej i tylko zacisnąć zęby, robić swoje i wyjdę kiedyś na zero. Jeszcze dwa lata, może trzy...kołowrotek takich myśli jeszcze trochę trwał. Rano obudziłem się na lekkim kacu, ale tak naprawdę z delikatnym pozytywnym uśmiechem. Ucieszyłem się jeszcze raz z premii i komfortu do końca roku jaki mi zapewni. Ucieszyłem się, że nie odpalilem głupio w nocy sam hazardu - to najwazniejsze. I przypomniałem sobie, że w towarzystwie nawet żartowałem i było całkiem fajnie. Może to jeszcze powtórzę za jakiś czas, już nie w tym miesiącu, ale gdzieś w listopadzie? Czemu nie...

 

To było ostre ale dobre wejście w ten miesiąc. Czas iść za ciosem. Jutro piersza wizyta na siłowni!

 

Opublikowano
14 godzin temu, interm napisał(a):

@UtraconeLatatak czuję, że te ubrania nie dla mnie. Na obecną chwilę odpuszczam ten temat. Mam nadzieję, że jakoś uda się dalsza droga bez tego.

 

Raport cotygodniowy znów z lekkim opóźnieniem. Ale za to same dobre wiadomości. Pierwszy raz chyba tak dobry nastrój mam i jakieś światełko gdzieś w tym głębokim tunelu próbuje się do mnie przebić.

Minął pierwszy pełny miesiąc tutaj dla mnie, oraz 4 miesiące od ostatniej gry! Postaram się co miesiąc tego nie celebrować, bo to w pewnym sensie nic wielkiego i tylko trzymanie się planu, ale zawsze czujnym na to muszę być.

Kolejny bardzo ważny punkt - wpadła mała premia. Nie jest to wielka kasa, ale akurat w sam raz aby ostatnie 3 miesiące tego roku bez obaw się przekulać. Z tym dodatkiem, w zasadzie nie muszę się martwić, że zabraknie mi do końca miesiąca/roku. Nawet na jakieś prezenty będzie. Naprawdę, nagle poczułem jakiś rodzaj ulgi, i że chociaż raz coś po myśli się ułożyło. Co za tym idzie, z kilkoma innymi znajomymi wybraliśmy się w weekend na małą celebrację. I to był kolejny istotny punkt mijającego tygodnia. Niestety w przeszłości, nie raz alkohol dodawał odwagi - a tak naprawdę głupoty, i potrafiły być noce, że przez to tylko jeszcze gorzej i boleśniej przegrywałem. Od 4 miesięcy teraz nic nie tknąłem alkoholu. Bardziej chyba po prostu nie miałem ochoty na nic, na to tym bardziej. Wiedziałem, że mi nie pomoże, nie przyniesie ulgi, nie poprawi nastroju. Możliwe, że trochę ryzykownie, ale tak się ucieszyłem z tej premii, że nie potrafiłem odmówić towarzystwu małego wyjścia na miasto. Chyba pierwszy raz z siebie byłem tak zadowoly, że się upiłem a po powrocie bez problemu powstrzymałem jakiekolwiek myśli i tym bardziej działania prowadzące do gry. Wcześniej wiedziałem, że kiedyś będę musiał się z tym zmierzyć i napić tak aby nie wrócić do gry. Tak naprawdę, mentalnie już od jakiegoś czasu próbowałem się do tego przygotować i wcale nie było tak źle. W ogóle nie miałem myśli by to zrobić po powrocie do domu. Grzecznie nalałem sobie jeszcze kubek wody, wypiłem trochę, umyłem, posiedziałem w nocy w fotelu, ochłonołem i poszedłem spać.

 

W tej kwestii na szczęście było dość łatwo dla mnie. Ale jednak alko wyzwolił na różnych etapach tej nocy dużo silnych emocji i stresów. W towarzystwie jeszcze jakoś się trzymałem. Nawet było miło, uśmiechałem się, żartowałem i trochę to tchnęło we mnie życia. Oraz pozytywniejszych emocji. A tych ostatnio bardzo brakowało u mnie. Trochę trudniej było jak już sam w nocy wracałem do siebie do domu i z tym wszystkim zostałem sam w głowie. To nie był łatwy rachunek sumie i monolog wewnętrzny. Przeplatały się momenty załamania i brak wizji, co dalej i kiedy to się skończy, oraz ile przez swoją głupotę straciłem, aby po chwili pojawiły się przypływy wiary, że to dobry początek, że już 4 miesiące za mną i jakoś to powoli do przodu będzie. Z każdym miesiącem coraz lepiej i tylko zacisnąć zęby, robić swoje i wyjdę kiedyś na zero. Jeszcze dwa lata, może trzy...kołowrotek takich myśli jeszcze trochę trwał. Rano obudziłem się na lekkim kacu, ale tak naprawdę z delikatnym pozytywnym uśmiechem. Ucieszyłem się jeszcze raz z premii i komfortu do końca roku jaki mi zapewni. Ucieszyłem się, że nie odpalilem głupio w nocy sam hazardu - to najwazniejsze. I przypomniałem sobie, że w towarzystwie nawet żartowałem i było całkiem fajnie. Może to jeszcze powtórzę za jakiś czas, już nie w tym miesiącu, ale gdzieś w listopadzie? Czemu nie...

 

To było ostre ale dobre wejście w ten miesiąc. Czas iść za ciosem. Jutro piersza wizyta na siłowni!

 

Bardzo dobry pomysł z siłownią. Sam ćwiczę kalistenikę i jest to znakomity reset. Nie czuj wyrzutów sumienia przy wyjściach ze znajomymi - przy takiej walce trzeba się nagradzać, żeby nie zwariować i mieć siłę na dalsze zmagania.

Opublikowano

Treningi rozpoczęte, wpis tym razem na czas weekend. I to wszystko co dobrego mogę napisać. Jakoś tydzień temu miałem lepszy nastrój i samopoczucie. Tak przez cały ostatni tydzień wszystko co mogło się wywalić, to szło nie po myśli. Na każdym froncie. W pracy, rodzinne newsy też kiepskie, towarzyskie fatalnie. Nie będę się rozpisywał bo nie chcę narzekać. Jutro pewnie posiedzę pod kołdrą, poslucham muzyki i pijąc czekoladę odpocznę przed następnym tygodniem, bo siły będą potrzebne.

Opublikowano

Prawie 2 tygodnie nie pisałem. Niedobrze, postanawiam poprawę i do końca miesiąca będą częstsze wpisy. I muszą być. Nie jest lekko. Jest bardzo ciężko.

 

Z jednej strony, czas przez te 2 tygodnie nawet nieźle zasuwał do przodu. Dużo pracy i co ciekawe poza pracą też się coś działo. Najgorsze, że mój fatalny nastrój i samopoczucie cały czas dołują. Czasem na chwilę coś się zadzieje, że mi się poprawia, albo zapomnę o tym wszystkim a potem znów dół. Rozmawiam o tym z psychologiem. To jeszcze na pewno potrwa i mamy pewien plan. Zgodny jest w pewnym sensie z tym co @Mariusz43nie raz pisał na forum. Dług to tylko liczby. Muszę przestawić się i z tym zacząć żyć. Droga spłacenia tego dla mnie jest bardzo długa. Nie mogę liczyć, że cudownie raz się obudzę jak ze złego snu i będzie po wszystkim. Zamiast wyczekiwać nieszczęśliwie tego momentu, po prostu muszę zmienić swoje życie tak, aby pojawił się cel i szczęście pomimo tego, że spłacam raty. O tym wkrótce więcej.

 

Na papierze i ekranie wygląda to pięknie i jasne. Gorzej, że chwilowo jeszcze ja tego zaakceptować nie potrafię. Podejrzewam, że do końca roku, albo dalej początku przyszłego, to tej sytuacji nie zmienię. Dopiero w lutym marcu wtedy realna poprawa sytuacja będzie i spłacę jeden z pierwszych kredytów, rata odrobinę zmaleję i poczuję jakiś postęp i ulgę. Ale to jeszcze prawie 4 miesiące.

 

Niby nie tak daleko, i już tu na forum prawie połowę tego czasu jestem... nie ma wyjścia. Muszę dać radę. Ale do końca roku będzie jeszcze trochę trudnych momentów. To nie będą dla mnie wesołe święta. Nie tylko przez długi. W rodzinie też pojawiła się choroba i to dodatkowo psychicznie obciąża. Pokazuje to wszystko, że zdrowie najważniejsze i jak ono będzie to z długami kiedyś dam radę, ale bez zdrowia - fatalna sprawa. Martwię się tym bardzo, nie dotyczą te problemy mnie, ale kogoś bardzo mi bliskiego.

 

Chyba pewnym powodem do radości jest to, że nieźle trzymam się z dala od hazardu. Monitoruje bardzo dokładnie swoje myśli w tej kwestii i gdzieś tam to w głowie kilka razy się pojawiło, ale nigdy nie zamieniło w działanie. Mając parę złotych odłożonych na kupkę i na ewentualne wydatki, to umożliwia pojawienie się złych myśli i pomysłów, że mogłoby się udać łatwo pomnożyć te pieniądze. Wiem, pamiętam ile razy to się  źle skończyło. Zawsze!

Dlatego nadal obowiązkowo trzymam taki zapas środków tylko możliwie niewielki. Do końca roku prawie wszystkie środki przeznaczam na nadpłaty. Ale tak nie będę mógł funkcjonować przez cały czas. Muszę być bezpieczny, jak na koncie będę miał trochę więcej grosza. Pracuję nad tym ale jeszcze nie jestem tak silny.

 

Listopad coraz bliżej i to kolejny smutny i trudny miesiąc będzie. Święta, jesień, długi. Postaram się być tylko skupiony głownie na pracy i siłowni. Te dwie rzeczy jakoś teraz porządkują plan kazdego dnia i tygodnia. Za tą dłuższą nieplanowaną przerwę wpisaniu, postaram się do końca miesiąca zrobić więcej krótkich wpisów. Ale to jest dziwna sprawa, bo często chcę tu wejść i coś napisać, a z drugiej strony, trochę udaję przed sobą, że to nie jest konieczne, że nie muszę co chwilę marudzić, smucić i się z tym uzewnętrzniać.

 

Ale to pomaga.

Opublikowano

Lecę z kolejnym wpisem. Dziś nieco moich psychologicznych zmagań...

Hazard strasznie wyprał mi łeb i pewnie poważne szkody jeszcze długo będą się utrzymywać. Już pisałem o tym, jak bardzo ciężko mi było i jest znaleźć w czym innym sens i radość. Pracuję nad tym z psychologiem, i tak jak jeszcze kilka miesięcy temu to wydawało mi się niemożliwe, aby coś drgnęło w tym temacie, tak teraz powoli pojawia się jakaś nadzieja.

W tej chwili nadal trudno mi znaleźć jakieś radości i bardziej pozytywne emocje, ale dotarliśmy do przynajmniej trzech rzeczy, które z czasem powinno się udać we mnie rozgrzać. Nawet teraz to pisząc, wiem że w przyszłości wróci mi radość z tych rzeczy. Po prostu teraz jeszcze jest na to trochę za wcześnie i za duży też jest ciężar obecnego długu. Czas przeleci, dług zmaleje, rany się zagoją i powinno być lepiej. O ile oczywiście utrzymam się z dala od hazardu.

Te trzy rzeczy o których rozmawiamy z psychologiem - są dość banalne i oczywiste.

 

1. Kiedyś lubiłem swoją pracę. Wiem, że to uczucie może wrócić. Pamiętam jak studiowałem, a nawet wcześniej, już za dzieciaka wiedziałem, że praca informatyka jest dla mnie. Jak zaczynał rozwijać się mój nałóg niestety to uciekło bardzo szybko. Do pracy zacząłem podchodzić mniej ambitnie. Robiłem tylko minimum, a praca po prostu stała się źródłem kasy do przewalenia na ruletce. Byłbym pewnie jeszcze dużo dalej w pracy, gdybym nie uzależnił się tylko skupił chociaż w połowie tego czasu i sił na pracy lub rozwinięciu swojej firmy. Pocieszam się tu, to jeszcze nie wszystko jest stracone. Ostatnio zacząłem więcej pracować, aby w inny sposób nie marnować czasu. I tak (poza siłownią) nie mam co lepszego robić. Może jeszcze brak mi entuzjazmu i radości z tej pracy, ale chociaż więcej robię i jest to pożyteczne. Na razie tylko tyle, i aż tyle. Ale widzę możliwość, że powoli to będzie szło ku lepszemu. To teraz będzie mój główny fundament.

 

2. Relacje z innymi osobami. Z rodziną najbliższą mam bardzo dobre. Wiedzą o moim problemie. Ale ja z tym nie czuję się dobrze, więc też trochę przez to uciekam. Tu chyba tylko zmniejszający się dług będzie pomagał mi poczuć się pewniej i bliżej. Po części też dostrzegam tu, że ja teraz bardziej doceniam najbliższych i mam lepszy stosunek do nich i bardziej cenie sobie wspólny czas. Trochę to głupia sprawa. Jak grałem no i przegrywałem to często się kłóciłem, byłem niemiły itd. A teraz najbliżsi mówią, że dużo bardziej mnie wolą takiego teraz. Chyba długi i walka z uzależnieniem uczą pokory. Biorę to na plus, chociaż nadal w środku mi wstyd i smutno. Ale może za 2 lata będzie satysfakcja po tej trudnej lekcji.

 

Jest też jedna osoba z którą się spotykam od jakiegoś czasu. To na razie nie jest tak bardzo bliska relacja, widzimy się kilka razy w miesiącu, wspólnie spędzamy czas. Znamy swoje problemy i akceptujemy. Ale wiem, ze jak zrobię błąd i wróciłbym do grania, to wszystko to stracę. Nagle zdałem sobie sprawę, że na tyle mi na tym zależy, że bardzo bym tego nie chciał. To chyba bardzo dobry sygnał. Tak mi mówi i psycholog i bliscy z rodziny. Natomiast tu też jest bardzo długa droga do tego, aby emocje i uczucia towarzyszące się w tej sferze nie były mocno przygniecione długiem.

 

3. To może dziwne jak na komputerowca - ale lubię sztukę i modę. Tu wydawałoby się z jednej strony, że najłatwiej mi zachwycić się czymś pięknym i tym cieszyć. Niestety też ten obszar potrafi być "kosztowny", no a na pewno nie sprzyja oszczędzaniu: imprezy, wyjścia, ubiór, gadżety. Obecnie niestety przez to zwijam go do minimum. Można pewne rzeczy dziś coraz częściej doświadczać "za darmo", albo dość tanio. Ale tu też muszę uważać. Zakupoholikiem nigdy nie byłem, ale swego czasu sporo lekkomyślnych zakupów narobiłem. Teraz sobie powiedziałem, ze na pewno do początku nowego roku mocno ograniczam zbędne wydatki. Jak sytuacja finansowa ulegnie lekkiej poprawie, to zastanowie się co zrobić w tym obszarze.

 

Chyba najlepiej abym po prostu skupił się na budowaniu dwóch pierwszych punktów - wymagają najwięcej uwagi i czasu. Punkt 3 za jakiś czas może będzie bardziej w zasięgu, ale nie chciałbym nagle połowy pieniędzy rozpustnie wydawać bez sensu zamiast spłacać kredyty. Wszystko to opiera się też o to, że nałóg muszę utrzymać pod kontrolą. A łatwiej będzie jak zacznę żyć i znajdę gdzieś indziej cel, motywację, radość i przyjemność niż wyrzucając pieniądze w głupi hazard.

Opublikowano

Idąc za ciosem, dziś trzeci post pod rząd. Ale to będzie ostatni w tym miesiącu, tydzień na koniec miesiąca zapowiada się intensywny, więc raczej nie będę miał czasu na wpisy. I dobrze, skupię się na opanowaniu sytuacji w pracy.

 

Wcześniejsze tematy dwóch ostatnich wpisów miałem niejako zaplanowane, tak dziś trochę lecę fristajlem. W zasadzie krótko chciałem się w tym utwierdzić, że muszę mocno zmienić myślenie o całej swojej sytuacji i ją niejako znormalizować. Przez ileś czasu będę żył z kredytem. Nie mogę pozwolić aby ten czas być zdołowanym, bezdusznym gościem, który tylko czeka na lepsze jutro (które nadejdzie za 2-3 lata). Do końca roku skupiony będę na możliwie intensywnym nadpłacaniu, ale potem zacznę coraz bardziej przenosić pracę i uwagę na to aby życie znów nabierać zaczęło kolorów. Jeszcze to piszę nie w pełni przekonany, ale też nie jest tak, że w to nie wierzę. Cały czas będę pracował w tym temacie z psychologiem i najwazniejsze utrzymać się z daleka od hazardu.

 

W najbliższym czasie mam jeszcze jeden pomysł o którym rozmawialiśmy na spotkaniach. Chcę sobie wprowadzić coś w rodzaju: albo co jakiś czas "nagród" albo czegoś co będzie mi miło odmierzało czas. Jeszcze do końca nie wiem co by to mogło być, ani jak często ale podoba mi się ta myśl. Jeśli chodzi o czas to może coś co tydzień, albo coś co miesiąc? Albo jedno i drugie? Szukam pomysłów. Najlepiej tanich/darmowych. Wtedy odliczałbym 100 tygodni lub 25 miesięcy. A może baśnie tysiąca i jednej nocy? Chyba weekendowa nostalgia mi się wkręciła więc może na tym dziś szybko skończę. Do usłyszenia w listopadzie.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.

  • Weryfikacja tożsamości gościa
    Potwierdzenie e-mail

    Wyślemy jednorazowy link potwierdzający. Po zatwierdzeniu wróć do tego formularza.

    Potwierdzenie SMS

    Wyślij kod SMS na podany wyżej numer, następnie wpisz go i potwierdź.

    Przed publikacją musisz potwierdzić oba kanały.

Nowe wątki

Pomocne w oddłużaniu

Reklama
Portal Dłużnika. Długi? Pozew? Windykacja? Sprawdź, jak możemy Ci pomóc.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.