Skocz do zawartości

Mariusz43

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Zaczynam się zastanawiać jaka powinna być minimalna kwota na miesiąc dla 2 osobowego gospdarstwa domowego.

 

Wszystko poza opłatami jak raty, czynsz, gaz i paliwo. Czyli jedzenie, chemia, ubrania, wszystko co się kupuje w sklepie jakby to powiedziec.

 

Czemu o tym myślę, po wyjściu z długów gdzie mi została jedna rata konsolidacji zastanawiam sie ile powinienem oszczędzać, ale z drugiej strony nie chcę przesadzić by nie podupaść na zdrowiu albo nie wyglądać jak żul. Gdzie jest ta ściana, gdzie jest ta granica?

 

Ostatnio czytałem o minimum socjalnym i wychodzi na 2 osoby z jedzeniem 2900. Tak to mniej więcej wygląda, że na jedzenie 900 zł i na resztę 2 koła. Tylko ja naprawdę nie wiem jak można za 900 zł przeżyć miesiąc jezeli chodzi o jedzenie. U mnie to wychodzi conajmniej z ok 1500-1700 a to są zwykłe zakupy oraz jakiś obiad czasami do domu. Wiadomo też że leki trzeba, ubrania czyli te 5 podstawowych skłądników - jedzenie, transport, zdrowie, mieszkanie, ubranie. Reszta to pierdy wiadomo, gorzej tylko jak ciężko nawet do tej reszty dobić. Ja któryś tam raz już nie przeżyję sądów, windykacji nie zamierzam się zadłużać. To co mogłem już wydębiłem od Banków zwrotów itp. Czy ktoś z Was umiał pociągnąć sposób życia jaki był przy komorniku gdy już nie miał długów aby zbudować oszczędnośći?

 

 

 

 

Opublikowano

Ciężko mówić o konkretnych kwotach, bo Warszawa będzie się różnić z jakimś małym miasteczkiem, więc nie sugerowałbym się kwotami a po prostu patrzył na jakość życia. Po prostu żyj i korzystaj z tego co masz, zweryfikuj wydatki za 2-3 miesiące i zobacz czy gdzieś według siebie sam nie przeginasz, jeżeli jest ok, dobrze Ci z tym, to niech tak będzie, a jak widzisz że coś zaczynasz za bardzo odchylać w złym kierunku, trzeba to zmienić. Nie pytałbym tutaj o podawanie konkretnych kwot.

Opublikowano
9 godzin temu, makarena napisał(a):

Ciężko mówić o konkretnych kwotach, bo Warszawa będzie się różnić z jakimś małym miasteczkiem, więc nie sugerowałbym się kwotami a po prostu patrzył na jakość życia. Po prostu żyj i korzystaj z tego co masz, zweryfikuj wydatki za 2-3 miesiące i zobacz czy gdzieś według siebie sam nie przeginasz, jeżeli jest ok, dobrze Ci z tym, to niech tak będzie, a jak widzisz że coś zaczynasz za bardzo odchylać w złym kierunku, trzeba to zmienić. Nie pytałbym tutaj o podawanie konkretnych kwot.

A po drugie, to ojciec z synem na śniadanie, obiad, kolację potrafią przerobić tyle co pułk wojska. Inaczej będzie to wyglądało u matki z córką. 

Opublikowano
57 minut temu, lukaszb napisał(a):

potrafią przerobić tyle co pułk wojska

Dokładnie tak ?. Syn 13 lat,bez przerwy żerujący w kuchni a chudy jak szczypiorek ?. To wszystko zależy od wielu czynników tak naprawdę .

Opublikowano

Z dwa lata temu zapisywałem w kalendarzu ile wydawałem na zakupy dziennie. Nie będę ściemniał bo nie pamiętam ale często jak jeżdżę na zakupy to co około 4 dni wydaje jakieś 300 zł. Nas jest 4 osoby . Dwójka dorosłych i dwójką dzieci . Możesz sobie zrobić eksperyment i zapisz przez miesiąc ile wydajesz na zakupy a później to dodaj i wyjdzie co ile wydajesz za spozywke . Ciuchy głównie kupuje na serwisach aukcyjnych to też na tym oszczędzam.

Opublikowano (edytowane)

Ja od kilku miesięcy zacząłem dokładnie zapisywać wszystkie wydatki, z podziałem na podstawowe kategorie, w prostym arkuszu google, żeby mieć do tego łatwy dostęp. Na koniec miesiąca mam ciekawą i otwierającą oczy lekturę. Pozwala to stwierdzić nie tylko na co idzie najwięcej kasy i gdzie jest przestrzeń do "kalibracji" tych wydatków, ale i na co warto mieć jakiś budżet "emergency", gdy pojawiają się nieprzewidziane wydatki. Jak ktoś, tak jak ja, nadal uczy się planowania budżetu i oszczędzania, to to naprawdę pomocne narzędzie.

Edytowane przez Ig0r
Warto wiedzieć
Edukacyjne podsumowanie wygenerowane przez AI,
Planowanie budżetu na jedzenie i podstawowe potrzeby dla dwuosobowego gospodarstwa domowego wymaga realistycznego podejścia do wydatków oraz świadomości własnych możliwości finansowych. Kluczowe jest ustalenie miesięcznego budżetu, który uwzględnia nie tylko koszty żywności, ale także środki na chemię gospodarczą, ubrania i inne niezbędne zakupy. Ważne jest, aby nie zaciągać nowych zobowiązań i zarządzać dostępnymi środkami w sposób oszczędny, ale jednocześnie nie doprowadzający do pogorszenia jakości życia i zdrowia.

W praktyce warto korzystać z promocji i planować zakupy tak, aby unikać marnowania żywności, np. poprzez odpowiednie porcjowanie i przechowywanie produktów. Przy ustalaniu budżetu należy także uwzględnić indywidualne potrzeby i styl życia, a także ewentualne dodatkowe koszty, które mogą się pojawić.

Ważnym elementem jest także przygotowanie planu spłaty ewentualnych zobowiązań i długów, co pozwala na stopniowe odzyskiwanie stabilności finansowej. Warto też monitorować swoje wydatki i regularnie analizować budżet, aby w razie potrzeby wprowadzać korekty.

Podsumowując, minimalna kwota na jedzenie i podstawowe potrzeby powinna być dostosowana do realnych możliwości finansowych, z uwzględnieniem oszczędności, ale bez nadmiernego ograniczania jakości życia. Kluczowe jest świadome zarządzanie budżetem i unikanie zadłużania się, co pozwala na stopniowe wychodzenie z trudnej sytuacji finansowej.

#budżet-domowy #oszczędzanie #planowanie-wydatków
Opublikowano (edytowane)
W dniu 19.06.2024 o 21:14, Mariusz43 napisał(a):

Tak to mniej więcej wygląda, że na jedzenie 900 zł i na resztę 2 koła. Tylko ja naprawdę nie wiem jak można za 900 zł przeżyć miesiąc jezeli chodzi o jedzenie. U mnie to wychodzi conajmniej z ok 1500-1700 a to są zwykłe zakupy oraz jakiś obiad czasami do domu

Ja mam bardzo podobne cyferki u siebie. Tzn. ja jem sam i mi wychodzi około 900, teraz może pozwalam sobie na ciut więcej, ale jak najbardziej zaciskałem pasa to koło tej wartości byłem. Trudno mi sobie wyobrazić zejść dużo niżej, a jeszcze trudniej w 2 osoby tak. Dla dwóch to zakładam, że mniej by wychodziło niż 2x900zl, więc pewnie lądowałbym w okolicach tego co podałeś 1500-1700. Dodam, że w sporym mieście mieszkam. Ale nie jem jak smok.

Edytowane przez pixel3
Opublikowano
14 godzin temu, Mariusz43 napisał(a):

Ja takie dawne wojewódzkie miasto ok 100 tys ludności. 

Może warto wagę podać, miałam sytuację jednej Pani co ciągle mówiła, że JEST GŁODNA, że na jedzenie nie ma, to trwało miesiącami, a co do pracy ciągle jakieś zdarzenia...ja się tak martwiłam, tak bardzo, że "młodzież" pracująca znalazła ją dla mnie w internecie, a tak...140 kg tucznika, tatuaże, brwi permanentne (świeże) i elektryk w g...e na każdym zdjęciu.

Szybki podsumowanie budżetu jej zrobiłam, papierosy na 2 os., kablówka opcja wypas, kk spłacane tylko min. a dług na nich 20 tys. zł. o dalszych szczegółach pisać nie będę, ALE to co ona ma każdego 1 danego miesiąca (jej wydatki), to ja nie mam ani 1 pkt. tego typu zobowiązań/opłat.


------------------------------- dodano 5 minut później -------------------------------

 

 

 

W dniu 19.06.2024 o 21:14, Mariusz43 napisał(a):

Zaczynam się zastanawiać jaka powinna być minimalna kwota na miesiąc dla 2 osobowego gospdarstwa domowego.

 

Wszystko poza opłatami jak raty, czynsz, gaz i paliwo. Czyli jedzenie, chemia, ubrania, wszystko co się kupuje w sklepie jakby to powiedziec.

 

Czemu o tym myślę, po wyjściu z długów gdzie mi została jedna rata konsolidacji zastanawiam sie ile powinienem oszczędzać, ale z drugiej strony nie chcę przesadzić by nie podupaść na zdrowiu albo nie wyglądać jak żul. Gdzie jest ta ściana, gdzie jest ta granica?

 

Ostatnio czytałem o minimum socjalnym i wychodzi na 2 osoby z jedzeniem 2900. Tak to mniej więcej wygląda, że na jedzenie 900 zł i na resztę 2 koła. Tylko ja naprawdę nie wiem jak można za 900 zł przeżyć miesiąc jezeli chodzi o jedzenie. U mnie to wychodzi conajmniej z ok 1500-1700 a to są zwykłe zakupy oraz jakiś obiad czasami do domu. Wiadomo też że leki trzeba, ubrania czyli te 5 podstawowych skłądników - jedzenie, transport, zdrowie, mieszkanie, ubranie. Reszta to pierdy wiadomo, gorzej tylko jak ciężko nawet do tej reszty dobić. Ja któryś tam raz już nie przeżyję sądów, windykacji nie zamierzam się zadłużać. To co mogłem już wydębiłem od Banków zwrotów itp. Czy ktoś z Was umiał pociągnąć sposób życia jaki był przy komorniku gdy już nie miał długów aby zbudować oszczędnośći?

Nie mieszaj ubrań z jedzeniem, istotne BARDZO czy UMIESZ GOTOWAĆ??? Czy wasz dom jest otwarty, trzeba wtedy być przygotowanym, ile ważycie (czy ważycie prawidłowo), nie ma siły otyłość nie bierze się z powierza. Odpowiedź na to pytanie, nie jest takie proste. Istotne, czy nikt w domu nie choruje na chorobę wymagającą specjalnej diety? To pytanie do Ciebie i sobie na nie odpowiedz. Najważniejsza to umiejętność smacznego gotowania i ładnego podania.  


------------------------------- dodano 18 minut później -------------------------------

 

 

 

W dniu 19.06.2024 o 21:14, Mariusz43 napisał(a):

 Czy ktoś z Was umiał pociągnąć sposób życia jaki był przy komorniku gdy już nie miał długów aby zbudować oszczędnośći?

Z Komornikami to zrobiłam (oczywiście do końca trzeba się równolegle starać aby Komorników się pozbyć/ luki, pomyłki...sam wiesz), ale pogoniłam BEZ LITOŚCI wszystkich ponurych żniwiarzy życia.

Ten co jęczy się do mnie nie dobije, mogą go licytować...NIE MÓJ PROBLEM, albo NATYCHMIAST dorośnie, albo niech będzie wiecznym dzieckiem...DZIADEM.

Za dużo zainwestowałam czasu w rozwój, aby ulegać. O samych kosztach finansowych nie rozpisuje się bo to oczywiste, że nie ma takiej wiedzy za free.

To TYLKO od ciebie zależy, czy twoje dziecko będzie dumne z ciebie. Chcesz być w lepszym miejscu życia, to MUSISZ się rozwijać, edukować+terapia (komercyjna).

Opublikowano (edytowane)

Bo długi to nie jest problem, a to co pisze. Chcę poznać granice do której można zejść aby oszczędności budować. U nas jest tak, że średnio umiem gotować. Przez te długi to też zapomniałem jak to jest normalnie jak większość budżetowac.to głowa jest problemem a nie zapis księgowy w banku. 

 

PS. cos napisze wam, dla mnie słowo oszczędzanie się źle kojarzy z bieda itp. Więc ja nie oszczędzam a kontroluje swoje pieniądze. Bo kontrolować to uwielbiam. 

Edytowane przez Mariusz43
Opublikowano
14 minut temu, Mariusz43 napisał(a):

Bo długi to nie jest problem, a to co pisze. Chcę poznać granice do której można zejść aby oszczędności budować. U nas jest tak, że średnio umiem gotować. Przez te długi to też zapomniałem jak to jest normalnie jak większość budżetowac.to głowa jest problemem a nie zapis księgowy w banku. 

 

PS. cos napisze wam, dla mnie słowo oszczędzanie się źle kojarzy z bieda itp. Więc ja nie oszczędzam a kontroluje swoje pieniądze. Bo kontrolować to uwielbiam. 

To ja jeszcze dodam,że na jedzeniu ciężko jest cos zaoszczędzić 

Opublikowano

Ja myślę że coś można, dlatego pytam. Straszne to było to z długami szajba, uczę się żyć na nowo. 

Opublikowano

Po prostu przede wszystkim trzeba kupować przede wszystkim na promocjach i przecenach. Duża lodówka i zamrażarnik (oczywiście taka, która nie pożera prądu niewiadomo ile) robi robotę. 

 

1. Mięso kupione na promocji w dużym kawałku lub paczce nie mrozić w całości, pokroić na części i rozmrażać kawałki. Nie rozmrażać w całości i jeść na siłę dania np. z karkówki kilka dni bo to może i jest dalej oszczędne, ale obrzydza oszczędzanie. Niby banalne, ale nie każdy na to wpadnie, choćby z powodu, że aaaa za dużo roboty, że aaaaa i tak ważne sie najeść. Dla wielu jednak ponosi to komfort życia i satysfakcję z posiłków, jeśli dzien po dniu są bardziej różnorodne. 

 

2. Obiadu na kilka dni nie trzeba jeść kilka dni, jeśli danie nadaje się do zamrożenia, można zamiast np. 4 dni jeść np. 2 dni, i np. po 2 tygodniach dobie rozmrozić resztę. To co prawda nie generuje większych oszczędności, ale j.w. mimo oszczędności jest większe urozmaicenie. 

 

3. Ja mam własną listę wszelkich dań, jakie robię, patrzę w sklepie jakie składniki na jakie danie jest w promocji, patrzę jakie składniki mi zostaną i według tego planuję inne danie (czeka w lodówce albo zamrażam, zależy jaki produkt). Nie jestem w złej sytuacji i jeśli mam zachciankę na konkret to oczywiście kupuję składniki bez względu na to, czy są w promocji (ale pierw sprawdzam, czy gdzieś nie są ;>), ale jak nie mam pomysłu konkretnego to wtedy ZAWSZE tak robię!

 

Na jedzenie dla 3 osób (kobieta, dwóch mężczyzn, mały i duży) wydaje się u nas gdzieś 1800-2200 zł (w tym kawa, herbaty, produkty na ciasta, przekąski niekoniecznie mające zaspokoić głód). Żadnych margaryn, kostek rosołowych, żadnych produktów gównianej jakości (mam tu na myśli posiłki główne, chipsy czy jakieś slodycze oczywiście nie na potęgę ale też jemy).  

 

Ja bym mogła restaurację prowadzić, potrafię naprawdę ciąć koszta na maksa, jednocześnie trzymać bardzo dobry poziom. Jak kupię coś w normalnej cenie, to ja już przeplaciłam w moim odczuciu (ale tak z przymróźeniem oka, do patologii mi daleko, po prostu po co za to samo płacić wiecej jak mozna mniej). Nie mam długów, ale nawyki z ciężkich czasów zostały i jestem za nie bardzo wdzięczna.  

Opublikowano
2 godziny temu, Mariusz43 napisał(a):

Ja myślę że coś można, dlatego pytam. Straszne to było to z długami szajba, uczę się żyć na nowo. 

Tak można raz w tygodniu idę na zakupy z listą i kupuje tylko to co mam na liście, sledze wszystkie gazetki z Lidla i kupuje co jest w promocji np masło, mieso i mrożę. Sama gotuje co 2 , 3 dni chociaz uwielbiam chodzić do restauracji ,ale na ten moment mnie nie stać. Chemię też kupuje w promocji np 1+1 za grosz itp. Zrezygnowałam ze słodyczy to był mój nałóg i żywności typu fasfood na rzecz owoce i więcej warzyw. Dużo chodzę, zeby zaoszczędzić na paliwie. Na żywność z chemia wydaje miesięcznie około 500 zł. 

Opublikowano

Wszystko i tak zależy od zarobków i gdzie się mieszka(czy małe, duże miasto, czy ma się własne mieszkanie itp).

Jeśli chodzi o moją osobę to średnio miesięcznie na samo jedzenie wydaje 2000-2500zl(w tym wyjścia na miasto)

Dla mnie to jest wtedy normalne, godne życie, nie oszczędzam na jedzeniu i też jestem w stanie odkładać jakąś sumę pieniędzy co miesiąc.

 

Opublikowano
2 godziny temu, Mariusz43 napisał(a):

Inaczej jak się samemu jest

Zgadza się tak że w Waszym przypadku jedzenie plus chemia około 1500

Opublikowano (edytowane)
9 godzin temu, kebaobab napisał(a):

Po prostu przede wszystkim trzeba kupować przede wszystkim na promocjach i przecenach. Duża lodówka i zamrażarnik (oczywiście taka, która nie pożera prądu niewiadomo ile) robi robotę. 

 

1. Mięso kupione na promocji w dużym kawałku lub paczce nie mrozić w całości, pokroić na części i rozmrażać kawałki. Nie rozmrażać w całości i jeść na siłę dania np. z karkówki kilka dni bo to może i jest dalej oszczędne, ale obrzydza oszczędzanie. Niby banalne, ale nie każdy na to wpadnie, choćby z powodu, że aaaa za dużo roboty, że aaaaa i tak ważne sie najeść. Dla wielu jednak ponosi to komfort życia i satysfakcję z posiłków, jeśli dzien po dniu są bardziej różnorodne. 

 

2. Obiadu na kilka dni nie trzeba jeść kilka dni, jeśli danie nadaje się do zamrożenia, można zamiast np. 4 dni jeść np. 2 dni, i np. po 2 tygodniach dobie rozmrozić resztę. To co prawda nie generuje większych oszczędności, ale j.w. mimo oszczędności jest większe urozmaicenie. 

 

3. Ja mam własną listę wszelkich dań, jakie robię, patrzę w sklepie jakie składniki na jakie danie jest w promocji, patrzę jakie składniki mi zostaną i według tego planuję inne danie (czeka w lodówce albo zamrażam, zależy jaki produkt). Nie jestem w złej sytuacji i jeśli mam zachciankę na konkret to oczywiście kupuję składniki bez względu na to, czy są w promocji (ale pierw sprawdzam, czy gdzieś nie są ;>), ale jak nie mam pomysłu konkretnego to wtedy ZAWSZE tak robię!

 

Na jedzenie dla 3 osób (kobieta, dwóch mężczyzn, mały i duży) wydaje się u nas gdzieś 1800-2200 zł (w tym kawa, herbaty, produkty na ciasta, przekąski niekoniecznie mające zaspokoić głód). Żadnych margaryn, kostek rosołowych, żadnych produktów gównianej jakości (mam tu na myśli posiłki główne, chipsy czy jakieś slodycze oczywiście nie na potęgę ale też jemy).  

 

Ja bym mogła restaurację prowadzić, potrafię naprawdę ciąć koszta na maksa, jednocześnie trzymać bardzo dobry poziom. Jak kupię coś w normalnej cenie, to ja już przeplaciłam w moim odczuciu (ale tak z przymróźeniem oka, do patologii mi daleko, po prostu po co za to samo płacić wiecej jak mozna mniej). Nie mam długów, ale nawyki z ciężkich czasów zostały i jestem za nie bardzo wdzięczna.  

Po co dziadować, można kogoś poprosić o pomoc. Na przykład pod sklepem. Ile razy tak miałem, że nie miałem na ratę kredytu, albo coś się stało, wtedy pod Biedronką poprosiłem o zakup z listy. Owszem, nie każdego na to stać, ale teraz kiedy już spłaciłem długi i jestem na zero, to zostało mi pewne przyzwyczajenie i np. Płacę z wypłaty opłaty, raty, a zamiast na jedzenie 1500, zdarza mi się co dwa lub trzy dni prosić o zakupy.

 

 Jestem osobą która wygląda normalnie, ogarnięty, pracuje zdalnie, więc nikt mnie nie rozpozna, a mieszkam w jednym z dużych miast w Polsce. 
 

To co miałem przeznaczyć na jedzenie wpłacam na konto oszczędnościowe.

 

wiem, brzmi jak bait, ale stosuje w życiu kreatywne myślenie ? ci którzy dziadują - ich sprawa :) 

 

wystarczy poprosić. Jest to trudne. Ale nie jest to niemożliwe. Zwłaszcza na początku. Później z górki. 

Edytowane przez Gość
Opublikowano

Wstyd to kraść. Chyba, że mówisz, że nie masz pieniędzy. To wtedy jakby kradniesz ;d

Opublikowano
14 minut temu, kebaobab napisał(a):

No i chvj. Wstyd to kraść. Chyba, że mówisz, że nie masz pieniędzy. To wtedy jakby kradniesz ;d

Żebrać - tak. Kraść - nigdy. 

Opublikowano
1 godzinę temu, Mariusz43 napisał(a):

Nie przelać na oszczędności to tak jakby już chwilówkę brac

To prawda, ale taka bardziej zawoalowaną.

Opublikowano
23 godziny temu, soundof napisał(a):

Po co dziadować, można kogoś poprosić o pomoc. Na przykład pod sklepem. Ile razy tak miałem, że nie miałem na ratę kredytu, albo coś się stało, wtedy pod Biedronką poprosiłem o zakup z listy. Owszem, nie każdego na to stać, ale teraz kiedy już spłaciłem długi i jestem na zero, to zostało mi pewne przyzwyczajenie i np. Płacę z wypłaty opłaty, raty, a zamiast na jedzenie 1500, zdarza mi się co dwa lub trzy dni prosić o zakupy.

 

 Jestem osobą która wygląda normalnie, ogarnięty, pracuje zdalnie, więc nikt mnie nie rozpozna, a mieszkam w jednym z dużych miast w Polsce. 
 

To co miałem przeznaczyć na jedzenie wpłacam na konto oszczędnościowe.

 

wiem, brzmi jak bait, ale stosuje w życiu kreatywne myślenie ? ci którzy dziadują - ich sprawa :) 

 

wystarczy poprosić. Jest to trudne. Ale nie jest to niemożliwe. Zwłaszcza na początku. Później z górki. 

Dlatego nie kupuję nigdy nic nikomu w sklepie ani nie daję pieniędzy. Wpłaty dla organizacji charytatywnych zarówno na Islandii jak i w Polsce - proszę bardzo. Ale indywidualnie nie jestem w stanie (i nie chcę) weryfikować, czy ktoś nie ma na jedzenie, czy na wino, czy... odkłada środki na konto oszczędnościowe. A propos, to już nie byłoby uczciwiej oznajmić: "zbirram pieniążki na czarną godzinę - wpłacajcie kasę!".?

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.

  • Weryfikacja tożsamości gościa
    Potwierdzenie e-mail

    Wyślemy jednorazowy link potwierdzający. Po zatwierdzeniu wróć do tego formularza.

    Potwierdzenie SMS

    Wyślij kod SMS na podany wyżej numer, następnie wpisz go i potwierdź.

    Przed publikacją musisz potwierdzić oba kanały.

Nowe wątki

Pomocne w oddłużaniu

Reklama
Portal Dłużnika. Długi? Pozew? Windykacja? Sprawdź, jak możemy Ci pomóc.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.