Skocz do zawartości

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Twój opis pasuje do mnie idealnie , też tak się czuję nie potrafię się cieszyć życiem, cofnęłabym czas:(, ale się nie da .chciałabym żeby ten koszmar się skończył, jak pomyślę ile kasy mogłabym mieć nie mając kredytów i komornika to chce mi się wyć.cały czas mam żal do siebie jak mogłam być taka głupia i nabrać tych kredytów? a najgorzej żal mi moich bliskich, którzy na tym też cierpią, a nie tak powinno być. pocieszam się tylko że to co się dzieje w moim życiu teraz nie jest bez powodu że to ma sens że jest to szkoła życia która musi mnie czegoś nauczyć widocznie zasłużyłam sobie na to.wiele rzeczy teraz inaczej zauważam zmieniłam się to fakt.kopniak uczy oj uczy.

Opublikowano

1 mln. zł. zadłużenia, warto rozmawiać (czy ktoś ma pomysł...??)

Zapraszam do lektory, zmieni spojrzenie nie jednej osoby, która przeżywa stres związany z długami

Opublikowano

witam,

 

przeczytałem kilkanaście pierwszych stron tego wątku ponieważ szukam odpowiedzi na pytanie "JAK PSYCHICZNIE PORADZIĆ SOBIE Z DŁUGAMI przekraczającymi nasze siły?" i niestety nie jest to takie łatwe.

 

Trochę mojej historii: zacząłem zarabiałem dobrze jedynym zobowiązaniem był kredyt hipoteczny, sporo kasy zostawało na życie, zaczęło się pomnażanie pieniędzy na giełdzie, szło nieźle, potem coraz ryzykowniejsze transakcje i tracenie kasy - istny hazard, jak zaczęło brakować kasy to kredycik przecież mam zdolność, potem drugi, trzeci, przyszła kolej na kredyt konsolidacyjny i zrobiła się rata 3200.

 

Na dzień dzisiejszy mój dochód wynosi 5.000pln a wszelkie zobowiązania (kredyty, rachunki) to 9.000pln (w sumie wysokość moich zobowiązań to ok 800.000pln). Od 2 miesięcy przestałem spłacać kredyty (mam Kruka na karku) spodziewam się że za chwilę zapuka do mnie komornik i się zacznie. Jestem pewien że do końca życia nie wykaraskam się z długów.

 

Już dziś boję się zaglądać do skrzynki na listy, gdy dzwoni telefon boję się odebrać, żyję w ciągłym strachu i lęku, a najgorsze (w tej sytuacji) jest to że mam żonę (która nic o tym nie wie) i 5 letnie dziecko.

 

Jak sprawa wyjdzie na jaw nie będę w stanie spojrzeć im w oczy, im i mojej rodzinie, mamie która pracuje w banku i chociaż bym chciał nie ukryje przed nią mojej sytuacji, by nie dawać jej kolejnych zmartwień. Wiem że będę unikał kontaktu, już to robię, nie wiem jak zareaguje żona, słabo się dogadujemy, ale to przez moją sytuację jestem poddenerwowany, nic mi się nie chce, ciągle jestem zmęczony, reaguję nerwowo, jak słyszę że cos trzeba zapłacić czy wydać jakąś kasę od razu sie denerwuję, uciekam w ślęczenie przed komputerem i telewizorem - oddaliliśmy się - a może ja ją od siebie odsunąłem oczekując na zbliżający się kataklizm ? Wszystkie zobowiązania zaciągałem sam bez zgody żony (od ok roku mamy podpisana rozdzielność majątkową u notariusza), to chyba była forma próby zabezpieczenia ich przed moją głupotą. Żona od roku nie pracuje też słabo psychicznie sobie radzi z ta sytuacją, a tu jeszcze szykuje jej się taka "niespodzianka".

 

Zrobiłem sobie "internetowy test" i wyszło że jestem w głębokiej depresji - super. Ojciec, "głowa rodziny", człowiek który powinien byc wzorem dla swojego dziecka jest zerem, nie potrafi utrzymać rodziny, nie jest odpowiedzialny. Oczywiście (przynajmniej dla mnie jest to oczywiste) myślę że lepiej by było jak by mnie na tym świecie nie było - wiem bardzo samolubne rozwiązanie, ale przynajmniej nie musiał być patrzeć w oczy osobom które kocham, które zawiodłem, które tak bardzo skrzywdziłem.

 

Oczywiście dziecko jest dla mnie wszystkim, ale będzie kimś wyjątkowym, dokona czegoś wielkiego, ponieważ nie znajduję innego wytłumaczenia sensu mojego istnienia jak poczęcie tego dziecka, to jedyne co wyszło mi w życiu, i taka była moja misja na tym świecie.

 

Jeśli znajdę odpowiedz na pytanie z wątku - dam Wam znać.

Opublikowano

Dawno tu nie zaglądałam jak z resztą na inne fora dla zadłużonych.Moja sytuacja się zmieniła,,na gorsze,chcąc wyjść z długów bo nigdzie nie mogłam znaleść pomocy,,padliśmy ofiarą ********cy.4 miesiące temu straciliśmy mieszkanie,jesteśmy na wynajętym mieszkaniu 1200zł-najtańsze jakie znaleźliśmy,bez kaucji,,troje dzieci jedno niepełnosprawne.Nie mamy za co żyć,,,

nie da sobie poradzić z długami nikt ,,kto jest sam,,(:

Pozdrawiam

Opublikowano

Ja mam komornika na karku już z 4 lata , poręczyłem wujowi hipotekę teraz mam 340000 zł długo , którego i tak nie spłacam. Dom zlicytowany za 70000 zł oczywiście syn wuja kupił i są czyści jak łza :-)Po za domem komornik niczego mi nie zabrał bo nie mam nic na siebie . Pracuje własna spółka Ltd. nie figuruje w zadnym US i ZUS itd. mnie w tym kraju teoretycznie nie ma. Żyję spokojnie nie zamartwiam się , przywykłem mam pieniądze kupuje za gotówkę oszczędzam odkładam. Dlatego nie załamujcie się ludzie bo nie warto marnować sobie życia to tylko papierek , który po paru latach się przedawni , zajmijcie się własnie kombinowaniem aby przetrwać ten ciężki okres. Możliwe ze upadłość będzie w Polsce będzie na zasadach krajów cywilizowanych. Ludzie nie poddawajcie się walczcie!!!!Czasami wystarczy dobrze przemyśleć sprawę :-)

Opublikowano

Generalnie jedyne co mogę poradzić wam to zaczęcie rozmowy z wierzycielami, być może czasem lepszym rozwiązaniem było by zdanie się na firmę oddłużającą by dogadała się w waszym imieniu z kredytodawcą.

Czasem w grę wchodzi wakacje kredytowe co żeby mieć chwilę na zaczerpnięcie oddechu - znalezienie nowej pracy ułożenia spraw.

Opublikowano

Witam

Moje życie to piekło kredytowe od lat. Cieszę się, że znalazłam to forum chociaż nie cieszy fakt, że musiało takie powstać. Idę doczytywać inne wątki.

Opublikowano

Cóż moje długi są adekwatne do zarobków, z pensji 2000zł zostaje mi niecałe 400zł, a nie liczę chwilówek, bo tych się spłacić po prostu nie da. Mój partner nie wie ile mam długów, teraz to ok 100 000zł, jak się dowie to pewnie wywali mnie z domu, bo to jego mieszkanie więc może. A radzię sobie w prosty sposób-prochy. Od lat chodzę do psychiatry, nie jest to idelane rozwiązanie, ale leki pozwalają przynajmniej chwilami cieszyć się życiem, zagłuszają lęki. Jestem ogólnie zrezygnowana, zgaszona, tylko chwilami jest fajnie, jak pojade na rowerze do lasu, czasem chcę tam zostać :) listów już nawet nie otwieram, wiem co tam jest, wiem kto dzwoni... Nie mam dzieci, jak dla mnie na szczęście, przynjamniej nie muszę się o nie martwić.

Opublikowano

A ja już nie siedzę i nie ryczę,trochę to trwało.

Po pierwsze przestałam się przejmować moimi długami,a jest ich niemało.

Po drugie zaczęłam czytać

-Jak przestać się martwić i zacząć żyć-Dale Carnegie

-Jesteś bez grosza na własne życzenie czyli jak przestać klepać biedę i zacząć lepiej żyć-Larry Winget

-Uwierz w siebie-Joseph Murphy

Po trzecie

głowa do góry z długów się wychodzi

Opublikowano

wnuczek - pozytywne myślenie to podstawa! Zawsze jest wyjście, jednym zajmie to dzień, innym miesiąc a innym jeszcze więcej, najważniejsze mieć plan i dążyć do jego zrealizowania. Punkt po punkcie.

 

Powodzenia!

Opublikowano

napiszę z punktu widzenia prawnika,

jak jest problem, to trzeba go rozwiązać !

- spisujemy swoje długi [wszystkie]

- spisujemy swoje aktywa

- spisujemy swoje dochody.

Jeżeli się nie bilansuje, musimy sobie uświadomić, że zbankrutowaliśmy...

Tak bywa. w USA, na Zachodzie Europy, co rok tysiące ludzi ogłasza bankructwo.

Idziemy do Sądu i zgłaszamy wniosek o upadłość konsumencką.

Sąd przeprowadza analizę naszej sytuacji j/w i ogłasza upadłość.

Rozkłada długi na 5 lat i oblicza w jakiej wysokości jesteśmy stanie spłacać raty.

[np. ktoś zarabia 2000 zł, jest sam, to sąd może orzec, że maksymalna rata to 1000 zł]

I tak orzeka.

w pozostałym zakresie umarza długi.

Po 5 latach jesteśmy "czyści".

Oczywiście warto dokładnie poznać ustawę o upadłości konsumenckiej, bo jak np. ktoś ma mieszkanie, to sąd może uznać, że je należy sprzedać - celem spłaty długów.

Ale może lepiej żeby to zrobił Sąd w ramach postępowania - upadłość konsumencka, bo rozliczy wszelkie długi

a

nie np. komornik jak będzie licytował tylko jedną wierzytelność.

SŁOWEM - jest wyjście, tylko trzeba umieć przyznać się do błędów, dokonać bilansu majątkowego, ograniczyć wydatki, starać się więcej zarabiać i...upadłość konsumencka.

Ale za 5 lat można rozpocząć "CZYSTE ZYCIE", bez długów...

Opublikowano

Ale za 5 lat można rozpocząć "CZYSTE ZYCIE", bez długów...

 

A nie czasem maks. po 3 latach po nowelizacji ustawy puin? Co to znaczy licytować tylko jedną wierzytelność? Sąd też nie wyprzedaje majątku upadłego, tylko robi to syndyk pod nadzorem sędziego komisarza. Z tym hurra optymizmem też bym raczej uważał.

 

Pozdrawiam.

Opublikowano

tak !

3 lata, po zmianie ustawy o upadłości konsumenckiej.

Nie jestem fanem tego rozwiązania, ale znam z praktyki wiele ludzkich tragedii dłużników, którzy nie radzili sobie ze zobowiązaniami.

W Polsce - od czasu obowiązywania znowelizowanej ustawy o upadłości konsumenckiej - coraz więcej dłużników decyduje się na takie rozwiązanie

 

 

- - - Uaktualniono - - -

 

...... Co to znaczy licytować tylko jedną wierzytelność? ....

 

chodzi o sytuację, gdy ktoś np. ma 15 długów w różnej wysokości.

(np. 500 000 zł, w tym np. największa wierzytelność np. 200 000 zł]

Największy wierzyciel (200 000 zł) najbardziej aktywny, pójdzie do sądu, uzyska tytuł wykonawczy i może się okazać, że jedyne co można uzyskać od wierzyciela to sprzedaż jego mieszkania. I np. mieszkanie pójdzie na licytacji za 240 000 zł, i on zostanie w pełni zaspokojony.

gdy

będzie Upadłość układowa - sąd zliczy te wierzytelności i będzie proporcjonalna spłata

Opublikowano

To może i ja opowiem swoją historię, jako, że jedną ze spraw już poruszałam na tym forum.

Pod koniec 2013 roku i na początku 2014 narzeczony dostał dobrze płatne zlecenia, jednak z czasem aby móc je wykonywać musieliśmy założyć działalność gospodarczą. Firma dla której je wykonywał była wypłacalna, wszystko w terminie i bez problemu, a nawet zdarzały się "dodatki" do wypłat. Działalność została założona na mnie, gdyż siedziałam w tym czasie w domu z wtedy niespełna 2 letnim dzieckiem i w ten sposób przynajmniej byłam ubezpieczona. Wszystko szło dobrze, współpracował z nami znajomy narzeczonego, kolega od 20 lat. Problemy zaczęły się około lipca 2014, gdy narzeczony uległ temu znajomemu "nie płaćmy w tym miesiącu skarbówce i zusowi, podzielmy między sobą, a w następnym miesiącu zapłacimy bo potrzebuję pilnie na coś tam coś tam". Oczywiście później nie było z czego zapłacić zaległości, a i bieżących opłat. Pod koniec sierpnia pojawiła się opcja dobrze płatnej, dużej budowy i postanowiliśmy zaryzykować - przecież firma, dla której wykonywaliśmy zlecenia jest wypłacalna i będzie dobrze. Nie było. Wzięłam kredyt na siebie 20 tys. zł w banku PKO BP, żeby dokupić sprzęt potrzebny do pracy i samochód, aby móc przewieźć pracowników z Warszawy do Wrocławia. Narzeczony potrzebował samochodu własnego, aby móc kursować między Wrocławiem a Warszawą, gdyż miał zobowiązania w obu miastach więc wzięliśmy leasing. I zaczęło się sypać... Tu chwilówka, tam chwilówka, żeby pracownikom wypłacić, bo nagle firma która miała nam płacić stała się niewypłacalna, tu rata, tam rata i koniec końców miałam na koncie mnóstwo chwilówek, kredyt, leasing, gdzie samochód nam odebrali, niezapłacone zusy i skarbówki. Najpierw przyjęłam postawę - damy rade. Odbierałam telefony, tłumaczyłam się, coś mieliśmy to wpłacaliśmy ale to i tak za mało. Później narzeczony stracił całkowicie prace i nie mieliśmy kompletnie kasy, ledwo żeby przeżyć. Załamałam się, nie odbierałam telefonów, powstały zadłużenia za abonament, wypowiedziane umowy. Żyłam w letargu nie chciałam o tym myśleć. W sierpniu listy zaczęły przychodzić do moich rodziców, gdzie jestem zameldowana. Oczywiście mama zaczęła otwierać i pretensje z ich strony. Jak mogłam do tego dopuścić, że narzeczony mnie nie kocha i mnie wykorzystuje, że przez niego życie zmarnowałam i wymuszanie na mnie zerwania kontaktów z narzeczonym i wprowadzenie się do nich z dzieckiem, gdzie kochamy się, razem chcemy sobie z tym poradzić, narzeczony obwinia tylko siebie za zaistniałą sytuacje i przepraszał mnie za to. Nie mam ochoty rozmawiać z rodziną, z nikim. Nie jem, nie śpię, obgryzam paznokcie i próbuję coś zacząć działać, szkoda tylko, że tak późno się obudziłam, gdy na koncie już mam pewnie prawie 100tys długów (dalej zliczam przekopując korespondencję) i komornika sądowego. Nie mam powoli siły na nic, szukam pracy ale mam ograniczone możliwości, bo muszę odprowadzać i odbierać dziecko z przedszkola w określonych godzinach, narzeczony pracuje od 6 do 20 i w weekendy i nie ma mi kto pomóc w opiece nad dzieckiem. Czuje, że opuszczają mnie siły...

Opublikowano

Witam,

 

może warto zastanowić się nad upadłością konsumencką?

 

Bo jak rozumiem, aktualne dochody nie pozwolą na spłatę zobowiązań?

Opublikowano

Nikkita czy nie rozwazalas zmian typu:

- przeniesienie sie do rodzicow. Oni sie moga moze zajac dzieckiem a Ty w tym czasie moglabys podjac prace.

- narzeczony moglby sie wprowadzic tez - a jesli rodzice nie akceptuja to zamieszkac katem gdzies u kogos blisko Was. Wtedy uzyskacie pieniazki z wynajmu. Plus Twoja pensja. I powolutku dacie rade...tylko trzeba zagryzc zeby i nie poddawac sie. To nie jest sytuacja bez wyjscia. Oczywiscie nie da sie tego zrobic w rok czy dwa.

- rozwaz tez upadlosc konsumencka.

- czy pisalas juz do wierzycieli o restrukturyzacje zadluzenia? Banki w przypadku trudnej sytuacji finasowej przychylaja sie do obnizenia rat. Wiem to bo sama pracowalam w bankowosci i windykacji dlugie lata.

Opublikowano

Upadłość konsumencką będę mogła zgłosić dopiero po roku od wyrejestrowania firmy z tego co się orientuje, a póki co jest jedynie zawieszona i dopiero będziemy zamykać.

 

Przeniesienie do rodziców odpada ponieważ mają tylko dwa pokoje z czego w jednym mieszka mój brat, a mieszkanie nie jest za duże... Poza tym oboje pracują i to od samego rana do godziny 21-24 więc i pomocy bym miała tyle, co tutaj.

Mieszkania nie wynajmujemy, mieszkamy w mieszkaniu po dziadkach narzeczonego, więc płacimy tylko czynsz + opłaty.

 

A na czym polega restrukturyzacja zadłużenia? Powinnam się w tym celu skontaktować z windykacją banku, tak? I wtedy pieniążki wpłacam bezpośrednio do wierzyciela, a nie do komornika?

 

Nieco lepiej mi się dziś zrobiło, gdyż dostałam pracę :) Więc czuję się, jakbym dostała kopa w pupę!

Opublikowano

Gratuluje nowej pracy!!!!! :)

 

Jak pracowalam w Banku w windykacji sadowej, to w sytuacji gdy dluznik napisal do nas pismo z prosba o wycofanie sprawy od komornika to casami wyrazalismy na to zgode.

Jednak klient musial uzasadnic dlaczego. I np gdy okazywalo sie, ze klient mogl stracic prace z uwagi na zajecia komornicze (zdarzaly sie takie sytuacje) to wowczas zgadzalismy sie, aby klient podjal splate u nas. I jesli regularnie co miesiac placil uzgodniona kwote to sprawa nawet byla wycofywana od komornika. Oczywiscie komornikowi trzeba bylo zaplacic koszty. Ale i tak klientowi bylo znacznie lepiej, bo nierzadko mial mniejsza rate niz poczatkowo wynikala z harmonogramu splat.

 

Mozna tez na poczatu poprosic komornika o splaty dobrowolne. Wikszosc komornikow zgadza sie na takie rozwiazania, gdyz dla nich oznacza to mniej pracy. I jesli srodki do nich wplywaja to wtedy nie robia zadnych zajec kont bankowych czy zajec pensji.

Opublikowano
Gratuluje nowej pracy!!!!! :)

 

Dziękuję :) Właśnie odnośnie pracy - podpisywać będę umowę zlecenie i boję się, że komornik zajmie mi całą pensję. Planuje właśnie większość przeznaczać na spłatę długu, jednak wolałabym aby nie zajął mi całości. Powinnam sama komornika poinformować o nowej pracy i od razu zapytać, czy byłby tak życzliwy nie zajmować mi pensji, ponieważ wyrażam chęć dobrowolnej spłaty długu?

Jeszcze nawiązując do wypłaty - zajęte mam wszystkie konta bankowe również przez US i ZUS. Niestety wypłata "do ręki" nie wchodzi w grę więc pomyślałam o karcie prepaid, jaką oferuje BZWBK. Czy takie rozwiązanie byłoby dobre? Czy jeżeli w danych do przelewu pracodawca wpisze moje imię i nazwisko, to mimo, iż karta nie będzie imienna, komornik, ZUS lub US może zająć środki, czy jest możliwość, że mimo podania danych do przelewu nie dowiedzą się o tych przelewach?

Opublikowano
Dziękuję :) Właśnie odnośnie pracy - podpisywać będę umowę zlecenie i boję się, że komornik zajmie mi całą pensję. Planuje właśnie większość przeznaczać na spłatę długu, jednak wolałabym aby nie zajął mi całości.

 

Przeczytaj ten wątek -> http://www.forum-kredytowe.pl/f145/komornik-umowa-zlecenie-81431.html

 

Powinnam sama komornika poinformować o nowej pracy i od razu zapytać, czy byłby tak życzliwy nie zajmować mi pensji, ponieważ wyrażam chęć dobrowolnej spłaty długu?

 

Nie masz takiego obowiązku. Obawiam się jednak, że przy takiej wysokości długów raczej nie masz o czym z komornikiem rozmawiać. Zapewne będzie prowadził egzekucję. Dogadywać się z komornikiem oczywiście można, ale zazwyczaj ma to sens przy stosunkowo niewielkich kwotach, wtedy gdy wierzyciel zbytnio nie naciska na efekty egzekucji.

 

Jeszcze nawiązując do wypłaty - zajęte mam wszystkie konta bankowe również przez US i ZUS. Niestety wypłata "do ręki" nie wchodzi w grę więc pomyślałam o karcie prepaid, jaką oferuje BZWBK. Czy takie rozwiązanie byłoby dobre? Czy jeżeli w danych do przelewu pracodawca wpisze moje imię i nazwisko, to mimo, iż karta nie będzie imienna, komornik, ZUS lub US może zająć środki, czy jest możliwość, że mimo podania danych do przelewu nie dowiedzą się o tych przelewach?

 

Przeczytaj ten wątek i najlepiej zastosuj się do podpowiedzi tu ujętych -> http://www.forum-kredytowe.pl/f145/komornik-zajecie-rachunku-bankowego-81432.html

Opublikowano

Nie wiem czy jeszcze to czytasz ale nie jesteś sam..Mogę się podpisać pod Twoimi słowami może nie jestem w takiej samej sytuacji bo nie mam jeszcze komornika i nie mam firmy ale zaczynam sobie nie radzić .Najgorsze jest to ,że jestem z tym sama:(ehh .Też mam prawie 30 lat i jak wyjdę z długów to będę starą babą:(

Opublikowano

Też mam już dosyć ciągłego zastanawiania się skąd wziąźć pieniądze na spłatę tych przeklętych chwilówek.Powinny one zostać wszystkie zlikwidowane. Przez ponad rok spłacałam jedną kolejną, w ten sposób zadłużenie moje jest tak duże, że mój mąż stwierdziła , że jesteśmy bankrutami.

Czasami mam lepsze dni, czasami gorsze. Jednego dnia rano, gdy mój mąż wrócił z pracy, położył się na łóżko i powiedział "Dlaczego mi wcześniej nie powiedziałaś, bałaś się ? Mnie? Szkoda, że nie zastanawiałaś się jak to wszystko spłacimy..." Patrzył w sufit, nie reagował na to co mówiłam.

Tak się boję , że nigdy z tego nie wyjdziemy.

Też się boję odbierać telefon, nie wiem jak mam tłumaczyć, żę nie mam jeszcze na spłatę. Chciałabym się obudzić w październiku 2014, kiedy nie miałam ani jednej chwilówki, i tylko jeden kredyt w koncie.

A wiecie co mnie pokusiło by wziąźć pierwszy kredyt (bezsensownie kompletnie) chęć pokazania, że my też możemy sobie podróżować po Polsce, chęć pokazania, że moje dzieci też mogą chodzić na basen, na dodatkowy angielski, że mogą mieć lepsze buty, kurtkę. Życie ponad stan.

Jak sobie pomyślę jaka byłam głupia to płakać mi się chce. Ale wtedy to jeszcze nie było najgorsze. dalsze moje postępowanie, nie mówieniu mężowi, o kolejnym kredycie, no i o tych chwilówkach...

Ale dzisiaj on tez jest na siebie zły bo domyślał się, że z muszę brac jakieś kredyty, bo przecież moja pensja to na za dużo nam nie pozwalała. A ja zawsze miałam pieniądze, na zakupy, jak pojawiły się problemy z autem, jak on nie miał na opłacenie czynszu itp...

Powiem Wam, że czasami mam takie dni, że gdyby nie myśl, że mam dwie cudowne córeczki to bym skończyła ze sobą. Jestem już zmęczona ciągłym myśleniem o pieniądzach.

Tak samo jak założyciel tego wątku już nie potrafię cieszyć się z najdrobniejszych rzeczy, np z pracy jaką zrobiła dla mnie córka...

Opublikowano

Witam jestem tu nowy mam podobnie... Chwilówki brane na spłatę innych... 2 karty kredytowe... I kredyt... Nie wiem cocjuz robić z nerwów wymiotuje i już mam myśli...by skończyć swój żywot chciałem skonsolidowac to wszystko ale nie mogę bo w banku muszę mieć 3 wynagrodzenia a miałem przerwę w pracy...

 

- - - Uaktualniono - - -

 

Też mam już dosyć ciągłego zastanawiania się skąd wziąźć pieniądze na spłatę tych przeklętych chwilówek.Powinny one zostać wszystkie zlikwidowane. Przez ponad rok spłacałam jedną kolejną, w ten sposób zadłużenie moje jest tak duże, że mój mąż stwierdziła , że jesteśmy bankrutami.

Czasami mam lepsze dni, czasami gorsze. Jednego dnia rano, gdy mój mąż wrócił z pracy, położył się na łóżko i powiedział "Dlaczego mi wcześniej nie powiedziałaś, bałaś się ? Mnie? Szkoda, że nie zastanawiałaś się jak to wszystko spłacimy..." Patrzył w sufit, nie reagował na to co mówiłam.

Tak się boję , że nigdy z tego nie wyjdziemy.

Też się boję odbierać telefon, nie wiem jak mam tłumaczyć, żę nie mam jeszcze na spłatę. Chciałabym się obudzić w październiku 2014, kiedy nie miałam ani jednej chwilówki, i tylko jeden kredyt w koncie.

A wiecie co mnie pokusiło by wziąźć pierwszy kredyt (bezsensownie kompletnie) chęć pokazania, że my też możemy sobie podróżować po Polsce, chęć pokazania, że moje dzieci też mogą chodzić na basen, na dodatkowy angielski, że mogą mieć lepsze buty, kurtkę. Życie ponad stan.

Jak sobie pomyślę jaka byłam głupia to płakać mi się chce. Ale wtedy to jeszcze nie było najgorsze. dalsze moje postępowanie, nie mówieniu mężowi, o kolejnym kredycie, no i o tych chwilówkach...

Ale dzisiaj on tez jest na siebie zły bo domyślał się, że z muszę brac jakieś kredyty, bo przecież moja pensja to na za dużo nam nie pozwalała. A ja zawsze miałam pieniądze, na zakupy, jak pojawiły się problemy z autem, jak on nie miał na opłacenie czynszu itp...

Powiem Wam, że czasami mam takie dni, że gdyby nie myśl, że mam dwie cudowne córeczki to bym skończyła ze sobą. Jestem już zmęczona ciągłym myśleniem o pieniądzach.

Tak samo jak założyciel tego wątku już nie potrafię cieszyć się z najdrobniejszych rzeczy, np z pracy jaką zrobiła dla mnie córka...

 

Mnie nic nie trzyma dobrze ze masz córeczki

Opublikowano
Witam jestem tu nowy mam podobnie... Chwilówki brane na spłatę innych... 2 karty kredytowe... I kredyt... Nie wiem cocjuz robić z nerwów wymiotuje i już mam myśli...by skończyć swój żywot chciałem skonsolidowac to wszystko ale nie mogę bo w banku muszę mieć 3 wynagrodzenia a miałem przerwę w pracy...

 

- - - Uaktualniono - - -

 

 

 

Mnie nic nie trzyma dobrze ze masz córeczki

 

Tylko, że skończenie ze sobą to nie jest dobre wyjście. Musisz być silny. Z każdej sytuacji jest wyjście.

Codziennie mam myśli, że dla kogoś tak beznadziejnego jak ja nie ma miejsca na tym świecie, ale trzeba ponosić konsekwencje swojego postępowania.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.

  • Weryfikacja tożsamości gościa
    Potwierdzenie e-mail

    Wyślemy jednorazowy link potwierdzający. Po zatwierdzeniu wróć do tego formularza.

    Potwierdzenie SMS

    Wyślij kod SMS na podany wyżej numer, następnie wpisz go i potwierdź.

    Przed publikacją musisz potwierdzić oba kanały.

Nowe wątki

Pomocne w oddłużaniu

Reklama
Portal Dłużnika. Długi? Pozew? Windykacja? Sprawdź, jak możemy Ci pomóc.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.